Mefisto

István Szabó otrzymał za ten nakręcony w 1981 roku film zarówno Oscara, jak i Złotą Palmę. Nieprzypadkowo. To jedno z tych dzieł w historii kinematografii, które bez wahania określić można jako genialne.

Reklama

Bohaterem opowiedzianej w filmie historii jest Hendrik Höfgen – bardzo ambitny, ale też bardzo zakompleksiony aktor, który dla sztuki (a może dla kariery?) jest w stanie zrobić wszystko.

Z łatwością przychodzi mu wypieranie się swoich poglądów, rozgrzeszanie własnych win i błędów. Uzasadnianie kroków i decyzji, które inni uważają za niedopuszczalne i karygodne (np. współpracy z nazistami i pozostawaniu na ich usługach).

Jaka jest ta postać? Antypatyczna? Tragiczna? Głupia? Ludzka? Szabó nie udziela w filmie na to jednoznacznej odpowiedzi, zaś kolejne epizody z życia Höfgena pozostawiają w głowach widzów coraz większy mętlik.

Wszak Höfgen nie jest draniem. Jeśli już to tchórzem. Lub nieprzystosowanym do rzeczywistości, bujającym w obłokach artystą-marzycielem. Kimś, kto od tej niełatwej rzeczywistości ucieka w sztukę. W świat fikcji. A że jest to fikcja taka, jaką chcieliby ją widzieć naziści… Schlebiająca ich gustom i oczekiwaniom… Cóż, to też sztuka. A do tego jakie wyzwanie! Przerobić pełnego wątpliwości Hamleta w dzielnego germańskiego wojownika i bohatera Północy? Oto jest zadanie!

Höfgen myśli właśnie w ten sposób. Kiedy inni artyści emigrują z Niemiec, ponieważ nie godzą się na podobne hitlerowskie reinterpretacje, on zostaje. Bo przecież ktoś musi. Bo niemożliwością jest, by wszyscy opuścili kraj. Bo lud potrzebuje teatru – bez względu na to, jaką ideologią podszyte będą wystawiane na scenach przedstawienia.

Ten film mówi „o odpowiedzialności ludzi utalentowanych” – stwierdził kiedyś reżyser. Höfgen z pewnością talent ma, ale czy zdaje sobie sprawę z odpowiedzialności jaką ponosi? Czy zdawał ją sobie Gustaf Gründgens – słynny niemiecki aktor, którego biografię w zawoalowany sposób przedstawiono w filmie „Mefisto”? 

To jeden z tych obrazów, podczas oglądania których w głowach widzów powstaje mnóstwo pytań, na które bardzo trudno znaleźć odpowiedzi. To co jest pewne, to fakt, iż Szabó w fenomenalny sposób odsłania na ekranie mechanizmy funkcjonowania wszystkich władz totalitarnych. Manipulacji, jakich się dopuszczają.

Akcja „Mefisto” rozgrywa się w nazistowskich Niemczech, ale przecież w tej samej sytuacji byli w czasach komunizmu artyści węgierscy, czescy, polscy… Jedni emigrowali, inni szli na kompromis z władzą. Za możliwość publikowania, otrzymania wielkiego mieszkania, wysokiego stanowiska, zagranicznego stypendium też byli w stanie zgodzić się na wiele. Niejeden „cyrograf” podpisać.

Czy możemy ich sądzić? István Szabó tego nie zrobił. W finałowej scenie pokazał raczej dramat człowieka uwikłanego. Nie mogącego się już wydostać z pułapki, w jaką został zwabiony…

***

Tekst z cyklu Filmy wszech czasów

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama