Wiersze jak słoje

Ta książka przypomina przecięty pień drzewa, w którym kolejne słoje poszerzają poetycki obraz świata. Właśnie ukazał się autorski wybór wierszy Wojciecha Wencla.

Reklama

Dwadzieścia lat to dla poezji jednego autora spory kawałek czasu. Na tyle duży, by pokusić się o podsumowanie. Zwłaszcza jeśli pisanie wypełniło połowę dotychczasowego życia. Wojciech Wencel, który wszedł w tym roku w swoją piątą dekadę, zdecydował się na ten krok: przygotował dla czytelników autorski wybór wierszy z dwóch ostatnich dziesięcioleci.

Centrum Matarnia

Ta książka przypomina przecięty pień drzewa, w którym kolejne słoje poszerzają poetycki obraz świata. Nie rządzi nim jednak chronologia, a klucz tematyczny. Zaczynamy lekturę od centrum, czyli od rodzinnej Matarni. To znamienne, że środkiem Wenclowego świata staje się peryferyjna dzielnica Gdańska, niegdyś mała wioska na granicy Kaszub i poddanego niemieckim wpływom miasta. W tytule jednego z tomów poeta nazwał ją nawet „Ziemią Świętą”, sakralizując najbliższy mu krajobraz. Święta jest tu przede wszystkim rodzina, ale także dom z ogrodem, kościół czy parafialny cmentarz, na którym spoczywają przodkowie. Choć wokoło świat podlega ciągłym przemianom, Matarni zdaje się to nie dotyczyć. Ludzie żyją tradycyjną – w najlepszym tego słowa znaczeniu – pobożnością, pielęgnują rodzinne i sąsiedzkie więzi.

Tak jakby czas się tutaj zatrzymał: skrzypi śnieg i wokół jest naprawdę pusto kiedy zza zakrystii spływa kula słońca czerwona i niema nad grobową dróżką która nas prowadzi wzdłuż okien proboszcza przez teren plebanii z gospodarczym składem rzeczywistym niemal jak Skład Apostolski tak już jest że wszystko od mrozu się staje ożywione niczym w godzinie Narodzin. W kolejnym rozdziale ten obraz poszerza się – „Ziemią Świętą” staje się ojczyzna. O tym, jak ważne miejsce zajmuje ta tematyka w twórczości Wencla, świadczy fakt, że autor przedrukowuje tu wszystkie wiersze ze swojego ostatniego zbioru „De profundis”, w całości poświęconego Polsce. „De profundis” to znaczy „z głębokości” – i właśnie drążenie w ziemi, poszukiwanie korzeni to najczęściej powracające obrazy w tomie o wymownym, zaczerpniętym z psalmu, tytule. „Nie ma zbawienia jak tylko przez ziemię” – pisał dawniej poeta. W ostatnim tomie ta „podziemność” pełniła jeszcze więcej funkcji. Choć kierowała nasze myśli ku miejscu, gdzie spoczywają ciała zmarłych, przywoływała też tradycje Polskiego Państwa Podziemnego: tam zabici w ciemnym lesie modlą się za nami tam powstańcy do Śródziemia idą kanałami.

Póki my giniemy

Wiersz „In hora mortis”, z którego pochodzą powyższe słowa, opublikowany w „Gościu Niedzielnym” tuż po katastrofie smoleńskiej, spotkał się z ostrą krytyką przedstawicieli różnych środowisk – od Andrzeja Horubały w „Rzeczpospolitej” po feministkę Magdalenę Środę. Wenclowi zarzucano „nekrofilię” i pasywizm.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Autopromocja

Reklama

Reklama

Więcej nowości

Reklama