Radość królewska

Z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie, Dwie tylko: p o e z j a i d o b r o ć... i więcej nic... C.K. Norwid

Reklama

Król, jeden z trzech, już wtedy bardzo leciwy, wiele lat po tamtej wyprawie za gwiazdą opowiada w wierszu Podróż Trzech Króli, arcydziele Thomasa Stearnsa Eliota (tu w przekładzie Antoniego Libery):

(…) pod wieczór, prawie w ostatniej chwili,
Trafiliśmy w to miejsce – można powiedzieć – właściwe.
Pamiętam, było to dawno;
Dziś bym postąpił tak samo, tylko trzeba zapytać
Trzeba zapytać
O to: czy cała ta droga nas wiodła
Do Narodzin czy Śmierci? Że były to Narodziny, to nie ulega kwestii,
Mieliśmy na to dowody.
Bywałem świadkiem narodzin i byłem też świadkiem śmierci,
I było dla mnie jasne, że są to różne rzeczy; jednak te narodziny
Były dla nas konaniem, ciężkim jak Śmierć, śmierć nasza.
Wróciliśmy do siebie, do naszych starych Królestw,
Ale w tym dawnym obrządku jakoś nam już nieswojo,
Obco wśród tego tłumu zapatrzonego w swe bóstwa.
Rad byłbym innej śmierci.

Teraz czytam inne arcydzieło na temat podróży Trzech Króli: fragmenty trzeciej części trylogii Benedykta XVI Jezus z Nazaretu, tomu noszącego tytuł Dzieciństwo (tłum. W. Szymona OP). A czytam je w Rzymie, w Domu Świętej Marty, prawie zaglądając papieżowi w rozjarzone do późnej nocy okna. Ogromny księżyc wisi nad placem św. Piotra, słychać świdrujący krzyk mew, pikujących ponad i między słynnymi kolumnami, szum równie słynnych fontann i sygnały karetek pogotowia. Co ja tu robię, dokąd przywiodła mnie „cała ta droga”. Do narodzin czy śmierci? Do narodzin, które są konaniem?

Obrazy z dzieciństwa mają zawsze niezwykłą siłę: doskonale pamiętam gipsowe figurki Trzech Króli, ich wielbłądów i egzotycznej czeladzi, obtłuczone nieco i ponadgryzane przez myszy podczas długich miesięcy spędzanych na strychu, w opakowaniach z gazet. Idą przez kilkanaście zimowych dni do pomalowanej na zielono stajenki, nad którą jaśnieje betlejemska gwiazda (świeci dzięki dużej płaskiej baterii, takiej samej jak ta na dnie roratniego lampionu). Widzę to wszystko w rzymską noc, po latach, pamiętam zapachy: waty, lamety, rozgrzanego kachloka (piec kaflowy w tzw. trzeciej izbie, trzecim pomieszczeniu po kuchni i sypialni – śląska wersja living roomu). Wydaje mi się przez moment, że tamten zapach jest w powietrzu, tu, teraz. Ale to tylko wiatr z Ostii, wilgoć znad Tybru, nic więcej. Niestety.

Papież pisze: „(…) wydaje się, że żadne inne biblijne opowiadanie nie poruszało wyobraźni, ale również nie skłaniało do badań i refleksji tak bardzo jak opowiadanie o »magach« ze »Wschodu« (…): »Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto mędrcy (tu w greckim oryginale Ewangelii występuje słowo magoi – magowie; przyp. J.Sz.) ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony Król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon« (Mt 2,1 nn)”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Więcej nowości

    Reklama