Wiara dała mi bazę

Mój rozwój biznesowy szedł równolegle z duchowym. Bogu dziękuję, że tak było.

Reklama

Autor tych słów z pewnością może powiedzieć o sobie, że jest człowiekiem sukcesu. W swojej działalności biznesowej osiągnął wiele, czego dowodem może być olbrzymia hala w Szeligach, widoczna już z daleka z obwodnicy Warszawy. Dzisiaj uwijają się w niej pracownicy firmy, którzy ładują na ciężarówki sprzęt potrzebny do oświetlenia specjalnych stref na czterech stadionach Euro 2016. Siwczyk zawsze podkreśla, że to pracownicy stanowią dziś siłę i jakość jego firmy. W hali realizowane są produkcje dla najważniejszych stacji telewizyjnych. Transcolor, firma Lucjana Siwczyka, od lat jest potentatem w dziedzinie oświetlenia scenicznego, obsługuje koncerty, festiwale i imprezy plenerowe. Jego nazwisko w branży było dobrze znane, ale szerszą uwagę mediów zwróciła dopiero sprawa „tajemniczego inwestora”, który wyłożył środki na dokończenie zdjęć do filmu „Smoleńsk”.

Lucjan Siwczyk startował, nie posiadając żadnego finansowego zaplecza. Hobby stało się jego pracą. Nie lubi słowa sukces, bo kojarzy mu się z pychą. Jeżeli go używa, zawsze podkreśla, Komu go zawdzięcza. – Często człowiek osiągając jakiś sukces, czuje dumę, która szybko przeradza się w pychę. A ja żyję ze świadomością, że wszystkie swoje sukcesy zawdzięczam Bogu – wyjaśnia. – Wiele razy miałem tego dowody, jak na przykład w biznesie, w sytuacjach propozycji korupcyjnych, kiedy odmawiałem i nie dostawałem zlecenia. Za chwilę skądinąd przychodziła lepsza oferta, a za kilka dni jeszcze lepsza. Czyż to nie jest opatrzność Boża?

Swoją wiarę Siwczyk wyniósł z domu, ale przyznaje, że w latach 80. znacznie ją pogłębił. – Trafiłem do duszpasterstwa akademickiego przy krypcie katowickiej katedry. Chodziłem tam często na Msze św., rekolekcje i spotkania. Klimat, treści i środowisko, które stworzył tam wówczas ks. Stanisław Puchała, bardzo mi odpowiadały. Wtedy, mając 23 lata, tak naprawdę się nawróciłem. Stawiając Boga na pierwszym miejscu, stopniowo zauważałem, jak wiele innych rzeczy w moim życiu układa się we właściwym porządku. Słowo Boże i modlitwa stawały się dla mnie coraz ważniejsze. Wcześniej, owszem, wierzyłem, chodziłem do kościoła, na religię, jednak było to dość powierzchowne. W wieku kilkunastu lat buntowałem się, kontestując również wiarę. Ale pierwiastek Boży zasiany w małym dziecku prędzej czy później wydaje owoce – tłumaczy Siwczyk. – To prosta wiara mojej mamy dała mi tę bazę, do której wciąż mogę wracać. Dzisiaj chodzę do Kościoła, bo chcę, modlę się, bo chcę, po prostu Pan Jezus jest moim bliskim Przyjacielem!

 

Od 1984 r. Lucjan Siwczyk corocznie chodzi z pielgrzymką warszawską do Częstochowy. Żonę poznał w czasie jednej z nich. – Stworzyliśmy takie małe środowisko pielgrzymkowe, czyli grupkę ludzi, którzy nadają na tych samych falach.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama