Franciszek, kuglarz boży

Pokój i dobro. Radość i ubóstwo. A może jednak walka? Wszak "radość którą dzisiaj czujemy jest efektem walki zrodzonej z boskiej inspiracji" – mówi jeden z uczniów Franciszka z Asyżu w początkowej scenie nakręconego w 1949 roku filmu.

Reklama

  mat. prasowy Pierwsi franciszkanie podążają tu za późniejszym świętym, niczym apostołowie za Chrystusem – wciąż dywagują, roztrząsają słowa swego mistrza, który objaśnia im sens pracy, uświadamia, iż powinni być wdzięczni zarówno za deszcz, jak i ogień oraz, że "lepiej modlić się czynami, a nie słowami".

"Franciszek, kuglarz boży" Roberto Rosselliniego to jedno z arcydzieł wielkiego ekranu, które przed laty trafiło m.in. na watykańską listę 45 filmów o szczególnych wartościach artystycznych i religijnych, a dziś trafia na naszą portalową listę filmów wszech czasów.

Po neorealistycznej trylogii, na którą złożyły się takie dzieła jak "Rzym, miasto otwarte", "Paisa" oraz "Niemcy roku zerowego", reżyser odszedł od drugowojennej tematyki. Dotąd pochylał się nad wojennymi tragediami, dokumentował powojenną nędzę i beznadzieję. Teraz jednak postanowił wrócić do czasów średniowiecza, by przypomnieć widzom o franciszkańskich ideałach, które przed wiekami zmieniły przecież oblicze Kościoła.

"Wobec perspektyw niespokojnych i przepełnionych pytaniami, charakterystycznych dla okresu powojennego, reżyser wysuwa ‘święte szaleństwo’ pierwotnego franciszkanizmu jako sposób zerwania z ustalonymi schematami, kodeksami, regułami, które często są narzucone z zewnątrz, bez uwzględnienia ludzkich możliwości" – dowiadujemy się ze "Światowej encyklopedii filmu religijnego".

Co ciekawe, Rossellini – mimo, że nakręcił film kostiumowy - nie zrezygnował do końca z neorealistycznej poetyki. Większość ról w filmie zagrali amatorzy. Nawet w tytułowej roli wystąpił nie zawodowy aktor, a brat zakonny - Nazario Gerardi.

Obraz ten – będący ekranizacją kilkunastu epizodów z "Kwiatków św. Franciszka" – to także opowieść pełna humorystycznych zdarzeń i epizodów. Starania poczciwych braciszków, którzy bezskutecznie próbują dorównać świętemu, bawią do łez. Podobnie scena, w której dwoje z nich próbuje gotować rosół (w kotle na smołę!). Oglądając ją ma się wrażenie, że śledzimy kulinarne wyczyny Flipa i Flapa lub braci Marx, a nie film o wielkiej personie Kościoła.

Ale też święty Franciszek nigdy się za kogoś takiego nie uważał. Jego wiara była "radosną, głosiła chwałę Pana i piękno stworzenia" – czytamy w widocznej na ilustracji książeczce, do której dodano, na płycie DVD, film Rosselliniego.

*

Tekst z cyklu Filmy wszech czasów

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama