Mozaika pomysłów

Remont zabrzańskiego kościoła św. Andrzeja trwał prawie 10 lat, składał się z wielu etapów, ale dla parafian był to jeden wielki ciąg robót.

Reklama

– Jestem tutaj od 1996 roku, najpierw byłem wikarym. Zostając proboszczem, miałem świadomość, że czeka mnie remont kościoła. To była konieczność, bo dach przeciekał, w środku było zimno, witraże były wybrakowane i nieszczelne. Pierwsze prace zaczęliśmy 9 lat temu, w 2005 roku, gdy zamontowaliśmy nowe ogrzewanie. To była pierwsza inwestycja, która pociągnęła za sobą kolejne.

W następnym roku kościół został wpisany do rejestru zabytków i to otwarło nam drogę do starania się o dotacje – mówi ks. proboszcz Arkadiusz Kinel. Decyzja o podjęciu remontu na wielką skalę nie była łatwa, przede wszystkim ze względu na konieczność wzięcia dużego kredytu na pokrycie tzw. wkładu własnego przy staraniu się o dotację. Sprawa była konsultowana w kurii, co jest zresztą w takiej sytuacji obowiązkiem każdego proboszcza. Ostatecznie jedna trzecia wynoszących ok. 3 mln zł kosztów to dotacja, jedna trzecia kredyt i jedna trzecia wkład parafian.

Kościół św. Andrzeja po renowacji   Klaudia Cwołek /Foto Gość Zabrze
Kościół św. Andrzeja po renowacji
Od zewnątrz do środka

– Od początku kierowaliśmy się logiką, że najpierw robimy wszystko na zewnątrz, a więc dach, wieżę, elewację, witraże; potem prezbiterium, całą instalację i w końcu odnawiamy wnętrze – wyjaśnia ks. Kinel. Autorem projektu wyposażenia prezbiterium jest Piotr Wawrzyniak z Poznania, a całość wystroju wnętrza to dzieło Agaty i Dariusza Loga, którzy mają swoją pracownię w Bielsku.

– Wyzwanie dla nas było wielkie, bo kościół jest znaczący, w dużym mieście, a cała aranżacja miała polegać na powiązaniu bardzo wielu aspektów. Urzekły nas piękne witraże, które mieliśmy przyjemność konserwować. Sam fakt, że były w naszej pracowni witraże postaciowe ze znanej pracowni Augusta Wagnera z Berlina, że widzieliśmy je z bliska, dał nam możliwość dokładnej analizy i przywrócenia im dawnego blasku. To było pierwsze nasze działanie w tym obiekcie – mówi Agata Loga.

  Archiwum AD Loga Agata i Dariusz Loga odnawiają witraż Chrystusa Zmartwychwstałego
Stare z nowym

Przed rozpoczęciem pracy projektanci otrzymali stare zdjęcia. – Od razu było wiadomo, że nie da się odtworzyć najstarszego wnętrza kościoła, który ma prawie 150 lat, z tego prostego powodu, że elementem wtórnym jest mozaika z 1943 roku, której nikt nie zniszczy – wyjaśnia proboszcz. Przy remoncie została ona solidnie wyczyszczona. Zanim odzyskała obecną jasność, była myta z góry na dół aż 7 razy.

– Mozaika o cechach sztuki bizantyjskiej była punktem wyjścia do wszystkiego, co się potem pojawiło – koloru, stylistyki, motywów zdobniczych. Dosyć dużo jest więc złotych elementów, rozprowadzonych po wnętrzu. Przed wszystkimi tymi pracami kościół był zaśmiecony rzeczami, które się tam nawarstwiały przez dłuższy czas i niekoniecznie współgrały z tą istotną częścią, jaką jest prezbiterium – mówi A. Loga.

Jednym z trudniejszych wyzwań było zainstalowanie odpowiedniego oświetlenia. Poprzednie żyrandole, żartobliwie przez proboszcza nazywane „helikopterami”, zastąpiono prostymi, nowoczesnymi lampami, umiejscowionymi na tyle wysoko, żeby nie zasłaniały mozaiki, a przy tym wystarczająco rozjaśniały wnętrze.

– Duże gratulacje, jeśli chodzi o oświetlenie. Projektanci zaproponowali nowy rodzaj lamp sufitowych, które są rozwiązaniem nowoczesnym, ale bardzo ciekawym. Wiem, że trudno było znaleźć coś, co będzie tu pasować – mówi Anna Szadkowska, diecezjalny konserwator zabytków. Zwraca też uwagę na drugą część oświetlenia, na ścianach. Zróżnicowana iluminacja ma służyć wydobyciu różnych aspektów wnętrza, służących skupieniu i modlitwie z jednej strony i dużym celebracjom liturgicznym, gdy cały kościół jest skąpany w świetle.

– To małżeństwo jest bardzo zaangażowane w swoją pracę. Mieli trudne zadanie połączenia starego z nowym i temu sprostali. Świątynia jest teraz naprawdę piękna, pełna harmonii, a akcenty są właściwie wyważone – ocenia A. Szadkowska.

– Na pewno bardzo inspirujące dla nas było to, że możemy zająć się wszystkim. Pracując nad projektem, wyobrażaliśmy sobie, że to będzie pod każdym względem przez nas dopracowane. Bardzo dobrze się też złożyło, i było to dla nas miłe zaskoczenie, że ksiądz proboszcz chciał te wszystkie elementy wprowadzić w krótkim odcinku czasowym. Jest to ważne dlatego, że można było efekty śledzić na bieżąco – mówi A. Loga.

W kościele udało się też uratować drewniany strop, do którego kolorystycznie dopasowane są nowe ławki, wykonane, podobnie jak cała stolarka, przez Marka Mazura z Kobióra. Wykonawcą remontu jest firma Piotra Halfara z Turzy Śląskiej.

Dyżury w dzień i w nocy
– Chciałbym podkreślić wielkie zaangażowanie ludzi, zarówno finansowe, jak i w konkretnej pracy. Był taki okres, że co tydzień przychodziło po 30 osób do sprzątania. Podobnie było przy montażu ogrzewania. Dzięki pracy własnej dostaliśmy z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska zwrot 17 tys. zł, bo wiele rzeczy ujętych w kosztorysie parafianie sami wykonali – mówi proboszcz. Przez ponad rok były też nocne dyżury.

– Stworzyła się grupa ludzi, którzy pilnowali rusztowań i tego, żeby tam nikt nie wchodził, żeby nic się nie stało. Siadaliśmy do samochodu około 19.00 i czuwaliśmy do 7 rano – mówi Krystian Słupianek, pracownik parafii.

Kościół czekają jeszcze drobne poprawki i wykończenia. Do zrobienia są konfesjonały, figura Jana Chrzciciela, drzwi, zmiany na chórze. W planie jest też stworzenie kaplicy adoracji Najświętszego Sakramentu w wejściu do bocznej nawy kościoła. – Patrzę na to wszystko jak na swoje dziecko – przyznaje ks. Kinel.

– Jestem tutaj bardzo długo, już prawie 19 lat, czyli całe dorosłe życie. Wiem, że zawsze ktoś może jeszcze mieć uwagi i zawsze można by coś poprawić, ale uważam, że kościół powoli zyskuje to, na co zasługiwał przez lata – mówi z satysfakcją.

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama