Ja, tata

Rock to nie tylko imprezowanie. Muzycy tacy jak „Gutek”, Artur Rojek i Kazik Staszewski wyśpiewują swoją radość z bycia ojcami i dziadkami.

Reklama

Miłość boli – śpiewał kiedyś zespół Nazareth. Członkowie tej szkockiej grupy zdziwiliby się, gdyby po latach usłyszeli takie mimowolne nawiązanie do tych słów: „Tak bardzo cieszę się, że jesteś/ nie spodziewałem tego się/ że mi tyle radości sprawić może/ to że w nos ugryziesz mnie”. To fragment piosenki „Jatata” zespołu Indios Bravos, której adresatem jest Pola, córeczka gitarzysty tej grupy – Piotra Banacha. Znalazła się na płycie „Jatata” i nie jest na tym krążku jedynym utworem dotyczącym ojcostwa. Tego tematu dotyczą także „Ja Twój Cień” i „Czas spełnienia 2”, do których teksty napisał również Banach. To odważne posunięcie – w końcu do tej pory rodzina rzadko była tematem rockowych piosenek.

Śpiewający tata

Piotrowi „Gutkowi” Gutkowskiemu nie było trudno zaśpiewać teksty napisane przez kolegę z zespołu, ponieważ zna te uczucia z własnego doświadczenia. Jest tatą 3-letniej Zuzi i 1,5-rocznego Kajtka. – Dzieci dają nam ogromne szczęście, są naszymi wymarzonymi skarbami. Oczywiście bywa ciężko: nie spodziewałem się, że tak trudno będzie przez dwa tygodnie nie przesypiać całych nocy, gdy były niemowlętami. Rodzicielstwo uczy pokory, daje wgląd w to, co nasi rodzice przechodzili z nami. Ale ostatecznie to wszystko nam się zwraca w radości przebywania z dziećmi – mówi „Gutek”. Jeszcze kilka miesięcy temu muzyk zajmował się w ciągu dnia swoimi pociechami, podczas gdy żona pracowała. Jak mówi, nie był do końca sam, bardzo pomagała mu teściowa.

Teraz dzieci mają opiekunkę, dzięki czemu może pojechać do studia, popisać, poćwiczyć. Ale ten czas, który spędzał głównie z dziećmi, wspomina bardzo dobrze. – Dzieci najbardziej lubią wspólne spacery, wychodzenie do parku. Także wszelkie kreatywne zabawy, wycinanie z kartonu, malowanie, czytanie książek czy opowiadanie historyjek – mówi. Gdy się z nim rozmawia, czuć ojcowskie zaangażowanie: – Ostatnio z Zuzią ćwiczymy gamę. Jeszcze niezbyt jej wychodzi, lepiej od dźwięków wyższych do niższych, czyli „do-si-la”… niż odwrotnie. Może dlatego, że łatwiej jej łączyć w ten sposób sylaby… Ale jest coraz lepiej – cieszy się. Małżonkowie, którzy nie mają dzieci, boją się czasem, że jak się pojawią, nie będą mieli czasu dla siebie nawzajem. Tymczasem nic z tych rzeczy. – Dzieci sprawiły, że jesteśmy bliżej siebie, nawet spędzamy więcej czasu razem. Bywa, że chcielibyśmy odpocząć, wyjechać gdzieś sami… ale potem myślimy sobie, że trudno byłoby nam zostawić dzieci na parę dni z dziadkami, za bardzo byśmy za nimi tęsknili – opowiada.

Kot czy pelikan?

Artur Rojek, były wokalista zespołu Myslovitz, podkreśla, że rodzicielstwo jeszcze bardziej wzmocniło jego więź z żoną. Są rodzicami 6-letniego Franka i 2-letniego Antka. – Ja jestem od porannego wstawania i zajmowania się wszystkim, łącznie z budzeniem, przygotowaniem śniadania i odwiezieniem do szkoły. Zajmuję się też popołudniowymi zajęciami sportowymi, tzn. chodzę ze starszym synem na treningi pływania, na salę gimnastyczną, rolki, jeżdżę na obozy zimowe i letnie – opowiada. Podkreśla także rolę, jaką w wychowywaniu dzieci odgrywa jego żona. – Jest świetna w wymyślaniu wspólnych zabaw i angażowaniu chłopaków w różne ciekawe zajęcia. Oni to uwielbiają – mówi. Dodaje, że bardzo chce być obecny w życiu swoich dzieci w jak najszerszym znaczeniu tego słowa. Wie, jak istotne jest to w życiu człowieka. Jego rodzice rozwiedli się, gdy miał 1,5 roku. Wychowywali go głównie dziadkowie, a swojego ojca poznał, mając dopiero 35 lat. – Nieobecność ojca może odbijać się w życiu na różne sposoby. Pomijając deficyty, u mnie spowodowała, że chcę postąpić odwrotnie – tłumaczy. Jego piosenka „Kot i pelikan” z płyty „Składam się z ciągłych powtórzeń”, która ukazała się w kwietniu tego roku, nie jest tak beztroskim wyznaniem miłości jak „Jatata”. „W cieniu palm/ gruby kot głaszcze swój puszysty brzuch/ patrząc jak/ mimochodem czuję, że/ z każdym dniem mam coraz mniej/ czas przemija, pamięć nie./ A gdy słyszę Franka płacz/ pelikanem mknę przez park”. Wielu ojcom nie jest łatwo pogodzić chęć utrzymania niezależności ze świadomością odpowiedzialności za dziecko. Rojek twierdzi, że nie było w nim buntu przeciwko nowej sytuacji, która wymagała od niego nauki życia w innym rytmie. – Ta piosenka opowiada z jednej strony o tym, co nieuchronnie przemija i na co patrzę z sentymentem, a z drugiej o tym, co mnie aktualnie otacza i daje poczucie szczęścia i pewności. Coś jak przestrzeń pomiędzy tęsknotą a nadzieją – tłumaczy.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Więcej nowości

    Reklama