Śmiertelny pocałunek

Komedia romantyczna, współczesne love story. Widz, kupując bilet na „Zanim się pojawiłeś”, nie spodziewa się, że pod takimi hasłami będzie miał do czynienia z promocją szwajcarskich klinik „godnej śmierci”.

Reklama

Zaczyna się nieźle i gdzieś do połowy filmu nadzieje widza wydają się spełniać. Później doznaje on jednak szoku i zaczyna się zastanawiać, czy trafił na film, który chciał obejrzeć. A może po prostu pomylił salę filmową w multipleksie?

Nikt nie lubi recenzji, które ujawniają szczegóły akcji filmu, albo, co gorzej, jego zakończenie. Czasami jednak, jak w przypadku „Zanim się pojawiłeś”, nie można tego pominąć.

Pierwszoplanową bohaterkę filmu Luizę Clark zagrała, znakomicie zresztą, Emilia Clarke, znana z roli Daenerys Targaryen w serialu „Gra o tron”.

Luiza ma 26 lat, mieszka wraz z rodziną w małym miasteczku, właśnie straciła pracę. Z entuzjazmem przyjmuje więc ofertę pracy w charakterze opiekunki Willa Traynora, sparaliżowanego w wyniku wypadku. Nie przypuszcza jednak, co ją czeka. Okazuje się, że jest już kolejną zatrudnioną przez rodziców Willa opiekunką, bo pozostałe nie mogły wytrzymać z nieznośnym pacjentem. Will pochodzi z bogatej rodziny, przed wypadkiem odnosił sukcesy, pracując w bankowości, uwielbiał sport, prowadził towarzysko aktywne życie. Wypadek wszystko zmienił. Jest całkowicie uzależniony od innych. Po dwóch latach intensywnych ćwiczeń i rehabilitacji Will może praktycznie posługiwać się tylko dwoma palcami jednej ręki. Zamożni rodzice zapewniają mu całodobową opiekę, znakomitego rehabilitanta, dysponuje też najnowszym sprzętem medycznym, który ma ułatwić mu życie. Jednak mężczyzna, który kiedyś pełnymi garściami korzystał z życia, teraz jest zgorzkniałym, traktującym wszystkich dookoła obcesowo cynikiem. Nie chce wychodzić ze swojego pokoju ani spotykać się z ludźmi. Z niechęcią też przyjmuje nową opiekunkę.

Agitka o eutanazji

Zgodnie z zasadą, że przeciwieństwa się przyciągają, energia, bezpośredniość i optymizm Lou sprawiają, że Will zmienia swój stosunek do życia i do dziewczyny. Zaczyna darzyć ją coraz większym szacunkiem. Ona też coś zyskuje i zaczyna dostrzegać, że świat nie kończy się na małym miasteczku, w którym żyje. Bo według Willa życie w prowincjonalnym miasteczku nie jest życiem naprawdę. Prawdziwe życie kwitnie w wielkich metropoliach.

Z czasem pacjent staje się bardziej otwarty, daje się namówić na wyjście na koncert, a nawet na wycieczkę na Majorkę. Lou udowadnia mu, że paraliż to nie koniec życia. Jak to bywa w tego rodzaju filmach, oboje, opiekunka i pacjent, zakochują się w sobie. Wszyscy, nawet rodzice Willa, są zaskoczeni i cieszą się, że syn odzyskał radość życia na tyle, na ile to możliwe w takiej sytuacji. Mają nadzieję, że dzięki Lou życie ich syna znowu nabierze kolorów. Okazuje się, że wszyscy, łącznie z widzami, ulegli złudzeniom. To, co oglądamy w pierwszej części, wydaje się zapowiadać historię miłosną z mocnym przesłaniem pro life. W pewnym momencie film jednak niespodziewanie skręca, nawet wbrew psychologicznemu prawdopodobieństwu, w stronę proeutanazyjnej agitki.

Uważny widz z pewnością już w pierwszej części dostrzeże, że eutanazja będzie jednym z głównych wątków obrazu. Zapowiada to podsłuchana przez Lou rozmowa rodziców Willa, a później list z nadrukiem szwajcarskiej kliniki. Jednak rozwój akcji i coraz bliższa relacja między pierwszoplanowymi bohaterami nie wskazują, że wydarzenia potoczą się akurat w takim kierunku. Tym bardziej że zakochują się w sobie, a dziewczyna udowadnia Willowi, że mimo paraliżu można żyć inaczej.

Nazwałem film agitką, ponieważ bohaterowie niby o eutanazji dyskutują, ale jest to dyskusja pozorna. Najgłośniej i najwyraźniej wybrzmiewa przekonanie jednej ze stron, czyli Willa. I tu nagle widz doznaje szoku, bo Will w momencie, kiedy wydaje się, że szczęście jest blisko, postanawia wypełnić swój podjęty już wcześniej zamiar. Postanawia popełnić samobójstwo w szwajcarskim „domu śmierci”, zgodnie z pojawiającym się kilka razy w filmie mottem: „Żyj godnie i umrzyj z godnością”.

Lokowanie produktu

Chociaż niektórzy bohaterowie początkowo nie zgadzają się z jego decyzją, za ich słabym oporem nic właściwie nie stoi. Nie potrafią przedstawić jakichkolwiek, poza emocjonalnymi, argumentów natury moralnej, nie mówiąc już o religijnej. W ich świecie Bóg nie odgrywa żadnej roli.

Przesłanie filmu jest wyraziste. Życie na wózku inwalidzkim nie ma nic wspólnego z godnością, więc trzeba je godnie zakończyć. Nic dziwnego, że takie przesłanie wzbudziło protesty licznych stowarzyszeń niepełnosprawnych. Tym godnym zakończeniem jest samobójstwo, którego można dokonać, wciągając do pomocy najbliższych. Dlaczego? By pomóc sobie i uwolnić bliskich od ciężaru, nawet jeżeli tego nie chcą. W filmie, z większymi czy mniejszymi oporami, wszyscy, z wyjątkiem jednej postaci, decyzję Willa akceptują. Wyłamuje się tylko matka Lou, która nazywa ją morderstwem. Kiedy jej córka postanawia wyjechać do szwajcarskiej kliniki, by uczestniczyć w samobójstwie Willa, usiłuje bezskutecznie odwieść ją od tej decyzji. Ale postać matki, która nosi na szyi krzyżyk, wydaje się w filmie jakby przybyszem z innego świata. Najlepiej widać to w scenie wspólnego posiłku, gdzie pokazana jest jako osoba religijna – z dystansem i przymrużeniem oka. Jako odchodzący w przeszłość relikt.

Filmów na temat eutanazji, najczęściej popierających ją, powstało już sporo. Z tym że były to przede wszystkim dramaty psychologiczne. Tym razem twórcy filmu, wykorzystując popularny gatunek i wprowadzając w błąd widza, promują eutanazję będącą jednym z tych działań, które Jan Paweł II określił terminem „cywilizacja śmierci”. To film z tezą coraz wyraźniej akcentowaną w kampaniach medialnych na rzecz eutanazji, czyli „dobrej śmierci”.

Po obejrzeniu filmu można dojść do wniosku, że powstał on na zamówienie jednej ze szwajcarskich „klinik”, bo nachalnie akcentowane hasło: „Żyj godnie i umrzyj godnie” przewija się w nim wiele razy. Czasem można odnieść wrażenie, że to po prostu ordynarne lokowanie produktu.

Zanim się pojawiłeś,reż. Thea Sharrock,wyk.: Emilia Clarke,Sam Claflin, Charles Dance, Janet McTeer, Brendan Coyle, USA 2016

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Gość
    18.07.2016 13:12
    Byłam, widziałam i w pełni zgadzam się z opinią autora tego artykulu... Przesłanie ewidentnie promujące śmierć ponad życie.... o co chodziii? Szkoda mi tych pieniędzy i czasu, ktore poświęciłam na ten film zwlaszcza, że trailer mistrzowsko zmanipulowany sugerował zupełnie inną fabułę :-\ Smutne to bardzo.... że tak oszukuje się widzów... :'(
  • Bella
    18.07.2016 17:36
    Byłam ,widziałam,film świetnie zagrany ,głównie przez pierwszoplanową aktorkę. Dyskusyjny i to dla mnie jest plus. Nie chce mi się chodzić na filmy ,które jem jak papkę i nic z nich nie zostaje. Mieliśmy okazje po filmie porozmawiać o eutanazji o beznadziei ludzi niewierzących i tym jak im generalnie współczujemy .
  • Gość
    18.07.2016 21:49
    Film ogląda się świetnie, jest wrsoły i dający nadzieję. Wszystko rozwala dopiero samo zakończenie, ono jest bez sensu, nadzieję odbiera. Ale czy to wina twórców filmu? Nie, to wina autorki książki, której jest adaptacją.
  • bob
    20.07.2016 10:20
    Ja po filmie miałem wrażenie, że Will zmarnował szansę na coś pięknego, na "dobre życie" (jak sam to określił); Luiza słusznie wytykała mu egoizm. Film utwierdził mnie w poglądach przeciwnych eutanazji, ukazując zło, do którego ona prowadzi. Myślę, że można interpretować go wielorako.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama