Przełamywanie tabu

Znaczna część zachodnich seriali telewizyjnych nachalnie przekonuje widza, że we współczesnym świecie nie ma miejsca dla konserwatywnych wartości.

Reklama

Trudno przecenić rolę, jaką w kształtowaniu świadomości widza pełnią telenowele i seriale. Te pierwsze prawie codziennie trafiają pod strzechy. Te drugie, od czasu głośnej „Kompanii braci”, przestały być ubogimi krewnymi produkcji przeznaczonych dla kin. Ich budżety są porównywalne z bud- żetami największych kinowych produkcji, mają też wielokrotnie większą oglądalność. Nie tylko dostarczają rozrywki i mocnych wrażeń, ale także stają się źródłem wiedzy o świecie, problemach społecznych czy historii. Ich siła oddziaływania jest tak wielka, że stają się znakomitym narzędziem promocji poglądów i zachowań. Są nośnikiem, a czasem po prostu tubą propagandową określonej ideologii. Szczególnie jeżeli jest to proces długofalowy, kiedy widz przyzwyczaja się do serialowych postaci i wątków, które stają się nieraz częścią jego codzienności, jak to jest w przypadku telenowel.

Pół biedy, jeśli telenowele czy seriale zachęcają do walki z rakiem czy innymi chorobami. Jednak najczęściej ich autorzy walczą z tzw. stereotypami w różnych dziedzinach życia. Nazywają to przełamywaniem tabu. Dotyczy to zarówno religii, jak i rodziny. Podkreślają często konieczność tzw. tolerancji, co sprowadza się w tym wypadku do akceptacji każdej odmienności. To już nie tylko przemycanie, ale nachalne przekonywanie, że konserwatywne wartości są nie na miejscu we współczesnym świecie. To swoiste pranie mózgów ma uświadomić widzowi, że jeśli jego poglądy są konserwatywne, jest jakimś reliktem z przeszłości.

Religia ogranicza

Pionierską rolę pod tym względem odgrywa telewizja HBO. Jej sztandarowym serialem jest „Gra o tron”. Takiej dawki okrucieństwa na telewizyjnym ekranie jeszcze nie oglądaliśmy, a i w filmach kinowych trudno znaleźć podobne przykłady. Nie chodzi jednak tylko o wyraziste sceny przemocy. Podejmowane w „Grze o tron” takie wątki jak kazirodztwo czy prostytucja prezentowane są bez żadnego dystansu.

Jest to serial fantasy, w którym ważną rolę odgrywa religia. W serialowym Westeros praktykowanych jest wiele wierzeń, a ich kapłani chcą przede wszystkim uzyskać wpływy polityczne. Największą rolę odgrywa Wiara Siedmiu, której wyznawcy czczą jednego boga. Występuje on w siedmiu aspektach. Wyznawcom i kapłanom tej religii przewodzi Wielki Wróbel, który robi wszystko, by przekształcić Westeros w państwo religijne, jakim kiedyś było. Ma do dyspozycji fanatycznych mnichów, zwanych „wróblami”, którzy bezwzględnie egzekwują kary za popełniane grzechy. Jeżeli ktoś miałby wątpliwości, do jakiej religii nawiązuje Wiara Siedmiu, rozwiewa je George R.R. Martin, autor literackiego pierwowzoru serialu. – Wróble to moja wersja średniowiecznego Kościoła katolickiego, okresu, kiedy dominowali w nim skorumpowani papieże i biskupi. To byli ludzie pozbawieni religijnego ducha – wyjaśniał Martin w jednym z wywiadów.

W serialu dostaje się również Kościołom protestanckim. Każda religia ogranicza człowieka, jest złem i niesie z sobą różnorakie niebezpieczeństwa, przede wszystkim groźbę fanatyzmu.

„Gra o tron” jest serialem fantasy, ale podobny sposób widzenia religii znajdziemy w wielu popularnych serialach historycznych. Wystarczy przypomnieć te najpopularniejsze, czyli „Tudorów”, „Rodzinę Borgiów”, „Wikingów”, oraz sposób, w jaki ukazują duchownych, a szczególnie przedstawicieli hierarchii.

Chrześcijanin podejrzany

W serialach o tematyce współczesnej Bóg nie istnieje, a chrześcijanie należą do bohaterów co najmniej podejrzanych. Dlaczego? Jeżeli serial rozgrywa się np. w południowych stanach USA, są najczęściej rasistami i nie lubią obcych. W popularnych serialach kryminalnych policjant, który nie akceptuje homoseksualistów i wyraża swoje zdanie na ich temat, z pewnością okaże się brutalem, a jego ciemne sprawki prędzej czy później wyjdą na jaw. Twórcy bardzo dbają również o reprezentatywność w serialach różnych mniejszości. Rasowych, etnicznych, ale od lat szczególnie mniejszości o orientacji homoseksualnej. Pisząc o tym, należałoby raczej używać słowa „nadreprezentacja”, bo wbrew statystykom właściwie w każdym nowym serialu, obyczajowym czy kryminalnym, musi się pojawić bohater o takiej orientacji. Kiedyś wyłącznie w roli ofiary, ale obecnie często jako osoba w pełni akceptowana w danym środowisku, żyjąca w formalnym lub nieformalnym związku. Jeżeli ktoś ma na ten temat zdanie odmienne, naraża się na ostracyzm. Tu nie chodzi już wyłącznie o tolerancję. Ich twórcy przekonują widza, że to, co ogląda na ekranie, jest normą, a tradycyjna rodzina odeszła w przeszłość.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Ślązak
    05.08.2016 10:02
    Czy tylko zachodnie seriale? A nasze? Nachalne lansowanie luksusów i "wolnego seksu", spychanie życia duchowego do roli skansenu, brak pochylenia się nad życiem ubogich
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama