Święty Piotr

Sfilmowana historia pierwszego papieża niestety nie zachwyca. Nawet gwiazda Omara Sharifa – rzecz jasna w tytułowej roli – nie błyszczy już tak jak kiedyś.

Reklama

Powstały w 2005 roku film nakręcony został dla włoskiej telewizji RAI. Jego reżyser to Gulio Base, który wcześniej nakręcił już m.in. filmy o ojcu Pio i Marii Goretii.

"Święta fabuła" – tak ponoć (jak można przeczytać w "Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego") określa się w ironiczny sposób, hagiograficzne i biblijne filmy, z których Italia słynie. W przypadku wielu z tych dzieł, krytyczna ironia jest jak najbardziej na miejscu, choć przecież bywają też wyjątki. "Wesoła, czyli smutna" biografia uśmiechniętego papieża (film "Jan XXIII" w reżyserii Georgio Capitaniego), czy trzymająca w napięciu "Święta Barbara z Nikomedii" Carmine Elia są tego najlepszymi dowodami.

Niestety, "Święty Piotr" należy do mniej udanych dzieł włoskiej telewizji. Znane nam z Pisma Świętego fakty przemieszano tu z wątkami fikcyjnymi. Dodano melodramatyczną historię miłości młodej chrześcijanki i rzymskiego bogacza oraz sporo sekwencji walk, z tajemniczym, zamaskowanym gladiatorem w roli głównej.

Twórcy sięgnęli więc po sprawdzone, popkulturowe chwyty, znane chociażby z „Quo Vadis” Sienkiewicza, czy z „Wicehrabiego de Bragelonne” Dumasa (człowiek w żelaznej masce!). Na niewiele się to jednak zdało.

Film rozpoczyna się niczym przejmujący dramat. Widzimy mężczyznę, który zaparł się Chrystusa i sam nie wie dlaczego. Dręczy go to straszliwie i nawet gdy odzyska wiarę, wątpliwości go nie opuszczą. Siła modlitwy, wiary, nadziei i miłości, splotą się wtedy z ludzką słabością, lękiem i niedowiarstwem. Piotr jest słaby. Maria Magdalena silna.

Zaskakujące, ale scenarzyści (Francesco Arlanch, Salvatore Basile, Gianmario Pagano), właśnie tej ostatniej postaci poświęcają tu sporo miejsca. To ona ma niezachwianą wiarę. To ona, raz po raz, motywuje zagubionych, zalęknionych apostołów, wyrastając na najciekawszą postać tego filmu.

Bez obaw. Nie mamy tu do czynienia z wojująca feministką, czy rywalką zwalczająca Piotra i próbującą przejąć władzę w rodzącym się Kościele. Tanich sensacji a la „Kod Leonarda da Vinci” tu nie znajdziemy. Ale być może moglibyśmy znaleźć fascynujące zestawienie ze sobą tych dwóch świętych postaci, dwóch życiowych postaw – gdyby tylko twórcy odważyli się pociągnąć ten wątek dalej. Być może pójść w stronę filmu bardziej kameralnego? A może nawet teatru telewizji, w którym Piotr i Maria z Magdali byliby jedynymi postaciami?

Niestety, zamiast tego udajemy się ze świętym Piotrem do Rzymu. Prześladowania chrześcijan, walki na arenie, knowania Nerona, pożar metropolii… Młodsi widzowie, którzy oglądać będą to wszystko po raz pierwszy, być może przeżyją te wydarzenia głęboko. Starsi, pewnie będą mieli w pamięci kilka innych filmów, w których… już to wszystko widzieli. Lepiej nakręcone, bardziej przekonująco zagrane, ciekawiej zaaranżowane.

***

Tekst z cyklu ABC filmu biblijnego

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama