Abraham i insze gody

Rocznica? Dać na Mszę św., kupić kieckę, zaprosić bliskich, potem ustawić stół w izbie i... zamówić catering!


Reklama

Jubileusze były tematem VIII Międzynarodowego Konkursu Gwary Laskiej w Krzanowicach. Były więc 50. urodziny, złote gody, ale i „osiemnastka”. Wśród sześciu zespołów bezkonkurencyjni byli przedstawiciele Krzanowic. Wygrali w każdej z trzech kategorii wiekowych, od podstawówki po gimnazjum. Oprócz nich zaprezentowały się szkoły z Borucina, Pietrowic Wielkich i czeskich Sudic.


Złate gody

Scenki przedstawiały pełną życia, poczucia humoru i pogody ducha rzeczywistość oraz ludzi. Zarówno młodzież, jak i scenarzyści okazali się bystrymi i życzliwymi obserwatorami. Świetnie pokazali tradycje i relacje międzyludzkie.

Wszystko okraszone dowcipnymi dialogami i żartami sytuacyjnymi, a często i wziętymi z życia piosenkami, wierszykami czy psikusami. – U nas, w Borucinie, jest taki zwyczaj, że wieczorem przychodzi się do solenizantki, wymyśla dla niej wiersz czy śpiewa piosenkę – tak właśnie jak przedstawiałyśmy. Wiersz jest oryginalny, od mojej ołmy, piosenka też była śpiewana na urodzinach. To bardzo fajny sposób świętowania, warto pielęgnować tę tradycję. Na konkursie występujemy już któryś raz, stroje też są oryginalne – tłumaczą Paulina Gajdeczka, Ines Hofrichter, Natalia Koza i Julia Kuc.


Choć tematem były jubileusze, akcja nie zamykała się przy biesiadnym stole. Młodzi bardzo plastycznie przedstawili przygotowania czynione przez przyszłych gości, jak i przez samych solenizantów. Nie brakło fragmentu o nowych modach, jak np. rozsypywania na podwórku słomy, trocin, owijania płotów i drzew papierem toaletowym oraz diagnozy młodego pokolenia, że niewielka z nich w domu pomoc wobec rozlicznych zajęć, które mają.

W krzywym zwierciadle

Konkurs ten jest cenny nie tylko ze względu na kultywowanie miejscowej, bardzo specyficznej gwary, funkcjonującej zaledwie w dziesięciu wsiach polsko-czeskiego pogranicza. Pociesza obserwacja, jak z duchem czasu zmieniają się owe zwyczaje, jak tradycje ulegają modyfikacji, ale trwają, nieco tylko dostosowane do warunków. To również świetny materiał badawczy dla socjologów i wskazówka dla dorosłych, że świetnie dzieci odbierają zachowania dorosłych, jak np. w dialogu po scenie, gdzie nie udało się wynająć sali na fajer:


„– Tuż co wam zostało? – Największa izba we stawyniu, pożyczać stołki od susiedów, przyniść z góry welki stół a zasztelować katering. – Katering! A tuż Grejcie se nie chce uwarzyć obieda, a upec dortu? – Nie być taka frech Truda. Dyć wisz, że moja Grejtka je nimocna na nohy. Nie poradzi tela deptać, jak za młada...”.


Dlatego na konkurs ze swoim profesorem, a przewodniczącym jury, Marianem Kapicą chętnie przyjeżdżają studenci. Efektem jest już niejedna praca dyplomowa. – Cieszymy się, że możemy tutaj być i obserwować występy dzieci i organizację imprezy. To dla nas doświadczenie zawodowe, ale i radość, gdy widzimy, jak aktorzy się bawią graniem na scenie – mówi Sabina Jasny z I roku edukacji elementarnej na PWSZ z Raciborza.


Przy scenkach z obdarowania podarkami okraszonymi „dobrymi” radami koleżanek faktycznie trudno było powstrzymać śmiech. Po nich całkiem młodo czująca się 50-latka od razu poczuła ciężar i powagę swojego wieku. Uświadomiła sobie rozliczne dolegliwości, które ją będą wkrótce nękać, a od prezentów mających im zaradzić, jak wielkie ciepłe majtki, długa spódnica, beret oraz chustka i gustowne kapcie od razu zrobiło jej się słabo.


Ta edycja kończy cykl związany z obrzędowością rodzinną, ale, jak zapewnia koordynator konkursu, polonistka Marcela Szymańska, obrzędowość doroczna jest tak bogata, że wystarczy tematów jeszcze na wiele edycji.

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama