Zaakceptował krzyż

„Syn Boży” dyskontuje fenomenalny sukces komercyjny miniserialu „Biblia”. Zawiera zarówno sceny w nim wykorzystane, jak też nakręcone specjalnie dla kinowej wersji opowieści o Jezusie.

Reklama

Pierwsze filmy o Jezusie nawiązywały przede wszystkim do obrazów Jego męki. Później pojawiły się filmy przedstawiające życie Jezusa od narodzin aż do śmierci i zmartwychwstania. W epoce kina niemego powstało ich niemało.

Od „Golgoty” do „Pasji”

Od czasu kiedy Jezus po raz pierwszy przemówił na ekranie, minęło prawie 80 lat. Przemówił, co wydaje się dzisiaj zaskakujące, po francusku, chociaż najwięcej filmów fabularnych nakręcono o nim w USA, kolebce kina. Było to w roku 1935, kiedy swoją premierę miała zapomniana już dzisiaj, a naprawdę godna uwagi „Golgota” Juliena Duviviera. Reżyser szczególny nacisk, podobnie jak Gibson w „Pasji”, położył na mękę i śmierć Jezusa, pokazane z niesłychanym jak na owe czasy realizmem. Większą uwagę niż Gibson poświęcił motywom, jakimi kierowali się żydowscy przywódcy i Rzymianie, którzy ostatecznie zdecydowali o wydaniu Jezusa na śmierć. Paradoksalnie wraz z powstaniem kina dźwiękowego, aż do lat 50., nastąpiła długa przerwa w podejmowaniu tego tematu, który zaistniał w Hollywood na nowo dopiero na przełomie lat 50. i 60. Duvivier starał się w „Golgocie” wniknąć głębiej w świat duchowego przeżycia i tajemnicy wiary, chociaż nie zawsze mu się to udawało. Natomiast kręcone w latach 60. hollywoodzkie opowieści o Jezusie to przede wszystkim wielkie widowiska, traktujące religię w sposób powierzchowny. Nie można zaprzeczyć, że przynajmniej w niektórych z nich, jak np. w „Królu królów” Nicholasa Raya, znalazły się sceny pełne autentyzmu, przejmujące i działające na emocje widza. Z kolei „Opowieść wszech czasów” Geor- ge’a Stevensa, prócz produkcyjnego rozmachu, imponowała znakomitymi aktorskimi kreacjami, czego przykładem Max von Sydow w roli Jezusa. Niezależnie od wartości artystycznych obrazy te, czego często się nie docenia, miały ogromne walory popularyzatorskie. Dotyczy to również cieszących się wielką oglądalnością filmów telewizyjnych. Wyjątkową pozycję zajmuje tu „Jezus z Nazaretu”, arcydzieło Zeffirellego z 1977 roku. Szkoda, że do tej pory jego pełna wersja nie została wydana w Polsce na płycie DVD. Jednak prawdziwym przełomem w przedstawianiu postaci Jezusa na ekranie stała się „Pasja” Mela Gibsona, który odważył się pokazać mękę i cierpienie Zbawiciela nie stroniąc od mocnych, wyrazistych efektów na ekranie. Czy po tym filmie można jeszcze kręcić opowieści o Jezusie tak jak przedtem, nie uwzględniając doświadczeń gwałtownie krytykowanego w czasie premiery „Pasji” reżysera?

Diabeł pozostał w montażowni

„Syn Boży” również z tych doświadczeń korzysta, z tym, że o życiu Jezusa od narodzin aż po zmartwychwstanie opowiada fragmentarycznie. Sama pasja stanowi tylko fragment filmu Christophera Spencera, reżysera trzech odcinków serialu „Biblia” opowiadających właśnie o życiu i nauczaniu Jezusa. Ale największy udział w powstaniu „Syna Bożego”, podobnie jak w realizacji serialu, mieli jego producenci, czyli Roma Downey i Mark Burnett, w życiu prywatnym małżeństwo. W trakcie emisji wybuchł skandal, kiedy Glenn Beck, znany komentator polityczny, zwrócił uwagę na podobieństwo pojawiającego się na ekranie szatana do Baracka Obamy. Stacja telewizyjna History Channel i para producentów wydali oświadczenia, w których wyjaśniali, że szanują prezydenta, a grający szatana marokański aktor Mohamen Mehdi Ouazanni już dawniej występował w filmach religijnych.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama