Starość poetów

Pod koniec życia poeci zrywają maski, odrzucają sztuczne pozy, a pytają o to, co najważniejsze. Bo gra toczy się w końcu o zbawienie.

Reklama

Zawsze lubiłem czytać wiersze starych poetów. Może brało się to z wewnętrznego przekonania, że autorzy w sędziwym wieku poruszają się już na granicy światów, i z nadziei, że poczuję w tych utworach powiew wieczności. Późny Herbert, Miłosz, Iwaszkiewicz czy nawet Szymborska – wszyscy oni mierzyli się w swoich wierszach z tym, co ostateczne. Fakt, dawali bardzo różne odpowiedzi na najistotniejsze pytania; czasem też celowo zawieszali głos, kładli palec na ustach – nigdy jednak ich żegnanie się ze światem nie staczało się w banał.

Kuchnia obnażona

Kiedy czytam najnowsze wiersze Tadeusza Różewicza, mam jednak odczucia zupełnie odwrotne. Z przykrością obserwuję, jak z tomiku na tomik znika Różewicz filozof. Raz po raz zastępuje go publicysta, prześmiewca albo łowca banałów. Już w poprzednim zbiorze „Kup kota w worku” mieliśmy do czynienia z niebezpiecznym przechyłem w tym kierunku. Wydana właśnie książka „To i owo” jest niestety potwierdzeniem wcześniej obranego kursu. Szkoda nawet miejsca, by cytować wiersze (?) takie jak „Kuchnia wasza nać” czy „Światowy dzień teatru”. Szkoda też czasu, by analizować pomieszczone obok wierszy bełkotliwe prozy. Bo nawet jeśli dochodzi w nich do głosu ton parodystyczny, to żadnych istotnych odkryć nie przynoszą. Lektura „Tego i owego” skłania do smutnych pytań o sens publikacji słabych tekstów wybitnych autorów. Podobne pytania nasuwały się przy czytaniu „Wierszy ostatnich” Czesława Miłosza, gdzie świetne utwory sąsiadowały z tekstami niedokończonymi czy wręcz luźnymi zapiskami. Tam jednak mieliśmy do czynienia z wydawnictwem pośmiertnym, które mogło stanowić cenne źródło dla badaczy, a nawet przed zwykłymi czytelnikami odsłaniało tajniki pisarskiego warsztatu. W „Tym i owym” obnażanie literackiej kuchni dokonuje się jeszcze za życia autora i trudno powiedzieć, w jakim stopniu jest to zabieg celowy. Wydaje się raczej, że redaktor tomu zbytnio uwierzył w to, że trzeba publikować wszystko, co Różewicz napisze, bo i tak będzie to genialne.

Nie piszę tego przeciw poecie. Jest dokładnie na odwrót: uważam, że autor „Niepokoju” ofiarował nam, także w późnej fazie twórczości, sporo ważnych wierszy i szkoda, by zginęły one w zalewie miałkich tekstów z ostatnich dwóch tomów. Wolałbym pamiętać Różewicza np. jako autora „Płaskorzeźby”, który pytał:
ojcze Ojcze nasz
czemu
jak zły ojciec
nocą
bez znaku bez śladu
bez słowa
czemuś mnie opuścił
czemu ja opuściłem
Ciebie (…)
przecież jako dziecko karmiłem się
Tobą
jadłem ciało
piłem krew.

Wiersze z tamtego tomu były do bólu prawdziwe. Opowiadały o dramacie człowieka, który utracił kontakt z Bogiem, ale rozpaczliwie Go szukał. W ostatnich wierszach Różewicza trudno znaleźć ślady tych poszukiwań, dlatego wieje z nich nudą.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama