Nie było Sprawiedliwych

Główną ofiarą „Pokłosia” pada widz. Dobry thriller powinien kryć w sobie jakąś niespodziankę. W filmie jej nie znajdziemy.

Obraz Pasikowskiego stanowi wręcz podręcznikowy przykład, jak można zepsuć temat, przykrawając go do z góry określonej tezy. A podjęty przez reżysera problem stosunku Polaków do Żydów w czasie II wojny światowej z pewnością zasługuje na to, by potraktować go poważnie, a nie łopatologicznie. „Pokłosie” nie jest pierwszym filmem o Holocauście i o tym, jak zachowywali się Polacy w stosunku do Żydów w czasie okupacji. Niedawno opowiadał o tym Feliks Falk w „Joannie”. Przedstawił wiarygodnie psychologiczny dramat kobiety, która biorąc pod opiekę żydowską dziewczynkę i zmagając się z nieprzyjaznym otoczeniem, zmuszona została do największych poświęceń. Jednak film Falka nie pretendował do uogólnień. Z „Pokłosiem” jest inaczej. Dla wszystkich, którzy czytali książkę Grossa lub śledzili rozpętaną wokół niej dyskusję, puenta filmu nie będzie zaskoczeniem. Jednocześnie wbrew pojawiającym się wcześniej w mediach informacjom, film nie jest rekonstrukcją wydarzeń z Jedwabnego, chociaż z pewnością stanowiły one jego inspirację. To film dotyczący współczesności. Wydarzenia z przeszłości, o których ich uczestnicy chcieliby zapomnieć, stają się katalizatorem dramatu. Jednak współczesność przedstawiona została w sposób wyjątkowo jednostronny, a zakończenie, wyraźnie nawiązujące do ewangelicznych wątków pasyjnych, nie pozostawia wątpliwości co do intencji reżysera.

Bohaterami filmu są dwaj bracia. Starszy, Franek Kalina, wyjechał w latach 80. do Stanów Zjednoczonych. Młodszy, Józef, pozostał na gospodarstwie wraz z ojcem. Franek po 20 latach spędzonych w USA wraca do Polski. Wraca, ale tylko na chwilę. Chce spotkać się z bratem, by wyjaśnić zagadkę nagłego wyjazdu z Polski szwagierki, która wraz z dziećmi przyleciała do Ameryki. Nie tylko przyjechała do Franka bez uprzedzenia, ale także nie chce wyjaśnić powodu swej decyzji. Franek nie ma dobrego mniemania o kraju ojczystym, a po przyjeździe do rodzinnej wsi szybko zdaje sobie sprawę z tego, że coś tu nie gra. Brat wydaje się całkowicie wyalienowany z wiejskiej społeczności, na każdym kroku spotyka się z agresją.

Sytuacja nieco się wyjaśnia, kiedy Józef pokazuje, co zrobił z częścią odziedziczonego po ojcu pola. Ustawił na nim szereg macew, które poniewierały się w różnych miejscach wsi. Większość posłużyła do utwardzenia starej drogi. W tym momencie najmniej pojętny widz odkryje, jaką tajemnicę z przeszłości skrywają mieszkańcy wsi. Pozostaje ona zagadką tylko dla Franka Kaliny. Nie wiadomo, dlaczego brat nie tylko nie chce, przynajmniej na początku, skorzystać z jego pomocy, ale nawet nie wyjaśnia mu powodów swojej izolacji. Długie dochodzenie do prawdy okazuje się bolesne dla obu braci. Częściowo odsłoni przed nimi nie tylko tajemnicę wiejskiej społeczności, ale także rodzinną. Resztę dopowie uważana przez miejscowych za wariatkę zielarka.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja