Tu nie ma Boga

Śmierć w „Opiekunie” Michela Franco jawi się wyłącznie jako problem techniczny.

Reklama

Już pierwsze sceny filmu zapowiadają, że nie będzie łatwo. Oglądamy w nich młodą, wychudzoną do granic możliwości kobietę, która siedzi bez ruchu w kabinie prysznicowej. Jest zbyt słaba, by samodzielnie się umyć, właściwie wydaje się, że nie żyje. Dopiero po chwili zdajemy sobie sprawę, że myje ją pielęgniarz. Ta scena, w której widzimy nieuleczalnie chorą, z pewnością wielu widzom nasunie refleksję o kruchości naszego życia.

Franco w jednym z wywiadów wspomniał, że sam przeżył traumatyczną sytuację związaną ze śmiercią bliskiej osoby. – Trzy lata temu moja babcia miała wylew, w którego efekcie sparaliżowało jej połowę ciała. Skazana na to, by spędzić resztę życia w łóżku, stała się zależna od pomocy innych By nie czuła się samotna, każdego dnia przy jej łóżku stawiali się bliscy. Ale osobą, która naprawdę nią się zaopiekowała, była jej pielęgniarka – opowiadał o inspiracjach do swojego filmu reżyser. – Ta obca osoba natychmiast wkroczyła w sferę jej fizycznej i emocjonalnej intymności pomagając babci w podstawowych, codziennych czynnościach. Myła ją, karmiła, zmieniała pieluchę oraz cewnik i wykonywała wiele innych trudnych, nieprzyjemnych, a często upokarzających czynności Część z nas czuła frustrację, bezsilność, a nawet zazdrość z powodu tych zażyłych stosunków między pielęgniarką i babcią. Czasami prowadziło to do spięć i kłótni pomiędzy jej dziećmi i wnukami Była ostatnią osobą, która widziała ją żywą, towarzysząc jej w końcowych chwilach agonii o trzeciej nad ranem.

Czuły opiekun

Myślę, że ta wypowiedź reżysera dobrze oddaje sytuację, w jakiej znalazły się rodziny terminalnie chorych osób w filmie. Z tym, że pielęgniarkę zastąpił tu pielęgniarz David, główny bohater. Film nie ma zwartej fabuły, to raczej kilka opowieści połączonych osobą bohatera.

David jest człowiekiem, który na co dzień obcuje ze śmiercią. Na zlecenie rodzin opiekuje się nieuleczalnie chorymi pacjentami. Robi to niezwykle sumiennie i z ogromnym zaangażowaniem. Nie traktuje chorych jako klientów agencji, która zajmuje się pośrednictwem w dostarczaniu rodzinom fachowców specjalizujących się w opiece nad umierającymi. Wydaje się, że każdy pacjent jest dla niego kimś najważniejszym. Nawiązuje z nimi więź emocjonalną niejako w zastępstwie członków ich rodzin, bo ci z różnych powodów nie dają rady. Może nie potrafią znieść cierpienia swoich najbliższych, a może są tak bardzo zajęci swoimi sprawami, że nie mają dla nich czasu. David oddaje chorym nie tylko swój czas i zawodowe umiejętności. Staje się ich powiernikiem i przyjacielem w najtrudniejszych chwilach ich życia. On sam poza pracą, która wydaje się jego powołaniem, nie ma własnego życia. Widz odnosi wrażenie, że jest całkowicie uzależniony od tego, czym się zajmuje, a czasem nawet zaczyna żyć cudzym życiem. W scenie rozgrywającej się po śmierci jednej z pacjentek opowiada przypadkowym znajomym, że właśnie stracił żonę, którą przez długi czas się opiekował. Po śmierci każdego podopiecznego stara się jak najszybciej zdobyć kolejne zlecenie. Nie dlatego, że potrzebuje pieniędzy. Można odnieść wrażenie, że towarzyszenie i opieka nad śmiertelnie chorym jest dla niego narkotykiem. W pewnym momencie zadajemy sobie pytanie, czy David w swojej trosce o pacjenta nie idzie za daleko. I skąd się to bierze. Kiedy rodzina jednego z pacjentów dotkniętego udarem interweniuje w agencji, oskarżając Davida o zbyt bliskie relacje z chorym, reżyser nie daje nam żadnej wskazówki, gdzie leży prawda. Nie wiemy, czy został niesłusznie oskarżony. Każdego ze swoich pacjentów potrzebuje równie mocno jak oni jego. Wyczuwamy w tym coś niepokojącego, jakąś tajemnicę. Mamy nadzieję, że z biegiem czasu reżyser uchyli jej rąbka. Tym bardziej że David jawi się jako postać enigmatyczna. Właściwie przez większość akcji niewiele się o nim dowiadujemy. Nie wiemy, dlaczego został opiekunem i czym zajmował się w przeszłości. Poza pracą David jest samotnym, zamkniętym w sobie człowiekiem, który nie potrafi, a może raczej nie chce z nikim nawiązać bliższego kontaktu. W filmie zresztą rzadko coś mówi. Z czasem dowiadujemy się czegoś więcej o przeszłości bohatera, ale tak naprawdę niewiele. Widz musi z krótkiej wymiany zdań i pełnych niedopowiedzeń rozmów z innymi postaciami filmu sam to wszystko złożyć sobie w całość.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama