Baranek z masła i koń w potoku

Górale w pochodzie udawali się nad wodę spalić kukłę Judasza. W Wielki Piątek zażywano kąpieli w górskich rzekach, bo pomoże to oczyścić wszelkie rany. A w lany poniedziałek, nawet mimo mrozu, niejedna panna nadal ląduje w lodowatym potoku.

Dziś nie praktykuje się już zwyczajów i obrzędów, które wynikały z obowiązującego w tradycyjnej społeczności religijno-magicznego światopoglądu ludowego i miały zapewnić gospodarzom urodzaj w polu i pomyślność w gospodarstwie – mówi dr Stanisława Trebunia-Staszel z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ. Ale przecież niektóre formy wielkanocnego świętowania nadal są pielęgnowane. Co więcej, za sprawą różnych konkursów czy warsztatów pewne zwyczaje przywracane są do życia. Od kilku lat parafia w Białym Dunajcu organizuje w Wielką Sobotę konkurs „Wielkanocna Kosołecka”.

– Kiedyś nasze prababki i babki potrafiły wykonać z masła piękne wielkanocne baranki. Dzięki konkursom wiele starszych kobiet przypomniało sobie tę umiejętność i przekazało swoim córkom i wnukom – opowiada S. Trebunia-Staszel. Sama zasiada w jury tego konkursu.

Jeden z ciekawszych konkursów organizuje Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce. – Solne jajko samo w sobie jest wyjątkowe. Ma ciekawą, niejednolitą fakturę, barwę od białej poprzez szarą po różowo-pomarańczową i pachnie prehistorycznym morzem. Przybrane barwną dekoracją staje się niepowtarzalną pisanką. Konkurs nawiązuje do tradycji, ale nie ogranicza ani technik, ani materiałów użytych do zdobienia, stąd też efekty mogą zaskoczyć – zaznacza Janina Hawryła-Naglak, nauczyciel plastyki.

Od kilku lat organizowane są również warsztaty, np. robienia palmy czy kartek świątecznych. Jeden z nich odbywa się nawet od niemal 50 lat przy Muzeum Władysława Orkana w Rabce-Zdroju. Najdłuższe palmy są umieszczane wokół dachu starego kościółka.

Stanisława Trebunia-Staszel przypomina, że obrzędy wielkanocne, przypadające na okres wiosennej równonocy, symbolizują moment przejścia z zimowej martwoty do wiosennej aktywności.

– Jednym z najdawniejszych zwyczajów praktykowanych na Podhalu do lat 60. XX wieku był zwyczaj chodzenia ze „śmierztecką”. Począwszy od Białej Niedzieli zwanej Śmiertną, która przypadała na czwartą niedzielę Wielkiego Postu, małe dziewczynki, najczęściej z biedoty wiejskiej, rozpoczynały obchód wsi z zatkniętą na kiju kukłą wyobrażającą śmierć. Początkowo była to kukiełka ze słomy, potem z gałganków, a w latach międzywojennych i po II wojnie – fabryczna lalka, okryta białą chustą. Dziewczynki zatrzymywały się pod oknami domów i przykładając „śmierzteckę” do szyby, poruszały nią rytmicznie w górę i w dół, śpiewając: „Sła śmierztecka z miasta/ Pon Jezus do miasta/ Dziewcęta ją niesom/ O jojecka prosom” – opowiada etnograf.

Cały obchód kończył się egzekucją „śmierztecki”, którą dziewczęta topiły, rzucając do górskiego potoku. Ten akt nasuwa skojarzenie z popularnym zwyczajem topienia marzanny. – W podobny sposób można też odczytać młodszy od „śmierztecki” zwyczaj palenia Judasza. W niektórych wsiach podhalańskich chłopcy robili dużą słomianą kukłę – tzw. Judosa, podpalali ją i w uroczystym pochodzie udawali się nad rzekę, by ją utopić. W tym przypadku archaiczna prasłowiańska maszkara uległa transformacji, przybierając postać o rodowodzie chrześcijańskim, czyli Judasza, który zdradził Chrystusa – tłumaczy S. Trebunia-Staszel.

Do dzisiaj zachował się też chyba najbardziej znany zwyczaj polewania dziewcząt wodą symbolizującą życie. W przeszłości zdarzały się nawet przymusowe kąpiele w potokach górskich. I chociaż nieraz leżał jeszcze na polach śnieg, dziewczęta nie unikały mroźnych kąpieli, mając nadzieję, że przyniosą im one zdrowie i szczęście.

Mało znany jest z kolei zwyczaj, niestety już bardzo rzadko pielęgnowany, zgodnie z którym w Wielki Piątek, jeszcze przed wschodem słońca, dorośli rozpoczynali rytualne ablucje w bieżącej wodzie. W powszechnym przekonaniu miały one chronić przed różnymi chorobami, zapewniając zdrowie na cały rok. W Wielki Piątek gospodarze zwykli też kąpać w rzekach konie.

– Myślę, że kiedy coraz wyraźniej widzimy i odczuwamy skutki kulturowej unifikacji związanej z procesem globalizacji, rodzi się wśród nas refleksja nad własną tradycją, nad tym, co nas wyróżnia i stanowi o naszej kulturowej odrębności, a zarazem bogactwie. Na Podhalu miejscowi działacze regionalni ze Związku Podhalan, a także instytucje kulturalno-oświatowe podejmują różnego rodzaju akcje, by podtrzymać, a nawet odrodzić i pielęgnować rodzime zwyczaje. Chodzi o przybliżenie kulturowego dziedzictwa naszego regionu, ale też pokazanie, jak w twórczy sposób sięgać do rodzimej tradycji, jak tą tradycją wzbogacić nasze życie i nasze przeżywanie świąt – tłumaczy etnograf.

Nie sposób nie wspomnieć także o pięknych procesjach rezurekcyjnych w góralskich wioskach, gdzie mieszkańcy Podhala wkładają stroje regionalne, a przy dobrej pogodzie słońce oświetla figurkę Zmartwychwstałego i ośnieżone jeszcze górskie granie. Rezurekcja przeżywana gdzieś z dala od miasta, w małej górskiej miejscowości, stała się niemal atrakcją turystyczną.

«« | « | 1 | » | »»
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja