Pieśni bez słów

O sile polskich pieśni religijnych, spacerowym warsztacie gitarzysty i grających kombinerkach z Patrykiem Filipowiczem rozmawia Szymon Babuchowski


Szymon Babuchowski: W ciągu jednego roku nagrałeś aż trzy płyty z polskimi pieśniami religijnymi w wersjach gitarowych. Skąd pomysł na tak niezwykły cykl?


Patryk Filipowicz: Chciałem kiedyś wystąpić we wrocławskim klubie Pieśniarze z zupełnie innym repertuarem. Miał to być koncert bluesowo-ragtime’owy. Ale właściciel Pieśniarzy, Donat Kamiński, zaproponował pieśni wielkopostne. I tak było w zasadzie z każdą z tych trzech płyt: postną, maryjną i kolędową. Każda z nich jest odpowiedzią na potrzebę słuchaczy. A że repertuar jest ze mną zgodny, nie miałem problemu, aby podjąć wyzwanie.


I od razu się zgodziłeś, bez mrugnięcia okiem?


Z pieśniami postnymi rzeczywiście tak było. Ale gdy sięgam pamięcią wstecz, przypominam sobie, że już podczas nauki gry na gitarze towarzyszyła mi pieśń „Jezu Chryste, Panie miły”. Była jedną z pierwszych pieśni religijnych, które zagrałem z własnej, nieprzymuszonej woli – wówczas na jednej strunie. I gram ją także teraz – w bardziej rozbudowanej aranżacji – na koncertach. Na pewno nie musiałem się przełamywać. Repertuar wielkopostny „Lamenty duszy i gitary” powstał też najszybciej. Może ma to związek z moim umiłowaniem bluesa i lamentacyjnego tonu – dźwięków minorowych, smutnych, przejmujących. Za to pieśni maryjne dojrzewały najdłużej. 


Dlaczego?


Bo to było także wyzwanie duchowe. Kult Maryi nie był mi wcześniej tak bliski. Do tego czasu nie rozumiałem go aż tak bardzo. A ja muszę zrozumieć rzeczy, za które się zabieram. Musiałem wniknąć w naturę pieśni, zbliżyć się do serca Maryi – cichego, łagodnego, ufnie przyjmującego wolę Bożą. Łatwo było mi zinterpretować pieśń „Matko Najświętsza”, która traktuje m.in. o ostatnich chwilach życia człowieka, targa emocjami. Ale z większością pozostałych miałem problem. To są często delikatne walczyki, bujające „od się do się”, na boki. Ja mam naturę jednak trochę bardziej poszarpaną niż łagodną, wolę grać z pazurem, dlatego to było wyzwanie artystyczne. Ale też duchowe – trudno mi oddzielić jedno od drugiego, ponieważ staram się, żeby gitara była naturalnym przedłużeniem emocji. Te pieśni opracowywałem w dużej mierze bez instrumentu. 


Jak to?


Wychodziłem na spacer i brałem jakąś pieśń na warsztat. Chodziłem po dzielnicach Katowic: Ligocie, Piotrowicach, Ochojcu, czasami też prowadziłem samochód i… śpiewałem pieśń. Odkrywałem ją, modląc się nią. Zależało mi na tym, żeby w interpretacji oddać zarówno postawę Maryi, jak i charakter danej pieśni. To była też praca nad zrozumieniem fenomenu prostej pobożności, skupionej wokół Maryi i kapliczek Jej poświęconych. 


To czym właściwie była ta praca? Ćwiczeniem warsztatowym, odkryciem artystycznym czy po prostu modlitwą?


Wszystkim po trochu. Musiałem się otrzeć o szlifowanie rzemiosła i o pracę czysto „fizyczną”, estetyczną – pracę rzemieślnika gitarowego. Ale przede wszystkim starałem się poskromić gitarę, aby to pieśń wybrzmiewała w pierwszej kolejności. Na pierwszym miejscu musiała być modlitwa. To jest warunek, aby odbiorcy usłyszeli też słowa pieśni w instrumentalnych wykonaniach. Pierwsze próby często były bogatsze, bardziej gitarowe i praca nad tymi utworami to było przede wszystkim odejmowanie niepotrzebnych dźwięków. Siadałem z instrumentem, grałem i w duchu lub na głos śpiewałem sobie pieśni tak długo, aż zacząłem śpiewać gitarą. Gitara stawała się naturalnym przedłużeniem głosu. 


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Janek
    06.05.2016 22:19
    Też czuje gitarę w podobny sposób, ale ucząc na gitarze jednocześnie zacząłem zaniedbywać swój warsztat gry. Dziękuję za tę rozmowę, bo mocno przypomniała mi po co otrzymałem taki piękny talent. A czy w okolicach Rybnika lub Raciborza będzie w najbliższym czasie jakiś koncert tego Gitarzysty?
  • Janek
    06.05.2016 22:20
    Janek
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja