Testament poety

Niezwykła była jedność słów, które Stanisław Barańczak pisał w obronie prawdy, moralności i etyki, z jego czynami.

Reklama

Poeta, tłumacz, krytyk, lingwista. Czesław Miłosz mówił o nim „jednoosobowa armia” polskiej kultury. Jan Błoński nie miał wątpliwości, że nikt w całej historii naszej literatury nie potrafił tak jak on tłumaczyć poezji. Przybliżył Polakom Szekspira, Amerykanom zaś Szymborską. Bez tłumaczeń Barańczaka prawdopodobnie nie byłoby Nobla dla krakowskiej poetki. Paradoksalnie to, co sam pisał, było praktycznie nieprzetłumaczalne, bo tak mocno osadzone w polszczyźnie, w jej wszystkich smakach i niuansach. Dlatego sam Nobla nie doczekał. Jako człowiek był wielki i skromny zarazem, jako poeta potrafił być głęboko metafizyczny i nieprawdopodobnie zabawny. W obronie godności człowieka wykazywał się osobistą odwagą, gdy jeszcze komuna mocno się trzymała. Dla Polski wykonał wielką, niedocenioną pracę, ale też nigdy nie zabiegał o zaszczyty.

Obywatel opozycjonista

Życiowa postawa Stanisława Barańczaka nawiązuje do najpiękniejszych polskich skojarzeń, jakie można mieć ze słowem „poeta”. Niezwykła była jedność słów, które pisał w obronie prawdy, moralności i etyki, z jego czynami. Już od początku lat 70. zaangażował się w działalność opozycyjną. Nie poprzestał na podpisaniu słynnego „Listu 59”, domagającego się od władz respektowania wolności obywatelskich. Protestował przeciw zmianom w konstytucji czyniącym z Polski wasala ZSRR. Nie ograniczył się do firmowania swoim nazwiskiem powstałego wówczas Komitetu Obrony Robotników, uczestniczył także w protestacyjnej głodówce w warszawskim kościele św. Marcina, gdzie domagano się uwolnienia więźniów politycznych. Był jednak przede wszystkim opozycyjnym pozytywistą – zaangażował się w stałe budowanie drugiego obiegu niezależnej kultury. Współtworzył pisma (w tym najgłośniejsze – „Zapis”) i zajmował się ich kolportażem, wykładał na Uniwersytecie Latającym, brał udział w organizowaniu Towarzystwa Kursów Naukowych. Dla SB stał się w związku z tym jednym z najgroźniejszych przeciwników systemu. Służby wielokrotnie organizowały przeciw niemu prowokacje, m.in. został oskarżony o wręczenie łapówki. Pozbawiono go też pracy na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza.

W obronę Barańczaka zaangażował się cały opozycyjny Poznań, najmocniej Teatr Ósmego Dnia, którego był wówczas kierownikiem literackim. Do pracy na uczelni wrócił dopiero po sierpniu 1980. Rok później wyjechał na kontrakt do Harvardu. Tam zastał go stan wojenny.

Trzymałko i Dzierżankiewicz

Prof. Krzysztof Biedrzycki, autor książki „Świat poezji Stanisława Barańczaka”, wielokrotnie gościł w Bostonie, gdzie poeta zamieszkał na stałe. – To był niezwykły człowiek, który potrafił łączyć ewangeliczną wręcz dobroć względem ludzi z bezwzględnym stosunkiem do zakłamania i grafomanii – zauważa profesor. Do klasyki przeszły słynne pamflety Barańczaka z cyklu „Książki najgorsze”, w których bezlitośnie obnażał słabość treści i nędzę formy pisarzy hołubionych przez PRL, pisane pod bliźniaczymi pseudonimami Feliks Trzymałko i Szczęsny Dzierżankiewicz. Paradoksalnie tylko dzięki tym świetnie napisanym tekstom zapamiętane zostaną takie nazwiska komunistycznych pisarzy jak Władysław Machejek czy Eugeniusz Kabatc. Barańczak posiadał niezwykłą zdolność tworzenia „na zawołanie” i dosłownie na każdy temat. Krzysztof Biedrzycki pamięta, jak na równie poważnej, co nudnej konferencji naukowej śledzili wspólnie z Barańczakiem jakiś hermetyczny wykład. – Staszek przetwarzał potwornie zawikłane zdania padające zza katedry w przezabawne wierszyki, które co rusz podsuwał mi na karteczkach. Wybuchałem niepohamowanym śmiechem, co wywoływało wokół zdumienie i konsternację – wspomina K. Biedrzycki.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Więcej nowości

    Reklama