Wrocławski Wit Stwosz

Nie wspominają o nim leksykony ani podręczniki historii sztuki, choć jego rzeźby są świadectwem wielkiego kunsztu twórcy. W Pałacu Królewskim we Wrocławiu zachwyca wystawa rzeźb Brunona Tschötschela.

Reklama

Przed wojną ceniony w kręgach kościelnych artysta, a dziś niemal całkiem zapomniany. Bruno Tschötschel – rzeźbiarz, który przez całe życie pracował wyłącznie dla Kościoła katolickiego, przez wiele lat pozostawał w cieniu innych artystów swojego czasu. Mało brakowało, a o jednym z ciekawszych twórców sztuki sakralnej pierwszej połowy XX w. słuch całkowicie by zaginął. Na szczęście Muzeum Miejskie Wrocławia postanowiło ocalić tę postać od zapomnienia.

Wrocław w Betlejem

Wszystko za sprawą dr. Piotra Oszczanowskiego z Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Wrocławskiego. Dwadzieścia lat temu, podczas pobytu w  podwrocławskiej Żórawinie, gdzie znajduje się warowny kościół Świętej Trójcy, po raz pierwszy usłyszał o Tschötschelu. Mówiono tam o nim jako o wybitnej postaci, choć w akademickich publikacjach jego nazwisko wcale się nie pojawiało. Młody wówczas naukowiec, zaintrygowany tym faktem, rozpoczął kwerendę po śląskich kościołach i klasztorach. Jej wyniki były zaskakujące: Tschötschel pozostawił po sobie blisko 200 realizacji, z których większość szczęśliwie ocalała. Na wrocławskiej wystawie „Bruno Tschötschel. Wrocławski Wit Stwosz XX wieku” zobaczyć można zaledwie wycinek bogatego dorobku rzeźbiarza, jednak nawet ta część robi ogromne wrażenie. Zaskakuje wszechstronność artysty wypowiadającego się zarówno w stylach historycznych, takich jak neogotyk, neorenesans czy neobarok, jak i w modnym w dwudziestoleciu międzywojennym stylu art deco. Podziwiamy precyzję wykonania rzeźb i dbałość twórcy o najdrobniejsze szczegóły. Dotyka nas potężny ładunek emocji i przeżycia duchowego, zawarty w tych dziełach.

Rys osobisty dostrzegamy chociażby w powtarzającym się tu i ówdzie motywie kilkuletniego dziecka, nawiązującym do tragedii, jaka spotkała artystę – śmierci 4-letniego synka Bedy. Kilkuletni św. Augustyn towarzyszy św. Monice we fragmencie bocznego ołtarza, pochodzącym z Sycowa, na płaczącego malca wskazuje Chrystus niewiastom z ósmej stacji drogi krzyżowej z Kamieńca Ząbkowickiego, nawet jeden z Trzech Króli z trzebnickiej szopki bożonarodzeniowej przybywa do Jezusa w asyście małego dziecka. W tle betlejemskiej stajenki widać zaś wrocławskie kamienice.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Więcej nowości

    Reklama