Sądowi sprzeciw nie pachnie

– W tej pseudosztuce Chrystus został nazwany szaleńcem, tyranem, demagogiem... Dlaczego miałam pozwolić, by inni szydzili z tego, co dla mnie i dla większości osób w naszym kraju jest święte? – mówi Marysia Kołakowska.

Reklama

Dzięki protestom katolików z całej Polski na festiwalu teatralnym w Poznaniu nie doszło do wystawienia obrazoburczego spektaklu „Golgota Picnic”. Wywołało to oburzenie przedstawicieli środowisk lewicowych, którzy mówili o zamachu na wolność wypowiedzi artystycznej. W całym kraju zorganizowane zostały odczyty tekstu dramatu. Jedno z takich spotkań odbyło się w siedzibie Krytyki Politycznej w Gdańsku. Na miejscu pojawiło się wielu przeciwników przedstawienia. Swój sprzeciw wyrażali poprzez modlitwę – odmawiając Różaniec i śpiewając pieśni religijne. 17-letnia Marysia Kołakowska postanowiła nie dopuścić do publicznej prezentacji scenariusza.

To tylko dezodorant
– Zarejestrowałam się na stronie internetowej wydarzenia, więc miałam prawo wziąć udział w spotkaniu. W geście protestu zaczęłam rozpylać spray o nieprzyjemnym zapachu. Po chwili jeden z mężczyzn zarzucił mi na głowę bluzę i zaczął dusić. Uczestnicy spotkania szarpali mnie, popychali i wykręcali ręce. Zostałam brutalnie wyprowadzona za drzwi. Następnego dnia miałam wiele siniaków i zadrapań – relacjonuje Marysia.

Brat dziewczyny, Janek, który uczestniczył w modlitwach przed siedzibą Krytyki Politycznej, twierdzi, że pobicie siostry zostało natychmiast zgłoszone policjantom przebywającym na miejscu zdarzenia.

– Odpowiedzieli, że są zajęci i mogą przyjąć zgłoszenie dopiero na komisariacie następnego dnia. Inicjatorzy spotkania zaznaczają, że nie wiedzieli, jaką substancję rozpyliła Marysia.

– Mógł to być gaz zagrażający zdrowiu i życiu 70 osób siedzących na sali. Ci, którzy zarzucili bluzę na głowę nastolatki, próbowali ją unieruchomić i wyprowadzili z sali, działali w obronie własnej – uważa Marta Kosińska, jedna z organizatorek wydarzenia, aktywistka trójmiejska.

– To nie był żaden gaz, tylko nieszkodliwy dezodorant kupiony legalnie w sklepie ze śmiesznymi rzeczami – odpiera zarzuty Marysia.

Dlaczego nastolatka zdecydowała się na taką formę protestu? – Nie chciałam dopuścić do odczytania tekstu, który w obraźliwy i wulgarny sposób opisuje Jezusa, czyli najważniejszą dla chrześcijan osobę, i w obsceniczny sposób przedstawia Jego mękę i śmierć na krzyżu – odpowiada 17-latka.

Uczestnicy spotkania zarzucili Marysi i modlącym się, że nie wiedzieli, przeciwko czemu protestują, bo nie znali treści sztuki. – To nieprawda. Jeszcze zanim pojawił się pomysł wystawienia spektaklu w naszym kraju, otrzymaliśmy od zaprzyjaźnionych działaczy pro life z Francji materiały wideo, zdjęcia i scenariusz, który został profesjonalnie przetłumaczony na język polski – mówi Anna Kołakowska, mama Marysi.

– Córka i syn doskonale wiedzieli, o czym jest ta epatująca pornografią pseudosztuka – dodaje. Andrzej Kołakowski, tata Marysi, podkreśla z kolei, że gest jego córki był ostatecznością. – Próbowaliśmy działać środkami prawnymi. W miastach, w których miały odbyć się publiczne czytania „Golgoty Picnic”, do policji i prokuratury trafiły nasze wnioski o zapobieżenie popełnieniu przestępstwa. Niestety, za każdym razem spotykaliśmy się z całkowitą obojętnością – zwraca uwagę.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Zobacz

  • nika
    04.11.2014 11:27
    Nie rozumiem tytułu artykułu, a to, co opisujecie, to po prostu tryb przewidziany przepisami procedury karnej, o czym bohaterowie artykułu z pewnością już wiedzą. Nie świadczy to bynajmniej o negatywnym nastawieniu sądu do Marysi.
    Nota bene, wcześniej zajście opisywano inaczej - że tego "dezodorantu" użyła w obronie przed napastnikami...
    Mam żal do mediów, że na wyrost "nakręcają atmosferę", a przecież "błogosławieni pokój czyniący".
    Żeby nie było niedomówień - o tej pseudosztuce myślę tak samo....
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama