Między sztuką a jarmarkiem

Talent światowego formatu czy królowa kiczu? W przypadku Violetty Villas rozdzielanie tych określeń nie ma sensu. Ona była jednym i drugim.

Reklama

Budziła emocje do końca, choć coraz mniej wiązały się one z muzyką. Tabloidy rozpisywały się o jej nałogach, chorobie psychicznej, kłopotach ze schroniskiem dla zwierząt i konfliktach o pieniądze. Coraz rzadziej zajmowała się tym, co kochała najbardziej – śpiewaniem. A przecież kiedyś występowała u boku takich gwiazd jak Frank Sinatra, Paul Anka czy Charles Aznavour, podbijała Paryż, Broadway i Las Vegas. Dlaczego artystka obdarzona tak wielkim talentem zmieniła się w karykaturę samej siebie?

Od sopranu do barytonu

Kariera Violetty Villas wydawała się wręcz baśniowa, a jednak za jej kulisami od dawna rozgrywał się dramat osoby, która swojego sukcesu nie udźwignęła. Jej wybory artystyczne i życiowe stawały się coraz mniej zrozumiałe. Najbliżsi stracili z nią kontakt, a wokół niej pojawili się ludzie, którzy z całą pewnością nie byli dobrymi doradcami. A miało być zupełnie inaczej. Jej warunki głosowe zapowiadały przede wszystkim wielką karierę operową. Dysponowała najrzadziej spotykanym głosem kobiecym – sopranem spinto, dzięki któremu mogła wykonywać zarówno liryczne, jak i dramatyczne partie koloraturowe. Na tę umiejętność nakładała się niezwykła skala głosu (cztero- – lub pięciooktawowa), pozwalająca na śpiewanie barytonem, tenorem, altem, mezzosopranem i sopranem.

A jednak już u progu występów scenicznych zrezygnowała z opery, koncentrując się na muzyce rozrywkowej, do której wprowadzała jedynie operowe elementy. Przez całe życie pozostawała kimś z pogranicza światów wielkiej sztuki i jarmarcznej rozrywki. Do pierwszego z tych światów przynależała dzięki talentowi, w ten drugi pchało ją zamiłowanie do przepychu, który łatwo zamieniał się w przesyt. Kiczowaty był zwłaszcza wizerunek sceniczny Violetty Villas – jej balowe suknie, burza kręconych, doczepianych blond włosów i ekscentryczne zachowania. Ten kicz nie przeszkadzał jednak w robieniu kariery, ba, zdawał się pomagać – w USA wychwalano indywidualizm Villas, która wykreowała styl hollywoodzkiej gwiazdy z lat 60. XX wieku.

Fenomenalna Polka

O tym, że wokalistka zrobi światową karierę, przekonany był m.in. sam Władysław Szpilman. To on namówił piosenkarkę do przyjęcia pseudonimu. Violetta Villas naprawdę nazywała się bowiem Czesława Cieślak, co za granicą byłoby trudne do wymówienia. Zaczęło się jednak od krajowych sukcesów. W 1960 r. zadebiutowała w Polskim Radiu. Już jedna z pierwszych piosenek, „Dla Ciebie miły”, zwyciężyła w plebiscycie „Ekspressu Wieczornego” na najlepszy polski szlagier. Wokalistka wystąpiła kilkakrotnie w Sopocie i Opolu, pojawiły się też kolejne przeboje, m.in. „Przyjdzie na to czas” i „Do ciebie mamo”. W połowie lat 60. dała wiele koncertów we Francji, a następnie wyjechała do USA, gdzie przez kilka sezonów była gwiazdą rewii „Casino de Paris”. Piosenki oraz arie operowe i operetkowe śpiewała tam w dziewięciu językach. Koszt przygotowania rewii wynosił 50 tys. dolarów. Artystka wjeżdżała na scenę na białym koniu lub jaguarem XKE. Program został entuzjastycznie przyjęty przez amerykańską krytykę, która pisała o „fenomenalnej Polce”, „głosie ery atomowej” i „białym kruku wokalistyki światowej”. Sukces pociągnął za sobą nagrania dla wytwórni Capitol Records i udział w kilku produkcjach filmowych. Po powrocie do Polski Villas miała już status gwiazdy, która mogła sobie pozwolić na rzeczy niedostępne wówczas nawet najwybitniejszym artystom rodzimej sceny: dom z podgrzewanym basenem w podwarszawskiej Magdalence, dwa mercedesy, prywatne studio nagrań. Jednak wraz z luksusem pojawiły się uzależnienia od alkoholu i narkotyków. Służba Bezpieczeństwa, z którą Villas współpracowała na przełomie lat 60. i 70., odnotowywała przypadki zakupu narkotyków przez artystkę za granicą i dziwne zachowania po ich spożyciu. Na pewien czas zabroniono jej nawet wyjazdów z kraju.

Villas zniewolona

Wszystkie te wydarzenia wiązały się ze spadkiem aktywności twórczej. W latach 70. artystka wydała tylko jeden album z premierowym materiałem, w 80. – żadnego, a od lat 90. nagrywała głównie płyty z kolędami. Próbą wskrzeszenia jej dawnej popularności była trasa koncertowa „Violetta”, zainaugurowana występem w nowojorskiej Carneggie Hall. W latach 90. dawała sporo koncertów dla amerykańskiej Polonii. Jednak dawnej formy nie udało się już odzyskać, a nowsze piosenki, takie jak chociażby „Całuj gorąco”, wprawiały w zażenowanie poziomem artystycznym. W ostatnich latach o artystce znowu zrobiło się głośno, głównie z powodów pozamuzycznych. Najpierw za sprawą jej schroniska dla zwierząt, liczącego w chwili powstania ok. 150 psów, ponad 300 kotów i wiele kóz. Miały one zagrażać epidemiologicznie sąsiednim gospodarstwom. Źródłem licznych spekulacji stał się też pobyt Villas w szpitalu psychiatrycznym. Media sugerowały, że piosenkarka jest zniewolona przez osoby, którym zależy na przejęciu kontroli nad jej finansami. Syn artystki, Krzysztof Gospodarek, pozostający w sporze z opiekunką Violetty Villas – Elżbietą Budzyńską, od kilku lat nie mógł skontaktować się z matką. Teraz próbuje dociec, czy Budzyńska zapewniła jej odpowiednią opiekę. Trudno o smutniejszy finał kariery jednej z najważniejszych polskich wokalistek. Dziś jej wielbiciele modlą się, by prawdziwy koniec tej historii był inny i by mocny głos Violetty Villas zabrzmiał szczęśliwie po drugiej stronie.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama