Podglądanie Herberta

„Utwory rozproszone” Zbigniewa Herberta to ważne uzupełnienie jego dzieła, pozwalające lepiej rozumieć kanon.

Reklama

Lektura rozproszonych tekstów pisarza ma w sobie coś z podglądania. Obcujemy bowiem z utworami, których z jakichś względów autor nie dołączył do książkowych zbiorów swoich dzieł. Czy były zbyt intymne, czy nie dość doskonałe? A może zatrzymała je cenzura? Albo zwyczajnie nie wpasowały się w kontekst opublikowanych zbiorów?

Odpowiedź na te pytania, choć często trudna, może być znacząca dla odczytania całości dorobku artysty. Zwłaszcza gdy, jak w przypadku Zbigniewa Herberta, mamy do czynienia z dość pokaźną liczbą takich tekstów. „Utwory rozproszone (Rekonesans)” to książka licząca prawie 500 stron, podczas gdy wydane trzy lata wcześniej „Wiersze zebrane” miały ich 800. Już nawet sam procentowy udział wierszy pozakanonicznych w całości dzieła nie pozwala zlekceważyć tej części dorobku. A uważna lektura nowej publikacji Wydawnictwa a5 z pewnością wzbogaci naszą wiedzę o twórczości poety.

Kanon bez rewolucji

„Utwory rozproszone (Rekonesans)” to książka niejednorodna. Składają się na nią zarówno teksty nigdy dotąd nie publikowane, jak i takie, które ukazywały się w prasie czy zbiorach wierszy wydawanych za granicą. Znajdziemy tu także utwory wyjęte z prywatnych listów oraz tomików powielanych własnym sumptem i kolportowanych wśród przyjaciół. Siłą rzeczy będzie więc to także książka nierówna. Ale jej wartość trudno mierzyć sumą wartości artystycznej poszczególnych tekstów. Bo dla każdego miłośnika poezji Zbigniewa Herberta będzie ona przede wszystkim okazją do obserwowania od kuchni rozwoju poety. Do tropienia wpływów, które stopniowo pisarz będzie przekuwał we własną, trudną do podrobienia poetykę. Łatwiej dostrzec konsekwencję artystycznych wyborów Herberta, kiedy widzimy, jakie teksty odrzucał. Można też zauważyć, że niektóre sformułowania czy całe tematy autor „Pana Cogito” przez długi czas rozwijał, zanim nadawał im kształt wierszy wchodzących do kanonu jego twórczości. „Utwory rozproszone” najlepiej więc czytać razem z „Wierszami zebranymi”, traktując je jako ważne uzupełnienie, pomagające lepiej rozumieć kanon.

Rewolucji w nim raczej bowiem nie będzie. To nie przypadek Stanisława Grochowiaka, gdzie wydobyta z notatników część dzieła okazała się równie ciekawa jak to, co znaliśmy z książek. Herbert od samego początku bardzo świadomie oddzielał ziarna od plew. Dość surowo obszedł się ze swoimi wczesnymi tekstami, z których sporą część pozostawił w rękopisach lub co najwyżej wydrukował w czasopismach. Po lekturze „Utworów rozproszonych” widać wyraźnie, że odrzucał zwłaszcza wiersze nadmiernie sentymentalne, z katarynkową rytmiką czy – na początku – zbyt silnymi wpływami Józefa Czechowicza w obrazowaniu.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Więcej nowości

    Reklama