Góralska moda Pradziadów

A przed Bożym Narodzeniem to nie tylko serce trzeba przygotować. I ciało powinno odświętnie wyglądać: żeby na Pasterce góral wyglądał jak... góral. Czyli piknie.

Reklama

Kolorowo-materiałowy zawrót głowy, tuż pod Tatrami, w samiuśkim Poroninie. W niewielkiej pracowni, w drewnianym domu, w każdym kątku po portkach, spódnicy lub bluzce. A na wieszakach tuż pod powałą – stosy. Pani Stanisława Łukaszczyk, właścicielka pracowni krawieckiej i sklepu, krawcowa i kreatorka góralskiej mody w jednym, uwija się cały dzień. Czasem nawet i noce zarywa. Bo stroje góralskie są albo ładne, albo piękne. Wiedzą to i stary baca z Gubałówki, i młoda dziewczyna z Zakopanego. Więc szczególnie w Adwencie pracy dużo: każdy na Pasterce chce wyglądać jak człowiek. Jak góral znaczy.

Kobiecość i męskość podkreślić

Pani Stanisława pokazuje spódnice, cuchy, bluzki, chustki. Jedne uszyte wczoraj, inne skrojone, a jeszcze inne czekające cierpliwie na zszycie. A gorsety, które z pieczołowitością zbiera i przechowuje, to prawie zabytki: po sto lat mają. I wcale nie zniszczone. Bo jak się strój uszanuje, to kiecka się nie zbrudzi. A jak kto fleja...

– Więc proszę bardzo gorset przymierzyć. Nie, nie trzeba na biuście zapinać ostatniej haftki. To kobiecość ma podkreślić!

Gorset piękny rzeczywiście: wyszywany tysiącami cekinków. Mrówcza robota. Cekinek przy cekinku. Pojedynczo. Im ich więcej, im koraliczki drobniejsze – tym efektowniej wygląda. Godziny, godziny mozolnej pracy.

Kolory tradycyjne, podhalańskie to czerwony, zielony i czarny. Natomiast jeszcze przed wojną, gdy nie było nowoczesnych barwników do lnu, stroje góralskie szyto z kolorów naturalnych: jasnych beżów, szarości. Teraz z kolei coraz częściej się eksperymentuje: nawet i róż w stylizowanych gorsetach można spotkać. Żółty, fiolet, pomarańcz. Bo góralki nie tylko pikne kcom być, ale i modne.

I coś dla chłopów można u pani Stanisławy zamówić. Prócz portek, koszul, cuch, są i dodatki: spinka góralska do zapięcia koszuli. A w niej podłużny, ostrawy element – służył m.in. do czyszczenia fajki. No i góralskie pióra, do kawalerskich kapeluszy: w wersji hard powinny być orle. I własnonożnie znalezione wysoko w górach. Tyle że wysoko w góry wchodzić teraz nie można, a poza tym czasu nie ma. Więc we współczesnej wersji są bardziej light: kupione z zoo. A w wersji zupełnie nieortodoksyjnej pochodzą góralskie pióra od... indyka.

Ręce trzeba mieć

Pani Stanisława strojami góralskimi zajmuje się tylko 37 lat. Tylko 37? – A cóż jest 37 lat przy wielowiekowej, góralsko-strojnej rodzinnej tradycji? Bo ta jej rodzina to już na początku XVII wieku w miejscowym spisie mieszkańców się pojawiła. Nazwisko jej rodu, i jej panieńskie: Pradziad. Więc od tego Pradziada chodziło się w kieckach góralskich, zapaskach. A że Pradziady to był lud koczowniczy, wołoski zapewne, to na Podhale przywieźli czerwone róże na cuchach. Do tej pory jest to jedyny element kwiatowy w góralskim stroju męskim.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama