Estońskie porachunki z historią

Reżyserowi „Szermierza” udało się wykreować na ekranie duszną, nasyconą podejrzliwością i niepokojem atmosferę estońskiego miasteczka z czasów stalinowskich.

Reklama

Obraz „Szermierz” Klausa Härö, który znalazł się na krótkiej liście kandydatów do Oscara w kategorii filmów nieanglojęzycznych, to kolejny estoński dramat sięgający XX-wiecznej historii tego kraju. Tematy związane z przeszłością twórcy z Estonii zaczęli podejmować od niedawna, ale na przestrzeni kilku lat powstało parę filmów, które starają się z mniejszym lub większym powodzeniem wypełnić tę lukę. Estońska kinematografia jest niewielka, dlatego też wszystkie te filmy powstały w koprodukcjach z krajami skandynawskimi, najczęściej z Finlandią.

Dla polskiego widza to tematyka nieco egzotyczna, bo niewiele wiemy o skomplikowanej historii tego niewielkiego kraju. A przecież w niektórych momentach można zauważyć wątki zbieżne z historią Polski. Dotyczy to przede wszystkim okresu po II wojnie światowej, kiedy Estonia po raz kolejny znalazła się pod sowiecką okupacją. Podobnie jak w Polsce zbrojny opór przeciw okupantom, szczególnie na estońskiej wsi, był niezwykle mocny. Do 1946 r. podziemie było w stanie sparaliżować lokalną administrację. Jego działania osłabły po 1950 r., ale dopiero w 1954 roku został rozbity „Orion”, najbardziej aktywny oddział partyzancki. Ostatni żołnierz estońskiego podziemia został zabity w 1978 roku.

Powrót do historii

Do czasu II wojny światowej i lat powojennych nawiązują trzy estońskie obrazy. Gdzieniegdzie jeszcze w naszych kinach można obejrzeć nakręcony w 2014 r. film młodego estońskiego reżysera Marttiego Heldego „Na skrzyżowaniu wiatrów”, którego akcja rozgrywa się na przestrzeni wielu lat. Początek opowieści sięga 1941 r., kiedy po zagarnięciu przez Związek Sowiecki Litwy, Łotwy i Estonii rozpoczynają się masowe deportacje. Z krajów nadbałtyckich wywieziono wówczas ponad 40 tys. ludzi. Jedną z deportowanych jest bohaterka filmu, Erna. Wraz z małą córką, po strasznej podróży w bydlęcym wagonie, trafia na Syberię. Spędzą tam długie lata. Scenariusz filmu powstał na podstawie listów, zdjęć, wspomnień i relacji świadków tych wydarzeń, a przede wszystkim pamiętnika młodej Estonki. To rzeczywiście wstrząsająca historia, tyle że zastosowana przez reżysera forma odbiera filmowi szansę na dotarcie do szerszej widowni. Na czarno-biały film składają się długie ujęcia zbudowane z nieruchomych obrazów przypominających stare fotografie. Helde wykorzystał technikę tableaux vivants, czyli żywych obrazów.

Najciekawszym z filmów dotykających historii Estonii w latach 40. XX w. wydaje się niewyświetlany jeszcze u nas „1944” w reżyserii Elmo Nüganena. Oglądając film Nüganena, należy pamiętać o kontekście historycznym, w jakim działają jego bohaterowie. Ten kontekst jest bardzo ważny, bo widz może być zdezorientowany tym, co rozgrywa się na ekranie. Estończycy po doświadczeniach sowieckiej okupacji z 1941 r. niemiecką traktowali jako mniejsze zło. Kiedy okazało się, że Niemcy jednak nie zamierzają przywrócić Estonii niepodległości, nastąpiło rozczarowanie. Tym bardziej że w dalszej perspektywie władze niemieckie planowały germanizację ludności. Mimo wszystko okupacja ta miała zupełnie inny charakter niż w Polsce, bo zachowano lokalne struktury estońskiej administracji, a także szkolnictwo i urzędy samorządowe. Wielu Estończyków, bojąc się ponownej okupacji sowieckiej, wstępowało do armii niemieckiej dobrowolnie. Przynajmniej na początku. Kiedy zaczęło brakować ocho­tników, zarządzono przymusowy pobór. Żołnierzy wcielano m.in. do złożonych z cudzoziemców oddziałów Waffen-SS. Właśnie do takiej jednostki, czyli 20. Dywizji Grenadierów, trafił też jeden z bohaterów „1944”. Z kolei inny walczył w szeregach Armii Czerwonej, gdzie również powstawały jednostki estońskie. Stąd też w 1944 r., kiedy Armia Czerwona dotarła do granic Estonii, zaciekłe walki w znacznej mierze miały charakter bratobójczy. Dynamicznie nakręcony dramat wojenny Elmo Nüganena, ze znakomicie zrealizowanymi, jak na tak skromny budżet, scenami batalistycznymi, doskonale oddaje bezmiar tragedii bohaterów, którzy znaleźli się w sytuacji bez wyjścia i którzy starają się zachować człowieczeństwo.

Elmo Nüganen, reżyser „1944”, zagrał wcześniej w głośnych „Mandarynkach”, filmie również dotykającym, chociaż nie bezpośrednio, historii Estonii. Reżyserem „Mandarynek”, najbardziej chyba dojrzałego dzieła spośród wcześniej wymienionych, był Gruzin Zaza Urushadze, ale współproducentem była Estonia. „Mandarynki” rozgrywały się w czasie wojny mniej odległej, bo gruzińsko-abchaskiej toczonej w latach 90. ubiegłego wieku. Bohaterami filmu są dwaj Estończycy, którzy jako jedyni nie wyjechali ze znajdującej się na linii frontu abchaskiej wioski zamieszkałej od wieków przez liczną estońską kolonię. Reżyser „Mandarynek” nie zajmował się polityczną stroną konfliktu. Osadził go w konkretnej, znakomicie zresztą naświetlonej sytuacji historycznej, ale nadał mu wymiar ponadczasowy.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama