Piosenki ciągle przychodzą

O liściu na głowie, zgredostwie i humorze, który leczy, z Kubą Sienkiewiczem rozmawia Szymon Babuchowski.

Reklama

Szymon Babuchowski: Debiutancka płyta Elektrycznych Gitar, wydana dwadzieścia lat temu, okazała się niebywałym sukcesem. Jak z perspektywy czasu widzi Pan fenomen tamtej popularności zespołu?

Kuba Sienkiewicz: – Myślę, że to był taki czas, w którym brakowało piosenki autorskiej w przystępnej oprawie muzycznej. Nasz repertuar dobrze wpasowywał się w tę lukę. Chodziło o taką piosenkę, która skłania do myślenia, ale jednocześnie ma sporo elementów rozrywkowych. Opartą na tekście, ale nie męczącą. I ta formuła została wtedy bardzo dobrze przyjęta. Trafiliśmy w dobry moment, to już się nie powtórzyło później.

Ważne było chyba też poczucie humoru, które wyróżniało Was na tle zespołów rockowych, traktujących swój bunt bardzo serio.

– Tak, nie przyjęliśmy poważnej pozy, choć w gruncie rzeczy nasze piosenki były poważne. Ich ironia była autoironią. To są głównie piosenki osobiste, a trudno kierować agresję przeciwko sobie.

Na swojej solowej płycie śpiewa Pan: „Moim imieniem wabią psy, nazwiskiem zwą ulice”…

– …a utwór nazywa się „Sława” (śmiech).

Trzeba mieć sporo dystansu do siebie, żeby coś takiego zaśpiewać. Czy humor ma działanie oczyszczające, może leczyć?

– Tak, jak najbardziej, humor wzmacnia odporność – psychiczną, i somatyczną. Frank Zappa pytał w tytule jednej z płyt: „Does humor belong in music?” (Czy humor należy do muzyki? – przyp. Sz.B.).

On to pytanie postawił oczywiście prowokacyjnie, ponieważ w jego działalności związek między humorem a muzyką był oczywisty. Dla mnie jako słuchacza, konsumenta muzyki, humor jest nieodzowny. Inaczej wiele ciekawych i dobrych przeżyć estetycznych umyka.

Lubi Pan opowiadać w piosenkach dzieje konkretnych osób – żony, która „męża nożem zabiła”, albo „człowieka z liściem na głowie”. Skąd się w Panu biorą takie historie?

– Piosenka, w moim odczuciu, musi uderzać słuchacza jakimś obrazem, jakąś sytuacją. Skargi na ból wewnętrzny to jest ten nurt, którego nie lubię. Dlatego, na zasadzie „nie rób drugiemu, co tobie niemiłe”, staram się, żeby piosenka była krótszą lub bardziej rozbudowaną historią. Żeby opisywała sytuację – podpatrzoną w życiu, wymyśloną albo przetworzoną.

Których jest najwięcej?

– Z tym jest różnie. Bywa, że obserwacje dokonane w mgnieniu oka odzywają się później, jak np. w piosence „Dzieci”. Zobaczyłem grupę młodzieży zaśmiecającą flaszkami wyjście z Lasku Bielańskiego, i to się odezwało w piosence. Zobaczyłem człowieka, który z brudnym liściem siedział w autobusie, stając się pośmiewiskiem dla innych pasażerów, i też o tym napisałem. A na płycie „Historia” zrymowałem konkretne wydarzenia historyczne.

To chyba płyta z najpoważniejszymi tekstami. Czy ich stworzenie wymagało od Pana jakiegoś przestawienia się?

– Nie, choć są to w większości piosenki pisane na zamówienie. Narodowe Centrum Kultury zamówiło piosenki na okrągłe rocznice przypadające w 2010 roku. Ale wykorzystaliśmy też piosenki starsze, które powstawały bez tej okazji, jak „Dwudziestolatka” czy „Ucieczka 5:55”. Dołączyliśmy je, bo ładnie się komponowały z tematyką historyczną. Niespodziewanie powstał album koncepcyjny, co nam się wcześniej nie zdarzało. Odmienność pracy nad tymi piosenkami polegała też na tym, że musieliśmy przygotować się, uzupełnić naszą wiedzę. Sięgaliśmy do źródeł, czytając o bitwie pod Grunwaldem czy Kłuszynem. A przy piosence o „Solidarności” po prostu studiowałem kalendarium wydarzeń. Ono okazało się tak zaskakujące, pootwierało mi tak wiele klapek, że piosenka zrymowała się sama.

Pan też trochę się w historię angażował. Działał Pan w NZS.

– No tak, w okresie 1980–1981, podczas strajków na uczelni, prowadziłem skromny radiowęzeł. Dało mi to możliwość sprawdzenia już wtedy swojej twórczości przed publicznością. Moim głównym motywem udziału w tej, dziecinnej w końcu, konspiracji było tworzenie alternatywy wobec monopolu informacji, jaki mieliśmy wówczas. Byłem przekonany, że bardzo istotną rzeczą jest rozprowadzanie zarówno prasy, która dostarczała informacji niecenzurowanych, jak i kultury drugiego obiegu. Wspominam to jako bardzo piękny okres w moim życiu osobistym.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama