Letnie kino

Lato w pełni, a pogoda raczej kinowa. Na ekranach króluje rozrywka, ale można również znaleźć kilka tytułów, które nie tylko bawią.

Reklama

Filmy te można zobaczyć przede wszystkim w kinach studyjnych, później prawdopodobnie trafią na płyty DVD. Spośród trzech godnych polecenia jednym z najbardziej nagradzanych jest „Subtelność”, którą według własnego scenariusza nakręcił Christian Vincent. Polski tytuł filmu wydaje się nie mieć związku z fabułą, ale oddaje raczej sposób jego realizacji.

Sędzia +10

Michel Racine, bohater filmu, jest sędzią. Jak wynika z relacji jego kolegów, nie patyczkuje się z sądzonymi. Skazuje ich najczęściej na najwyższe możliwe kary, stąd owe +10. Boją się go przestępcy, nie cieszy się specjalną sympatią kolegów. Jest całkowicie oddany swojej pracy i nawet teraz, kiedy zachorował na grypę i ratuje się mocnymi lekami, postanawia przewodniczyć ławie sędziowskiej w szczególnie trudnej rozprawie. Na ławie oskarżonych zasiada młody bezrobotny mężczyzna. Nie budzi sympatii widza ani sądowej publiczności, tym bardziej że zarzuca mu się spowodowanie śmierci swojej kilkumiesięcznej córeczki. Oskarżony odmawia jakichkolwiek zeznań, co nie poprawia jego sytuacji.

Jednak film Vincenta nie jest typowym dramatem sądowym. Przedstawia raczej kulisy działania sądu, pokazanego w filmie na kształt teatralnej sceny z rozpisanymi na role kwestiami. Takie wrażenie pogłębia powtarzana kilkakrotnie scena, kiedy Racine naciska dzwonek i wraz z sędziami przysięgłymi wchodzi na salę sądową.

Z tą różnicą, że tu rozgrywa się prawdziwy dramat, którego uczestnicy zdecydują o losie oskarżonego. W filmie znajdziemy również delikatnie poprowadzony wątek melodramatyczny. Najciekawszy wydaje się jednak inny, nawiązujący do coraz bardziej zróżnicowanego kulturowo i ekonomicznie społeczeństwa francuskiego. Chodzi o sędziów przysięgłych, którzy do sądzenia konkretnej sprawy wybierani są losowo, dzięki czemu reżyser mógł przybliżyć sylwetki ludzi pochodzących z różnych warstw społecznych. Są tu bezrobotni (chyba jest ich najwięcej), a także ludzie o niższym czy wyższym statusie zawodowym. Jest także młoda muzułmanka, której mąż pozwolił wyjść z domu i uczestniczyć w rozprawie tylko dlatego, że obawiał się kary, bo stawiennictwo w sądzie jest obowiązkowe. Ta różnorodność pozwala reżyserowi subtelnie zasygnalizować napięcia rodzące się pomiędzy przysięgłymi.

Na czym się oprzeć

Natalia wraz z mężem wiedzie ustabilizowane życie wypełnione pracą. Uczy filozofii w szkole średniej w Paryżu, pisze podręczniki i wydaje redagowaną przez siebie serię naukowych książek. W młodości była radykalną działaczką, brała udział w studenckich protestach, ale te czasy już minęły. Zajmuje się również nie całkiem zrównoważoną matką, która wymaga nieustannej uwagi. W pewnym momencie w jej życiu zachodzą katastrofalne wydarzenia, które sprawiają, że staje na rozdrożu.

„Co przynosi przyszłość” to jeden z nielicznych francuskich filmów podchodzących poważnie do pytań dotyczących wiary i Boga. Mia Hansen-Løve, reżyserka, w jednym z wywiadów przyznała, że prawdopodobnie załamałaby się w sytuacji, w jakiej znalazła się jej bohaterka. Dodała, że w podejściu Natalii wobec spadającego na nią ciosu duże znaczenie miała uprawiana przez nią profesja. Jako nauczycielka filozofii, zdaniem reżyserki, kobieta potrafiła zracjonalizować swoje życie i pogodzić się z niespodziewanym odejściem męża. Czy to rzeczywiście wystarczy?

Nie jest żadnym odkryciem, że w życiu Francuzów religia, z wyjątkiem środowisk muzułmańskich, nie odgrywa obecnie jakiejś znaczącej roli. Film zadaje egzystencjalne pytanie, skąd w takim zsekularyzowanym świecie znaleźć siłę, która nadałaby życiu sens. Natalia, jako wykładowczyni filozofii, często w czasie zajęć czyta studentom fragmenty dzieł dotyczących tego problemu. Natomiast scena, na którą warto zwrócić uwagę, rozgrywa się w autobusie, kiedy Natalia cytuje Pascala. Znakomicie obrazuje ona problem, który nurtuje przecież nie tylko bohaterkę. Czy wiara kłóci się z rozumem? Na czym się oprzeć, jeżeli nie wierzysz? Oglądając film, czujemy, że kwestia poszukiwania Boga dla Natalii, jak i dla reżyserki, jest tu nieustannie obecna. Oczywiście można „Co przynosi przyszłość” odbierać również jako obyczajowy obrazek z życia francuskiej elity intelektualnej, ale uważny widz natychmiast wychwyci wspomniane wyżej problemy. Widzów, którzy szukają w letnim kinie przede wszystkim dobrej rozrywki i których filozoficzne wątki mogą zniechęcić, zapewniam, że fabuła wciąga, a kolejnym atutem jest doborowa obsada z Isabelle Huppert na czele.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama