Jogging z Pikachu

Na ulicy coraz częściej można spotkać ludzi z telefonami w dłoniach, których ogarnął szał łapania japońskich stworków. 
 Na Pokemon Go poświęcają więcej 
czasu niż na Facebooka.

Reklama

Leniwe popołudnie przed warszawskim centrum handlowym Arkadia. Grupa kilku osób ze smartfonami wymienia spostrzeżenia: „Mam Pidgeya!”; „A ja Rattata!”. Sam próbuję złapać Vulpixa, ale ubiega mnie jakiś mężczyzna, który pewnym ruchem palca na ekranie telefonu przesuwa Poke Balla w kierunku stworka. Jako świeżo upieczony gracz zostaję z niczym, ale trudno, trzeba szukać dalej. Niezorientowany w cyfrowej rzeczywistości obserwator tej sceny mógłby zapytać: „O co w tym wszystkim chodzi?”.

Pokemon Go to nowa aplikacja na smartfony, wzorowana na popularnej grze, która powstała w 1995 r. w Japonii. Na konsolach grały w nią dzieci na całym świecie, marząc o złapaniu wszystkich 151 pokemonów, z których każdy ma inne cechy i zdolności.

Na czym polega wyjątkowość Pokemon Go poza lepszą niż 20 lat temu grafiką? Nowa gra na Androida wykorzystuje tzw. rzeczywistość rozszerzoną: obraz wykreowany w świecie wirtualnym jest połączony z rzeczywistym, który widzimy dzięki kamerze zainstalowanej w naszym telefonie. – Na konsolach Game Boy wszystko było „rozpikselowane”. Tutaj jest efekt „wow”, kiedy przez aparat widać pokemona pod drzewem, na samochodzie czy na talerzu – opowiada Paulina Dziedzic, która od wielu lat interesuje się pokemonami.

Aplikacja, wykorzystując technologię GPS, wyświetla na mapie miejsca, które powinniśmy odwiedzić, chcąc osiągać wyższe poziomy gry. Umieszczony na mapie awatar porusza się tylko wtedy, kiedy rzeczywiście przemieszczamy się z naszym smartfonem. Zbliżając się do pokemona, włączamy obraz z kamery i widzimy stworka skaczącego na chodniku czy na trawie. Można go znaleźć choćby na własnej ulicy, ale nie jest łatwo – trzeba się trochę nachodzić.

Sposób na lenia

– Na początku mamy kościół Mariacki. Znajdujemy tutaj dwa Poke Stopy. Mijamy pomnik Adam Mickiewicza i zdobywamy kolejne Poke Balle – opowiada w swoim filmie youtuberka prowadząca kanał Babski Gaming. Gdyby nie dziwne nazwy towarzyszące krakowskim monumentom, można by pomyśleć, że chodziło o przedstawienie najciekawszych zabytków królewskiego miasta. Tymczasem to jeden z materiałów instruktażowych, w których internauci pokazują, jak grać w Pokemon Go. Dowiadujemy się m.in., że Poke Stopy to miejsca, w których można znaleźć przedmioty przydatne w grze, a Poke Gymy to sale treningowe, w których można przygotować stworki do walki. Najciekawsze jest jednak łapanie pokemonów – nie ma większej przyjemności niż znalezienie rzadkiego okazu.
– Ostatnio odwiedziłam Trójmiasto. Wybrałam się na gdyńskie molo w Orłowie, na klif, na cypel w Rewie – z reguły trudno osiągalne lokalizacje są wynagradzane. Znalazłam tam jednego z rzadszych pokemonów, Dratiniego – mówi Weronika Bartczak.

Chociaż gra oficjalnie weszła do Polski dopiero 16 lipca, to właśnie w naszym kraju można natknąć się na wyjątkowo dużą liczbę pokemonowych punktów: w Warszawie istnieje ich ponad 1000, a w Krakowie i wspomnianym Trójmieście ok. 500. Pokemony i niezbędne do ich złapania Poke Balle ukryto w kościołach, ratuszach, muzeach, bibliotekach, pomnikach i wielu innych miejscach. Jedno nie ulega wątpliwości: ich odwiedzenie wymaga trudu, który ma pozytywny wpływ na ogólną kondycję współczesnego, stroniącego od wysiłku fizycznego człowieka. – Dużo częściej teraz chodzę lub jeżdżę na rowerze, staram się wracać różnymi drogami do domu – przyznaje Weronika Bartczak.

Kontrowersyjny Koffing

Ze statystyk wynika, że entuzjaści Pokemon Go poświęcają na grę średnio 33 minuty dziennie. Zazwyczaj poszukiwaniu stworków towarzyszą inne czynności: spacer, zakupy. – Zwykle jak gdzieś wychodzę, to odpalam sobie grę. Nigdy nie wyszedłem z domu po to, żeby specjalnie pograć w Pokemon Go – tłumaczy czternastoletni Kuba. Zdarzają się jednak tacy, którzy na uganianie się za Bulbasaurem i jego kolegami przeznaczają nawet
4 godziny dziennie. Należy do nich piętnastoletni Krzysiek. – Ostatnio udało mi się złapać Pikachu w Manufakturze – cieszy się gimnazjalista. Żeby zdobyć innego pokemona, przejechał na rowerze aż 10 km wzdłuż autostrady. Z kolei jego rówieśnik, także Krzysztof, chwali się złapaniem Gastliego, którego udało mu się wytropić w Lesie Łagiewnickim. – Znalazłem go na cmentarzu – wyjaśnia.

W tym miejscu pojawia się poważny problem: pokemony i Poke Stopy są umieszczane w różnych, często wymagających szacunku miejscach, w których bieganie za wyimaginowanymi stworkami obraża uczucia innych. W tym kontekście do szczególnie przykrej sytuacji doszło w Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie. Osoby odwiedzające wystawę dotyczącą pamięci tych, którzy zginęli w komorach gazowych, mogły natknąć się na Koffinga – pokemona, który emituje wokół siebie chmurę gazu. W internecie pojawiło się jego zdjęcie, a w tle znalazła się poświęcona zamordowanym Żydom ekspozycja. – Gra w Pokemon Go jest nieodpowiednia w miejscu, w którym upamiętniane są ofiary nazizmu. Szukamy rozwiązania, które pozwoli nam wykluczyć muzeum z tej gry – tak komentował tę sprawę Andrew Hollinger, dyrektor do spraw komunikacji amerykańskiej placówki. Na problem zwróciły także uwagę osoby zarządzające polskim Muzeum Auschwitz. Po otrzymaniu skarg producenci Pokemon Go zapewnili, że postarają się rozwiązać ten problem – zdali sobie sprawę, że takie sytuacje nie powinny mieć miejsca.

Na negatywne aspekty łapania stworków zwrócił także uwagę José Mourinho, który kategorycznie zabronił swoim piłkarzom gry w Pokemon Go. Menedżer Manchesteru United zauważył, że aplikacja dekoncentruje sportowców, dlatego zakazał im jej uruchamiania przed treningami i meczami.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| POKEMON GO

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • JAWA25
    04.09.2016 17:43
    czy pokemony są tak ważne żeby o nich pisać na tej stronie? tylko zapewnia się temu czemuś reklamę
  • Marcin
    05.09.2016 17:05
    Dlaczego od razu chorzy. W życiu musi być czas na wszystko. Kościół i Wiara muszą być u podstaw. Ale wcale to nie znaczy, że nie można z dziećmi wyjść na długi spacer - spalić kalorii przy okazji porozmawiać z nastoletnią córką. W niedzielę pójść na Mszę Św. bez telefonu. Artykuł jest napisany bardzo bezstronnie. Oczywiście, że da się znaleźć w Pokemon Go sporo złych rzeczy - jak we wszystkim co może uzależnić. Ale ma też dużo dobrych stron - przede wszystkim ruch fizyczny. Ja sam z dziećmi przeszedłem przy okazji tej gry z 40 km. Jeszcze raz na koniec powtórzę. Na wszystko musi być czas i odpowiednia atencja - i na Kościół i na zabawę. Rodzic musi być blisko dziecka, a to się wiąże z tym, że w pewnym stopniu trzeba wejść w ten młodzieńczy świat by go zrozumieć. Nie można od razu negować. Szczególnie bez poznania i zrozumienia...
  • Gość
    06.09.2016 07:51
    Dlaczego nie piszecie tez ze to jest okultystyczna gra i ze naraza dzieci na obcowanie z przemoca;wplywa na nieuksztaltowany umysl dziecka elementami filozofii i religi dalekiego Wschodu.Pokemony nierzadko traktowane sa jak magiczne amulety,chroniace nie tylko przed innymi pokedemonami,ale tez jakimis elementami rzeczywistego swiata.Niesie to ze soba dodatkowe zagrozenia duchowe i psychologiczne.Przykro ,ze "Wiara.pl" nie pisze nic o tym ale tylko reklamuje ta okultystyczna gre.
  • Gość
    06.09.2016 20:00
    egzorcysta ks. Piotr Glass o pokemonach go https://www.youtube.com/watch?v=_23mT6oxGDw
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama