Tylko lew się ostał

Majstrowanie przy historii. Wielka dziura w parku nie przypomina już miejsca chwały niemieckiej armii. Pomnik miał przez setki lat świadczyć o zwycięstwie, a ostatecznie skończył jako materiał budowlany na Pałac Kultury w Warszawie.

Reklama

Przed II wojną światową nieopodal Olsztynka odbywały się zjazdy, które były demonstracją siły niemieckich junkrów. Zjeżdżali ludzie z Pomorza, Warmii i Mazur, a także z terenów Niemiec. Bywał tu również Adolf Hitler. Do dziś dawni mieszkańcy tych okolic opowiadaj ą, że samoloty Luftwaffe machały tu z nieba skrzydłami, gdy w 1939 r. leciały z Prus bombardować polskie miasta.

Zabawy w miejscu chwały
- W dzieciństwie chodziliśmy na Tannenberg, aby buszować w ruinach. Było to w latach 70. Oczywiście nie było już budynków, pozostały jednak ruiny, w których można było znaleźć wiele kolorowych kamyczków. Potem dowiedziałem się, że pochodziły z barwnych podłóg mauzoleum. Najbardziej intrygowały nas zasypane piwnice. Wyobrażaliśmy sobie, że kryją się tam ukryte skarby – wspomina Krzysztof.

Po wojnie teren mauzoleum stał się miejscem eksploatacji różnych materiałów. – Cegły wykorzystano do budowy pomnika w Olsztynie. Olsztynecki POM zaś wzbogacił się o kable miedziane z instalacji zamontowanych w Tannenbergu przez Niemców. Dawny dyrektor przedsiębiorstwa opowiadał mi po latach, jak z gruzów wyciągano przewody, które zwijano i wywożono, aby wykorzystać w różnych miejscach – mówi pan Piotr, obecnie emeryt. Były nawet głosy, żeby odbudować mauzoleum jako atrakcję turystyczną, jednak historia przypisała pomnikowi tak negatywne znaczenie, iż pomysł ten wydał się zbyt kontrowersyjny.

Biedny Samsonow
Wszystko zaczęło się w 1914 roku. W sierpniu na tych terenach rozegrała się bitwa między wojskami niemieckimi pod dowództwem marszałka Paula von Hindenburga a armią carską pod wodzą gen. Samsonowa. Działania wojenne obejmowały teren od Olsztyna po Nidzicę. Do niewoli niemieckiej dostało się 13 generałów rosyjskich i około 92 tys. żołnierzy i oficerów. Niemcy przejęli 350 dział i duże ilości sprzętu wojennego. W ręce zwycięzców wpadło też tysiące koni, które zaganiano do prowizorycznie ustawionych ogrodzeń. W walkach zginęło wtedy ponad 50 tys. Rosjan. Ze względu na poniesione straty armia rosyjska generała Samsonowa została wykreślona z rejestru sił imperium carskiego. Samsonow popełnił samobójstwo w jednym z mazurskich lasów, a skrzynie ze skarbcem rosyjskiej armii zostały zakopane w tutejszej ziemi i do dziś poszukiwacze skarbów penetrują pobliskie grunty.

Strona niemiecka poniosła także duże straty – zginęło ponad 25 tys. żołnierzy. Działania wojenne zostawiły również swój ślad w Prusach Wschodnich. W trakcie walk zniszczono 13 miast, 572 wioski, 536 dworów. W sumie spalono lub rozwalono pociskami armatnimi 44 tys. budynków, splądrowano 50 tys. mieszkań, zamordowano 2 tys. cywili i popędzono do Rosji około 10 tys. ludzi. Wartość strat szacowano na 2 miliardy ówczesnych marek, co było w tamtych czasach gigantyczną kwotą.

Dramatyczne wydarzenia z roku 1914 utkwiły na wiele lat w pamięci okolicznych mieszkańców. – W Tomaszkowie przez wiele lat po II wojnie światowej przekazywana była opowieść o jednym z sołtysów wioski, który przebywał przez jakiś czas w niewoli rosyjskiej. Było to oczywiście po wojnie roku czternastego. Doświadczył wtedy życzliwości ludu rosyjskiego i z takim wspomnieniem wrócił do domu. Gdy w styczniu 1945 nadciągała sowiecka armia, jako jedyny nie bał się nadchodzących wojsk i wszystkim tłumaczył, że Rosjanie to porządni ludzie. Wszyscy uciekali, aby się gdzieś skryć, a on postanowił powitać pierwszych żołnierzy. Nie uwzględnił tego, iż nie była to carska armia, ale zbieranina ludzi o innych już manierach. Wraz ze swoim kolegą napotkali więc pierwszych żołnierzy, którzy zaprowadzili ich za pobliską stodołę i rozstrzelali – opowiada zasłyszaną opowieść pan Paweł.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| HISTORIA, KULTURA

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Więcej nowości

    Reklama