Stolica kulturalnych szans

Każdego roku przybywają do Wrocławia trzy miliony turystów. Władze miasta mają nadzieję, że tytuł Europejskiej Stolicy Kultury pozwoli podwoić tę liczbę.

Reklama

No i mamy w Polsce stolicę Europy. Wprawdzie tylko kulturalną, ale i tak brzmi to dumnie. Czy jednak za nazwą „Europejska Stolica Kultury” kryje się coś więcej niż szumnie brzmiący slogan i wpompowanie przez Unię półtora miliona euro? Czy Wrocław wykorzysta swoje pięć minut, by zainwestować w potencjał kulturalny, czy też pozostanie gwiazdą jednego sezonu, która zabłyśnie na chwilę i równie szybko zgaśnie?

Ranga czy potencjał?

Szukając odpowiedzi na to pytanie, warto przyjrzeć się, jak idea Europejskiej Stolicy Kultury była realizowana w poprzednich latach. Historia tej inicjatywy sięga bowiem roku 1985, kiedy to, jeszcze pod nazwą „Europejskie Miasto Kultury”, jako pierwsze wybrano Ateny. Również kolejne decyzje Unii Europejskiej nie zaskakiwały: Florencja, Amsterdam, Berlin Zachodni czy Paryż wydawały się dość oczywistymi kandydatami do tego zaszczytnego miana.

Jednak z czasem podejście do samego wyboru nieco się zmieniło. I nie chodzi tu tylko o to, że zrezygnowano z samodzielnych stolic, łącząc miasta w pary czy nawet trójki. Przede wszystkim bowiem okazało się, że nadanie tytułu niekoniecznie musi wiązać się z rzeczywistą rangą miasta w dziedzinie kultury, lecz dopiero ma stworzyć szanse jego rozwoju w tej dziedzinie. Stąd zapewne obecność wśród Europejskich Stolic Kultury takich miast jak Liverpool, węgierski Pecz czy fińskie Turku. Wybór był tu co najwyżej dostrzeżeniem potencjału, nie zaś potwierdzeniem istniejącej rangi.

Przed Wrocławiem Europejską Stolicą Kultury było tylko jedno polskie miasto. Miano to w roku 2000 przypadło Krakowowi, jednak okoliczności znalezienia się w gronie owych stolic były wyjątkowe. W tym akurat roku Unia postanowiła podkreślić trwałe dziedzictwo i wkład europejskich miast w osiągnięcia kultury i cywilizacji światowej. Wybrano wówczas aż dziewięć miast. Były to: Awinion, Helsinki, Bruksela, Bolonia, Santiago de Compostela, ReykjavÍk, Bergen i dwa miasta z nowych państw członkowskich, mających wstąpić do Unii dopiero 1 maja 2004 r. – Kraków i Praga.

Decyzja o wyborze spośród polskich miast właśnie Krakowa nie była poprzedzona żadnym konkursem. Podjął ją po prostu polski rząd. Oczywiście jak najbardziej słusznie, bo trudno znaleźć u nas miasto, którego zasługi dla rozwoju kultury byłyby większe niż Krakowa.

Sztuka i krasnoludki

Jak na tym tle wypada Wrocław, który swoje królowanie dzieli z hiszpańskim miastem San Sebastián? Czy tym razem Unia doceniła potencjalność, czy stan faktyczny? Wydaje się, że i jedno, i drugie. Według założeń ESK wybrany ośrodek ma przez dwanaście miesięcy prezentować swoje dziedzictwo historyczne, a dzieje Wrocławia, jako miasta wielokulturowego, są przecież niezwykle ciekawe.

Od lat stolica Dolnego Śląska przyciąga też ludzi z całego świata przepiękną architekturą, bogatymi zbiorami Muzeum Narodowego czy Panoramą Racławicką. Odbywają się tu spektakularne wydarzenia muzyczne, takie jak chociażby festiwal Wratislavia Cantans czy Gitarowy Rekord Guinnessa, w którym obok siebie staje jednocześnie kilka tysięcy gitarzystów. Bogactwo oferty kulturalnej idzie w parze z szeroką ofertą rozrywkową, do której całkiem niedawno dołączyło fantastyczne Afrykarium we wrocławskim zoo.

A do tego drobiazgi, takie jak wszechobecne krasnoludki, które można tropić z mapą, poznając przy okazji ciekawe miejsca, sprawiają, że Wrocław jawi się jako miasto sympatyczne i z pomysłem na siebie. Każdego roku przybywają do Wrocławia trzy miliony turystów. Teraz władze miasta spodziewają się, że będzie ich dwa razy więcej. Nie jest to wykluczone, bo wachlarz zaplanowanych imprez przedstawia się rzeczywiście imponująco.

Oczywiście, jak zawsze przy takiej okazji, pojawią się też wydarzenia sztucznie nadmuchiwane, rozmaite „instalacje”, czasem nawet efektowne, ale w istocie do życia kulturalnego niewiele wnoszące. Jednak żelazne punkty programu – takie jak koncerty Ennio Morricone, Andrei Bocellego, wspólny występ Davida Gilmoura i Leszka Możdżera czy wystawa prac Marca Chagalla – z pewnością ściągną do stolicy Dolnego Śląska wielotysięczną publiczność.

Raz na kilkanaście lat

Jednak kluczowe pytanie, które nasuwa się przy takich imprezach, brzmi: co z tego zostanie, kiedy minie rok 2016 i światła reflektorów skierowane będą w inną stronę. Doświadczenie Krakowa pokazuje, że poczynione wówczas inwestycje zaprocentowały w następnych latach. Cudzoziemcy dobrze zapamiętali nazwę jednego z najatrakcyjniejszych miejsc w Europie i nie tylko chętnie tam powracają, ale także polecają je znajomym.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama