Mandarynki już dojrzały

Lato, chociaż niemrawe, w pełni. Podobny – letni – repertuar serwują nam kina. Ale i tu zdarzają się rodzynki w rodzaju gruzińskich „Mandarynek”.

Reklama

W swoim czasie nazwiska Siergieja Paradżanowa, Tengiza Abuładze, Otara Iosselianiego czy Gieorgija Danielii stanowiły wizytówkę kina gruzińskiego. Wydaje się, że po okresie zapaści w latach 90., spowodowanej czynnikami ekonomicznymi, w kinie tym pojawiło się kilku twórców, którzy dają nadzieję na jego odrodzenie. Należy do nich z pewnością Zaza Urushadze, reżyser „Mandarynek”, który podjął temat gruzińsko-abchaskiego konfliktu z lat 90.


Pod jednym dachem
Akcja filmu Urushadze, byłego dyrektora Gruzińskiego Instytutu Filmowego, rozgrywa się w Abchazji w roku 1992, ale pokazuje konflikt z innej perspektywy. Widzom „Mandarynek” z pewnością nasunie on skojarzenia z „Kukułką”, znakomitym komediodramatem Aleksandra Rogożkina, który w swoim dorobku ma m.in. „Czekistę”, przedstawiającego najbardziej drastyczny obraz funkcjonowania sowieckich służb bezpieczeństwa.

W nakręconej w 2002 roku „Kukułce” skonfrontował ze sobą dwóch żołnierzy wrogich armii, zmuszonych przez okoliczności do życia, przynajmniej przez jakiś czas, pod wspólnym dachem. Akcja „Kukułki” rozgrywała się pod koniec 1944 roku, kiedy Finlandia zamierzała zerwać przymierze z Niemcami i wycofać się z walki z Armią Czerwoną. Tutaj antagonistami byli Fin i Rosjanin. Fina niedawni sprzymierzeńcy, czyli Niemcy, pozostawili na pastwę losu, mając nadzieję, że rozprawią się z nim Rosjanie. Rosjanin był oficerem, który miał trafić przed trybunał wojskowy za wywrotowe przekonania, ale jako jedyny ocalał z ostrzelanego przez samolot transportu. Obaj wylądowali w gospodarstwie prowadzonym przez samotną Laponkę. Cała trójka skazana została na swoje towarzystwo, a do tego każdy mówił innym językiem. Jednak wrogów dzieli coś więcej niż język, w sporze między nimi Laponka pozostaje neutralna.


Podzielony kraj
Akcja filmu Zazy Urushadze również rozgrywa się w czasie wojny, ale pół wieku później. Być może dla widza, który nie interesuje się za bardzo historią, nie do końca będzie jasne, gdzie, po której stronie i za co walczą bohaterowie filmu. Miejscem akcji jest Abchazja, region w północno-zachodniej Gruzji. Na terytorium nieco mniejszym niż Cypr mieszkają Abchazi, Ormianie, Rosjanie i Gruzini. Kiedyś była samodzielnym królestwem, później została przyłączona do Gruzji, w XVI wieku dostała się pod panowanie tureckie, a następnie rosyjskie. Bunty Abchazów, którzy masowo wyjeżdżali z kraju, były krwawo i bezwzględnie tłumione. Jednocześnie napływali tu Gruzini i osadnicy różnych narodowości, również z Estonii. Komuniści przyłączyli Abchazję do Gruzińskiej SRR. W 1989 roku Abchazi stanowili już w swoim kraju mniejszość. Napięcia etniczne między Abchazami a Gruzinami, dotychczas tłumione, po upadku ZSRR nasilały się coraz bardziej. Do eskalacji doszło w lutym 1992. Gruzja pod rządami Zwiada Gamsachurdii ogłosiła powrót do konstytucji z 1921 roku, co oznaczało likwidację autonomii Abchazji. Abchazja z kolei przywróciła konstytucję z 1925 roku, określając się, zgodnie z jej literą, jako suwerenne państwo i proponując układ federacyjny. Wówczas na teren Abchazji weszły oddziały gruzińskie. Do sił abchaskich, zaopatrywanych przez Rosjan, dołączali ochotnicy i najemnicy z islamskich republik północnokaukaskich, w tym z Czeczenii. W środek tego konfliktu, czyli pierwszej wojny abchaskiej, zostają wrzuceni bohaterowie filmu.


Echa wojny
„Temat Abchazji jest w Gruzji ważny cały czas. Dodatkowo to, co się obecnie dzieje w Osetii Południowej – systematyczne przesuwanie granic, metr po metrze, na naszą niekorzyść – spotyka się u nas z żywą reakcją społeczeństwa. Ja sam jako obywatel małego państwa nie potrafię patrzeć obojętnie na próby odcinania od nas kolejnych terytoriów” – mówił reżyser w wywiadzie dla Eastbook.eu. – „Jednak mój film nie miał być żadnym politycznym manifestem, dziełem zaangażowanym w bieżące rozgrywki między państwami. To przede wszystkim historia o ludziach uwikłanych w sytuację, która jest ponad nimi, która sprawia, że wyrzekają się oni swojego człowieczeństwa”.
Gruziński reżyser, zgodnie z deklaracją, nie zajmuje się polityczną stroną konfliktu. Osadza go w konkretnej, znakomicie zresztą naświetlonej sytuacji historycznej, ale nadaje mu wymiar ponadczasowy. Obraz ma trzech głównych bohaterów, z których każdy jest przedstawicielem innej narodowości.


W opuszczonej przez mieszkańców wiosce od czasu do czasu słychać echa toczącej się w Abchazji wojny. Niedawno w wiosce mieszkali Estończycy, którzy przybyli tu w poszukiwaniu lepszego życia. Teraz, w obawie przed wojną, prawie wszyscy wyjechali, pozostawiając dojrzewające w sadach niezebrane mandarynki. Nie wyjechał tylko Ivo i jego sąsiad Markus, który chce jeszcze zebrać coroczne plony. Ivo pomaga teraz Markusowi, zbijając skrzynki na owoce. Chociaż w okolicy pojawiają się żołnierze obu stron konfliktu, jak na razie walki toczą się daleko. Obaj wiedzą, że jest tylko kwestią czasu, kiedy wojna dotrze do ich wioski. Nie muszą długo czekać. Pozostają neutralnymi obserwatorami do chwili, kiedy Ivo staje się świadkiem krótkiej, ale krwawej wymiany strzałów pomiędzy żołnierzami wrogich oddziałów.


Ivo rozjemca
Jak się okazuje, strzelaninę przeżyli dwaj jej uczestnicy. Ivo znajduje w pobliżu swego domu rannego Czeczena, Ahmeda. Nie zastanawiając się nad konsekwencjami swego czynu, zabiera go do siebie. Markus z kolei, który postanawia pogrzebać zabitych Gruzinów, odkrywa, że jeden z nich daje oznaki życia. Niko, ciężko ranny młody Gruzin, również trafia do domu Ivo. Sąsiedzi zacierają ślady walki, by nie wzbudzić zainteresowania przejeżdżających tam od czasu do czasu żołnierzy obu stron. Do tej pory Gruzini i Abchazi jeszcze jakoś tolerowali Estończyków. Byli dla nich obcymi, do których zachodzili od czasu do czasu, prosząc o jedzenie. Ivo i Markus nikomu nie odmawiali, zresztą czy można było odmówić uzbrojonym po zęby bojownikom? Teraz obaj zdają sobie sprawę, że sytuacja staje się śmiertelnie niebezpieczna. Nie tylko dla kurujących się pod ich dachem rannych, ale dla nich samych. Każda ze stron, jeżeli znajdzie pod ich dachem wroga, nawet rannego, może się na nich zemścić. Zresztą ranni przeciwnicy też przysparzają im niemało kłopotów. Czeczen z dumą przyznaje, że jest najemnikiem walczącym po stronie braci z Abchazji, i jak tylko wstanie, zabije Niko,
mszcząc śmierć poległego w potyczce przyjaciela. A jako że kieruje się swoiście pojętym kodeksem honorowym, zrobi to, kiedy Gruzin wyzdrowieje i wyjdzie za próg domu Ivo. Gruzin po dojściu do siebie nie pozostaje mu dłużny.
Ivo, w znakomitej interpretacji Lembita Ulfsaka, staje się rozjemcą pomiędzy naładowanymi agresją przeciwnikami. Musi hamować wzbierające nieustannie emocje, tłumaczyć, wyjaśniać i starać się ich przekonać, że życie nie kończy się na wojnie.
Film zdobył kilka znaczących nagród na festiwalach filmowych. Docenili go nie tylko członkowie oficjalnych jury, ale swoje nagrody przyznała mu również publiczność Warszawskiego Festiwalu Filmowego i festiwalu w Mannheim. „Mandarynki” Zaza Urushadze jak najbardziej na to zasłużyły. Film, w którym mimo poważnego tematu nie brakuje scen pełnych humoru, rozładowujących nieznośne czasem napięcie, do końca ogląda się z zapartym tchem. Reżyser po drodze przyszykował nam wiele niespodzianek, a epilog naprawdę zaskoczy każdego widza. •


Mandarynki, reż. Zaza Urushadze, wyk.: Giorgi Nakashidze, Elmo Nüganen, Mikhail Meskhi, Lembit Ulfsak, Estonia/Gruzja, 2013

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama