Vabank 1981

13 grudnia 1981 r. w Polsce wprowadzono stan wojenny. 10 dni wcześniej działacze wrocławskiej „Solidarności” zrobili „skok” na bank. Zgarnęli 80 milionów.

Reklama

Dzięki brawurowej akcji pieniądze dolnośląskiej „Solidarności” pochodzące ze składek związkowych nie zostały zarekwirowane i w czasie stanu wojennego posłużyły finansowaniu związkowego podziemia. Film Waldemara Krzystka przedstawia historię tej akcji w konwencji sensacyjnego dramatu. Prócz wątków sensacyjnych Krzystkowi udało się przynajmniej w części uchwycić barwny obraz owego solidarnościowego karnawału, jakim był czas wielkiego wolnościowego zrywu.

„80 milionów” nie jest dokumentem, chociaż samą akcję „uwolnienia” pieniędzy z banku reżyser przedstawił zgodnie z faktami. Większość występujących tu postaci pierwszego planu to autentyczni działacze wrocławskiej „Solidarności”. Łatwo ich zidentyfikować, bo w filmie noszą własne imiona. Prócz wątków wziętych prosto z życia w filmie znajdziemy także postaci i wątki fikcyjne, które pozwalają widzowi, szczególnie młodszemu, lepiej wczuć się w atmosferę tego okresu.

80 milionów w maluchu

Według relacji działaczy „Solidarności”, decyzję o wyjęciu funduszy z konta bankowego podjęto w drugiej połowie listopada 1981 roku. Zapadła w wąskim gronie zaufanych działaczy, którzy spodziewali się, że już wkrótce władze zrezygnują z pozorów i będą chciały zdławić „Solidarność” siłą. Polecenie wyjęcia funduszy z banku wydał Władysław Frasyniuk. Poinformował też Józefa Piniora, odpowiedzialnego za akcję, że już poprzednio, w czasie kryzysów, jak np. w marcu 1981 roku w czasie tzw. prowokacji bydgoskiej, kiedy pobito działaczy związku, pieniądze przechowywano w kurii wrocławskiej. Z tym że wtedy wszystko odbywało się jawnie, a pokwitowanie odbioru pieniędzy podpisane przez abp. Henryka Gulbinowicza przechowywano w siedzibie zarządu regionu.

Akcję wyjęcia pieniędzy z banku, a później ich ukrycia przeprowadzili Józef Pinior, w owym czasie skarbnik związku, Piotr Bednarz, wiceprzewodniczący regionu, Tomasz Surowiec i Stanisław Huskowski. Pinior poprosił Huskowskiego, który znał abp. Gulbinowicza, o umówienie ich na 3 grudnia w godzinach rannych. Pozostali dwaj uczestnicy akcji dowiedzieli się o niej na krótko przed nią. Do banku na ulicy Ofiar Oświęcimskich pojechali wcześnie rano. Wydarzenia w banku i dojazd do pałacu arcybiskupiego został dokładnie przedstawiony w filmie. Nie obeszło się bez drobnych incydentów, czasem nawet zabawnych, chociaż dla uczestników akcji denerwujących. Okazało się na przykład, że walizki z pieniędzmi nie mieściły się w małym fiacie, więc dla Piotra Bednorza zabrakło w nim miejsca. Arcybiskup przyjął ich od razu, wskazał miejsce, gdzie mogą złożyć pieniądze i, jak wspomina Pinior, chciał im wydać pokwitowanie, mówiąc: „co będzie, jeśli nagle umrę?”. Pinior nie chciał pokwitowania, bo też trzeba byłoby je ukryć. Tak zakończyła się jedna z najbardziej spektakularnych akcji przeprowadzonych przez działaczy „Solidarności”.

Polskie kino niezbyt często sięga do lat 80. minionego wieku, kiedy cała Polska wydawała się zjednoczona w powszechnym poparciu solidarnościowego zrywu. Niedawno na ekranach mogliśmy obejrzeć znakomitego „Kreta” Rafaela Lewandowskiego, który te wydarzenia przedstawił z zupełnie innej perspektywy, wykorzystując formułę tak popularnego gatunku, jakim jest thriller. Pokazał ludzi uwikłanych w przeszłość, z którą nie mogą sobie poradzić.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama