Zapłacz nad sobą!

Jeśli Bóg tak nas kocha, to dlaczego tak kiepsko nam idzie? Powodem jest grzech. „Jesteś Bogiem…” – słyszymy to od początku świata, ale prawda jest inna: „Jesteś grzesznikiem”.

W Biblii prawie na każdej stronie mowa jest o grzechu. Cała historia zbawienia to jedno wielkie zmaganie się grzechu z łaską. W Księdze Rodzaju tuż po opisie stworzenia świata i człowieka pojawia się opowieść o upadku tegoż człowieka. Banalizujemy nieraz ten obraz, godzimy się na neutralizację jego znaczenia. Że to niby taka naiwna, mityczna opowiastka o zrywaniu jabłuszek w ogrodzie. A ten fragment Biblii to jeden z podstawowych tekstów kluczy do rozumienia historii świata i siebie samego.

Rzeczywistość albo matrix

Świat nie chce dziś słuchać o grzechu. Wyznanie „jestem grzesznikiem/grzesznicą” brzmi w ustach wielu jak stwierdzenie, że „jestem równy gość” czy „normalna babka”. Nie przejmuję się zasadami, ale sam je ustalam, bo jestem wolnym człowiekiem. Grzech nie budzi już często ani wstydu, ani poczucia winy, ani grozy. I to jest prawdziwy dramat.

Bo tam, gdzie nie ma świadomości grzechu, tam nie ma też pragnienia przebaczenia, ratunku, zbawienia. Owszem, człowiek może czas jakiś (nieraz latami) żyć w tragicznej iluzji, że jest samowystarczalny, że może zbudować sobie wieżę do nieba. Główny bohater filmu „Matrix” ma w pewnym momencie do wyboru dwie opcje: albo godzi się na życie w matriksie, czyli w świecie kolorowej fikcji serwowanej mu przez roboty prosto do mózgu, albo wybiera realny, szary świat, w którym trzeba będzie mierzyć się z trudną rzeczywistością. Ten film jest świetną metaforą naszego świata. Ucieczka w matrix, czyli świat bez odpowiedzialności, bez winy, bez grzechu, bez dobra i zła, w wieczny film czy grę komputerową – ta pokusa dziś jest potężna. Sumienie można zdusić, ale rzeczywistości nie da się oszukać. Przychodzi moment, w którym zło wystawia rachunek i każe sobie słono płacić. Nieraz lecimy jak ćma do ognia, pokrzykując radośnie, że wszystko się jakoś ułoży. Nie, nie ułoży się! Grzech niszczy, zabija. Człowiek odcięty od źródła życia prędzej czy później skona z pragnienia. Owocem grzechu jest śmierć. Duchowa, fizyczna, wreszcie wieczna. Słowo Boże mówi o grzechu i jego skutkach nie dlatego, żeby nas dołować, ale po to, by wyrwać nas z naszych matriksów, zburzyć niebezpieczne iluzje, pokazać trzeźwiącą prawdę i obudzić pragnienie zbawienia. Wróćmy do biblijnego raju (Rdz 3,1-24). Adam i Ewa to każdy z nas. Słyszmy te same pokusy: „będziecie jak Bóg”, „otworzą się wam oczy”, „będziecie znali dobro i zło”, czytaj: będziecie decydowali, ustalali reguły gry. Istotą grzechu jest w gruncie rzeczy zawsze to samo – odrzucenie Boga i postawienie siebie w to miejsce. Kusiciel zniekształca prawdziwy obraz Boga, rzuca cień podejrzenia, niszczy zaufanie. Zamiast życzliwego Przyjaciela, kochającego Ojca, Dawcę dóbr, widzimy w Nim zazdrosnego rywala, kogoś, kto nas ogranicza, tłamsi, zabiera wolność. Nie chcemy być zależni od Boga, chcemy być samowystarczalni i samodzielni. Kiedy człowiek czyni swoje ego jedynym punktem odniesienia, wtedy zawsze, prędzej czy później, kończy się to tragedią. Nasze nieuporządkowane pragnienia, których nie da się zaspokoić, zniszczą nasze życie, a często także życie tych, z którymi jesteśmy związani. Św. Augustyn pisał, że człowiek grzeszy dlatego, że szuka szczęścia. Problem w tym, że szuka go nie tam, gdzie ono naprawdę jest. „Nieskończoność, której człowiek pragnie, może przyjść tylko od Boga”, zauważa Benedykt XVI. Oto cała paranoja grzechu: szukamy szczęścia i dlatego grzeszymy, ale grzesząc, odcinamy się od Boga, źródła naszego szczęścia i życia, zmierzamy w stronę śmierci. Dobra Nowina oświetla prawdę o grzechu i jego ostatecznych konsekwencjach. Raz jeszcze powtórzę: czyni to po to, by nas od grzechu wybawić! Nawrócenie zaczyna się od uznania swojego grzechu. Zobaczenia go w całej prawdzie, zobaczenia jego korzeni. Jezus nie miał problemu z grzesznikami, szedł do nich, siadał przy stole, wzywał do przemiany, rozgrzeszał i zapraszał do nowego życia. Jezus miał większy problem z faryzeuszami i swoimi własnymi uczniami. Do faryzeuszy powiedział: „Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie »widzimy«, grzech wasz trwa nadal” (J 10,41). Niewidomi, chorzy, grzeszni wołają: „Jezu, zmiłuj się!”. Faryzeusze dyskutują, a w końcu chcą się Go pozbyć.

Skała płacze

Jedną z najbardziej wstrząsających scen w Ewangelii jest opis zdrady św. Piotra (Łk 22,54-62). Światło z ogniska oświetla twarz Apostoła. Za chwilę odsłoni się przedziwny mrok jego serca. Uczeń – zdrajca. Skała poddana próbie, krusząca się, rozpadająca w proch. „I ten był razem z Nim”. Piotr odpowiada: „Nie znam Go, kobieto”. To obraz każdego grzechu. Grzesząc, mówisz Bogu: nie znam Cię, nie rozumiem, wymagasz za dużo, nie potrafię, daj mi spokój, owszem kiedyś byliśmy razem (oaza, spotkania, rekolekcje), ale teraz już dość, za dużo, spadaj. A potem drugie pytanie: „I ty jesteś jednym z nich”. Co mówi Piotr? „Człowieku, nie jestem”. Odsłania się tutaj inny aspekt grzechu – to, że jest on odcięciem się od innych, jest zdradą nie tylko wobec Boga, ale i wobec ludzi. Adam i Ewa zaraz po skosztowaniu zakazanego owocu kłócą się, parę linijek dalej Kain zabija swojego brata. Tu Piotr wypiera się przyjaciół. Grzech uderza w ludzką wspólnotę, prowadzi do bolesnej izolacji, do złej samotności. Za trzecim razem Piotr słyszy: „Na pewno i ten był razem z Nim, jest przecież Galilejczykiem”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Autopromocja