Świat nieprzedstawiony

W księgarniach leżą biografie najwybitniejszych światowych polityków, a także historie kulis założenia wielkich międzynarodowych korporacji. można przeczytać wszystko o wszystkich, pod warunkiem... że nie są to Polacy. Dlaczego w Polsce nie ukazują się książki o ludziach bogatych i wpływowych?

Reklama

Historia narodzin wielkich fortun nad Wisłą. Biografia najbogatszego Polaka. Kulisy prywatyzacji państwowych gigantów. Jak kształtował się rynek mediów po 1989 roku. Drugie dno walki o pierwsze koncesje. Agenci na szczytach władzy. Kto trzęsie warszawską giełdą...

Wyobraźmy sobie, że nie są to sensacyjne nagłówki tabloidów, ale tytuły poważnych książek, których powstanie poprzedziły dziennikarskie śledztwa, solidna kwerenda, rozmowy z ekspertami i głównymi „rozgrywającymi” gospodarki, polityki i mediów.

Takie publikacje otwierają zazwyczaj światowe listy bestsellerów, stanowią źródło wiedzy o mechanizmach i kulisach władzy. Autorom przynoszą pieniądze i sławę, czytelnikom otwierają oczy. Ułatwiając orientację w rzeczywistości, pozwalają dokonywać właściwych wyborów. Tak jest… ale nie w Polsce. Dlaczego u nas nie powstają biografie najbardziej wpływowych biznesmenów i polityków? Z jakiego powodu nie wydaje się książek o kulisach kluczowych decyzji podejmowanych w gospodarce i mediach?

Odpowiedź zależy od tego, kto jej udziela. Wydawcy mówią, że nie ma autorów, którzy podjęliby się pisania takich książek. Dziennikarze twierdzą coś wręcz przeciwnego – że nie ma odważnych, by je sfinansować i wydać. Teoretycznie żyjemy w kraju wolnego rynku i wolnego słowa, w praktyce stosunkowo łatwo – wykorzystując pieniądze i paragrafy – zablokować wydanie niewygodnych publikacji. Już na etapie ich powstawania. Z ujawnionych niedawno nagrań wynika, iż ktoś chciał zapłacić 400 tys. złotych za biografię Jana Kulczyka. Po to, by nigdy się nie ukazała.
 

Na przykład Kapuściński

Paweł Szwed przez wiele lat kierował wydawnictwem „Świat Książki”, należącym do międzynarodowego koncernu Bertelsmann, dziś ma własną firmę „Wielka Litera”. Nie jest zwolennikiem spiskowych teorii, uważa, że wydawcy nie boją się kontrowersyjnych książek. Sęk w tym, że nikt ich nie pisze. Zapewnia, że biografii Jana Kulczyka nie wahałby się wydać, gdyby została rzetelnie napisana. Nie wierzy w opowieść Piotra Nisztora o wydawcach, którzy w panice uciekają przed autorem takiego potencjalnego bestsellera.

To właśnie „Świat Książki” wydał biografię Ryszarda Kapuścińskiego, która świetnie się sprzedała (ok. 150 tys. egzemplarzy!), wywołała burzę w mediach i serię procesów. Ale przy tego typu książce to rzecz naturalna. Trudno się dziwić rodzinie zmarłego pisarza, że chciała kolejne wydania zablokować. Zaskakuje raczej, że jej się to udało. Po ugodzie, jaką nowy właściciel „Świata Książki” zawarł z wdową po Kapuścińskim, dystrybucję wstrzymano. Mało tego, uzgodniono, że ewentualne kolejne wydania ukażą się bez czterech zakwestionowanych w pozwie rozdziałów. Autor, Artur Domosławski, został więc na lodzie, z ocenzurowaną książką i procesami (bo ugoda dotyczyła tylko wydawcy).

„Kapuściński non-fiction” jest zatem jednocześnie dowodem na dwie tezy: pierwsza, że tego typu książki można i warto wydawać, druga, że jest to przedsięwzięcie ryzykowne. W odróżnieniu od USA, gdzie prawie zawsze sąd staje w obronie wydawców i autorów, w Polsce bardzo często bohaterom książek udaje się wywalczyć wstrzymanie ich wydania. Zwłaszcza gdy są tym zainteresowane osoby wpływowe i mające ogromne możliwości.
 

Wydać? Po co?

Dotyczy to zresztą wszystkich publikacji, nie tylko książek. Duże pieniądze i poważne interesy lubią ciszę, dlatego interwencje podejmowane są błyskawicznie i wyprzedzająco. Pisma przedprocesowe przychodzą do redakcji już na etapie wysyłania pytań do osoby ze świecznika, której tekst ma dotyczyć (zamiast odpowiedzi). Wojciech Surmacz, laureat tegorocznej nagrody SDP za dziennikarstwo śledcze, obecnie szef „Gazety Bankowej”, pamięta taką sytuację, gdy zbierał informacje o Janie Kulczyku. – To nie są zwykłe ostrzeżenia. Pisma wysyłają kancelarie z najwyższej półki, by wywrzeć większe wrażenie na autorze, tamto pochodziło od prof. Ćwiąkalskiego – mówi W. Surmacz.

Na wielu redaktorów naczelnych to działa, małych wydawców nie stać na kosztowne procesy i bardzo prawdopodobne (biorąc pod uwagę orzecznictwo polskich sądów) odszkodowania. Na starcie z biznesmenami z pierwszej ligi teoretycznie może zdecydować się jedynie któryś z międzynarodowych koncernów. Może, ale robi to niechętnie, bo nie chce tracić reklam. Bezpieczniej publikować mocne teksty o polityce czy skandalach obyczajowych niż o kulisach transakcji giełdowych.

Duży biznes wie o większości planowanych publikacji i książek, bo ma swój własny medialny kontrwywiad. W ostatnich latach powstało sporo firm public relation, które pilnują, by „wielkim graczom” nie działa się krzywda. Zatrudniają one często byłych dziennikarzy śledczych, którzy znają środowisko i pomagają we wczesnym wykrywaniu potencjalnych zagrożeń.

Podczas rozmowy nagranej w kancelarii mecenasa Giertycha Piotr Nisztor tłumaczy, że nie chce pieniędzy za książkę o Janie Kulczyku, bo jest zainteresowany jej wydaniem. „Po co?” – pyta go Jan Piński, obecnie szef „Uważam Rze”. Z kontekstu wynika, że nie jest to pytanie retoryczne i są autorzy, którzy żyją z pisania biografii dla… jednego czytelnika. Tego najbardziej zainteresowanego. Może więc wcześniej dochodziło już w Polsce do podobnych transakcji? Jest to mało prawdopodobne, choć o jednym przypadku (książki o Ryszardzie Krauze) sporo plotkowano w warszawskich redakcjach na początku tego wieku. Miał ją jakoby napisać (a potem sprzedać) jeden ze znanych dziennikarzy ekonomicznych. Jeśli tak, to obie strony zadbały o dyskrecję.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Więcej nowości

    Reklama