Kiedy stawką był honor

Widzowie odetchnęli z ulgą na wieść, że powstanie piąta seria „Czasu honoru”. Najprawdopodobniej ostatnia Teraz czas, by pokazać, jak potraktowano jego bohaterów w czasach PRL-u.

Reklama

Lepiej późno niż wcale, ale zdumiewa fakt, że na serial o bohaterach polskiego podziemia trzeba było czekać tak długo. Telewizja publiczna, masowo produkująca telenowele spod znaku Ilony Łepkowskiej i spółki, których bohaterowie zmagają się w zawiłych związkach biznesowo-miłosnych, od kilku lat usiłuje poprawić swój wizerunek. Wyświetlane na okrągło „Stawka większa niż życie” czy „Czterej pancerni i pies” dopiero kilka lat temu doczekały się konkurencji. W 2007 roku była „Tajemnica twierdzy szyfrów”, później „Czas honoru” i „1920. Wojna i miłość”. Okazało się, że mimo wszelkich niedostatków tych produkcji widzowie chcą oglądać nowe seriale poświęcone najnowszej historii Polski, a nie tylko sprawnie zrealizowane, ale od strony historycznej zakłamane filmy spod znaku Hansa Klossa.

Wyjątkową pozycję już w chwili emisji pierwszej serii zdobył „Czas honoru”. Po raz pierwszy na taką skalę – bo do dzisiaj nakręcono aż 52 odcinki, co w tego typu historycznych produkcjach jest w Polsce ewenementem – przedstawiono historię grupy cichociemnych zrzuconych wiosną 1941 roku do okupowanej przez Niemców Polski. Co prawda w filmie ani razu nie pada termin cichociemni, a bohaterowie to postacie fikcyjne, jednak ich filmowe losy w symboliczny sposób oddają spóźniony hołd tym, którzy wtedy walczyli naprawdę. Oglądając serial, którego czwartą serię TVP wydała obecnie na DVD, warto pamiętać, że w czasie II wojny światowej zginęło aż 112 z nich. Niektórzy z rąk komunistów.

Serialowi wiele można byłoby zarzucić. Zarówno w sferze przedstawienia realiów codziennego życia w okupowanej Polsce, jak i konspiracji. Obserwując działania bohaterów, czasem zastanawiamy się, jak to się stało, że wyszkoleni w Wielkiej Brytanii zawodowcy popełniają szkolne błędy, lekceważą zasady walki podziemnej i przez lata nie wpadają w ręce wroga. Wątpliwości budzi także nadmierne rozbudowanie wątków romansowych rodem ze współczesnej telenoweli. Jednak utrzymany w sensacyjnej konwencji serial ma jeden niepowtarzalny atut. Budzi tęsknotę za wartościami innymi niż te, które na co dzień dominują w medialnym przekazie. Pokazuje, że był czas, kiedy poświęcenie, honor i obowiązek względem ojczyzny nie były tylko pustymi słowami. Znaczyły coś więcej niż pogoń za sukcesem przeliczanym na złotówki.

Serial docenili nie tylko polscy widzowie. Na międzynarodowymfestiwalu w Houston otrzymał on Platynową Nagrodę Remi w kategorii „Serial TV”, a w Nowym Jorku srebrny medal w kategorii „Akcja”. Jednak dla producenta najważniejszym wyróżnikiem sukcesu jest oglądalność. Była duża, niektóre z odcinków oglądało ponad 3 mln widzów. Największą popularnością cieszyła się pierwsza seria „Czasu honoru”, którą średnio obejrzało prawie 2,9 mln widzów. Następne serie nie miały już takiej oglądalności, ale niektóre odcinki miały ponad 3 mln widzów. Czwartą serię obejrzało średnio prawie 2,2 mln widzów.

Sukces serialu telewizja zdyskontowała, wydając wspólnie ze „Zwierciadłem” książkę opowiadającą o losach jego bohaterów. Autorem książkowego „Czasu honoru” jest Jarosław Sokół, który przerobił swój oryginalny scenariusz. Książka nie oddaje dokładnie akcji, autor wprowadził w niej pewne zmiany i wzbogacił niektóre wątki. Tego rodzaju praktyka nie jest czymś oryginalnym w przypadku popularnych seriali czy filmów. Książka cieszyła się dużym powodzeniem, a autor zapowiedział, że powstanie cała trylogia, której akcja zakończy się już po wojnie. Ukazała się także płyta z muzyką do serialu skomponowana przez Bartosza Chojeckiego, który z kilku godzin nagrań wybrał około godziny muzyki, a utwory z pierwszych trzech części wydało Polskie Radio.

„Czas honoru” rozbudził zainteresowanie historią cichociemnych wśród młodzieży. Warto więc sięgnąć do źródła, które umożliwi nam poznanie, jak ich walka wyglądała naprawdę. Z pierwszej ręki. Jest nim znakomity film Pawła Kędzierskiego „My, Cichociemni. Głosy żyjących”, w którym weterani opowiadają o swoich doświadczeniach z czasów wojny. Wiele z tych historii to gotowy scenariusz na porządny film fabularny.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama