Maluszki do teatru

Teatr Małego Widza jest inny niż wszystkie. Nikt tu nikomu nie każe siedzieć nieruchomo w fotelu i trzymać buzi na kłódkę.

Reklama

Duża dziewczynka ubrana na biało siedzi na scenie i macha do dzieci. Włosy ma upięte w kucyki. Dzieci wchodzą i odmachują. Dziewczynka uśmiecha się, wystawia język, wkłada palec do buzi albo zagryza wargi z emocji. Staje się jednym z maluchów i one intuicyjnie to wyczuwają. Przyjmują dużą dziewczynkę jak swoją. To dobrze, bo dzięki temu może je porwać przedstawienie, które rozpocznie się za chwilę. Ich teatralny pierwszy raz.

Kurs języka niemowlęcego

Dziewczynka nazywa się Agnieszka Czekierda i jest całkiem dorosła. Nie kończyła szkół aktorskich, tylko socjologię, ale z teatrem jest związana od 14 lat. Tyle że wcześniej grała w sztukach dla dorosłych. Pomysł założenia na warszawskiej Starówce Teatru Małego Widza zrodził się dwa lata temu. – Lubię wyzwania – uśmiecha się pani Agnieszka. – Wiedziałam, że teatr, który chcę stworzyć, musi być inny od tych, które znałam. Zaczęłam rozglądać się po świecie i… znalazłam teatr dla najmłodszych.

Spektakle dla dzieci od 1. roku życia grywane są od dziesięcioleci we Włoszech, Wielkiej Brytanii czy Belgii. U nas to nowość. Dlatego założycielka teatru udała się najpierw do Bolonii, by na tamtejszym festiwalu podejrzeć, „jak się to robi”. A swój warsztat doskonaliła w… żłobkach. – Nie mam swoich dzieci – opowiada – więc stwierdziłam, że muszę się przyjrzeć tym maluszkom. Zobaczyć, jak komunikują się między sobą gestem, dźwiękiem. Jakiego języka używają, zanim nauczą się mówić.

To wszystko przydaje się teraz na scenie. Przedstawienia rozgrywane są w „żabiej perspektywie”, tak by aktorzy znajdowali się na linii dziecięcego wzroku. W spektaklu „Rozplatanie tęczy” Agnieszka Czekierda porusza się po scenie, raczkując jak niemowlak. Wszystkie gesty i zawołania zapożyczyła od dzieci.

Zabawa bez komputera

Bardzo szybko udaje się nawiązać porozumienie z małymi widzami, którzy powtarzają za aktorką: „O-o!”, „Jej!”. Któreś z dzieci rozemocjonowane pokazuje: „Tam!”. „Tam?” – błyskawicznie reaguje Czekierda, podążając wzrokiem za palcem malucha. – Muszę być ciągle czujna, odpowiadać na sygnały – wyjaśnia po spektaklu. – Przedstawienie ma oczywiście pewien szkielet, ale za każdym razem jest grane trochę inaczej. Tu nie ma chwili na odpoczynek. Nie może być pustki, bo dzieciaki od razu się rozproszą. Trzeba być jednocześnie aktorem, reżyserem, osobą kontrolującą całość przedsięwzięcia. Może się wydawać, że gram z lekkością, ale wysiłek psychiczny jest ogromny. Tego nie da się robić „przy okazji” albo po to, żeby sobie dorobić. Dostaję mnóstwo CV, ale każdemu kandydatowi mówię najpierw: przyjdź na spektakl. Wielu rezygnuje, bo widzą, że przy tej pracy trzeba najpierw pogrzebać w samym sobie.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama