Nie ma innego przepisu

O przepisie na dobre kino religijne mówi Dariusz Regucki, twórca „Boga w Krakowie”.

Reklama

Edward Kabiesz: Czy „Bóg w Krakowie” to rzeczywiście największa, jak twierdzi dystrybutor, produkcja religijna w Polsce?

Dariusz Regucki: To oczywiście opinia producenta. Słowo „największa” kojarzy się z finansami, a my przecież poruszamy się cały czas w niskich budżetach. Natomiast udało mi się zaprosić do filmu fantastycznych ludzi i wynegocjować też dobre stawki.

Film ma bardzo dobrą obsadę. Czy robił Pan castingi?

Nie było castingów. Pisząc scenariusz, już mam w głowie obsadę. Jeżeli piszę rolę krakowskiej kwiaciarki, to już widzę Dorotę Pomykałę.

Dlaczego?

Decyduje rys osobowościowy postaci, którą wymyśliłem. Zamykam oczy i widzę właśnie tę aktorkę czy tego aktora. Później wysyłam scenariusz. Żadna z osób, którym zaproponowałem rolę, nie odmówiła zagrania w filmie.

Czy nie uważa Pan, że „Bóg w Krakowie” to coś w rodzaju filmowego portretu tego miasta?

Miasto rzeczywiście jest jednym z bohaterów filmu. Zależało mi, by pokazać Kraków, ale trochę inny niż ten, który znamy z folderów. Chciałem pokazywać miejsca mistyczne, omodlone. Jeżeli policzyć naszych błogosławionych i świętych, to większość z nich była związana z Krakowem.

W filmie pojawia się m.in. obraz Matki Bożej od Wykupu Niewolników. Czym się Pan kierował, wybierając ten plan filmowy?

To akurat podpowiedź naszego producenta. Poszedłem więc do kościoła św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty. Byłem zdumiony, kiedy zobaczyłem, że tam cały czas ktoś się modli. Później rozmawiałem z siostrami, które się nim opiekują, i dowiedziałem się, jakie tam dzieją się cuda.

W każdej z tych siedmiu opowieści, które widzimy na ekranie, dzieją się rzeczy niezwykłe.

Nie tylko na ekranie. Wydarzyły się również poza planem. W filmie pokazuję historię małżeństwa, które boryka się z poważnym problemem. Ta para, którą grają Karina Seweryn i Przemek Redkowski, nie może mieć dziecka. Karina pasowała mi do tej roli, ale w czasie próby wyczuwałem z jej strony jakiś opór, że coś jest nie tak. Spytałem ją, o co chodzi. Powiedziała, że wraz z mężem od lat starają się o dziecko, ale bezskutecznie. Jest to dla nich dramat. A teraz dostaje rolę, w której ma grać siebie, co jest dla niej trudne. W końcu jakoś opanowaliśmy te emocje, wszystko poszło dobrze. Jakiś czas po zakończeniu planów zdjęciowych Karina zadzwoniła i powiedziała, że wydarzył się cud.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama