Nieprzysiadalny

Mistrz obserwuje świat z perspektywy barowego stolika. Czuje się samotny, więc pije, ale mimo to wydaje się najbardziej trzeźwym i stabilnym elementem teatralnej rzeczywistości.

Mistrz obserwuje świat z perspektywy barowego stolika. Czuje się samotny, więc pije, ale mimo to wydaje się najbardziej trzeźwym i stabilnym elementem teatralnej rzeczywistości.

Nie jest łatwo stworzyć intrygujący spektakl teatralny, opierając się na wierszach i fragmentach prozy rozrzuconych po kilkunastu książkach. Nawet jeśli są to książki tego samego pisarza. Trzeba przecież znaleźć jakąś nić splatającą w całość teksty, tak, by połączyć je w fabułę, zbudować napięcie. Autorom „Czynnego do odwołania”, dramatu opartego na twórczości Marcina Świetlickiego, ta sztuka się udała.

Poeta w podwójnej roli

Może to dlatego, że Świetlicki jest wyjątkowo wdzięcznym obiektem dla takich zabiegów. Najbardziej charakterystyczny poeta debiutujący po 1989 roku swoją popularność zawdzięcza nie tylko sile poezji, ale także zmysłowi promocyjnemu. Wielu czytelników poznało go przecież najpierw jako wokalistę rockowego zespołu Świetliki, do którego muzyki autor „Zimnych krajów” melorecytuje swoje wiersze. I na tej podwójnej roli poety Piotr Bikont oparł m.in. swój pomysł reżyserski.

Inna sprawa, że Świetliki to już dzisiaj twórczość niszowa. „Wsobny” wokalista, który nie mizdrzy się do publiczności, ale wręcz zachowuje się tak, jakby jej nie dostrzegał, nie mógł stać się pupilkiem współczesnych mediów. „Utył, spuchł, posiwiał”, „skończył się” – mówią bohaterowie jego prozy o postaci Mistrza, która wydaje się alter ego Świetlickiego. Mistrz nie pasuje do nowego świata, obserwuje go jedynie z perspektywy barowego stolika. Czuje się samotny, więc pije, ale mimo to wydaje się najbardziej trzeźwym i stabilnym elementem teatralnej rzeczywistości.

Bo świat wokół zwariował. Nowi „warszawscy” i „krakowscy” modnisie prześcigają się w wymyślaniu coraz to nowych snobizmów. Dzięki sprytowi udaje im się pozyskać pieniądze na najbardziej idiotyczne „projekty”. Rok Wyspiańskiego czy Herberta – co za różnica, jeśli można przy tej okazji zrobić jakąś dobrze opłaconą instalację, wizualizację lub inny „event”. „Dla mnie najlepszym polskim poetą jest Artur Rojek z zespołu Myslovitz” – mówi jeden z bohaterów spektaklu. „A na drugim miejscu jest Zbigniew H…”. „Hołdys?” – zgaduje jego kompan. „Herbert”. „Aaa, trochę oldskulowo, ale może być” – dialogują postaci.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja