Chwała, nie chała!

O tym, jak się robi święty hałas, z Gabrysią Gąsior rozmawia 
Marcin Jakimowicz.

Reklama

Marcin Jakimowicz: Wychodziłaś kiedyś na scenę, by zaśpiewać „Słudzy Pańscy chwalcie Pana”, a tak naprawdę chciało Ci się płakać?

Gabrysia Gąsior: Oczywiście. Zastanawiałam się nawet kiedyś, czy można śpiewać utwory uwielbienia w chwili, gdy czujesz, że wszystko ci się sypie, ogarnia cię potężny smutek, a wszystko w środku krzyczy: „Nie!”. Doświadczyłam jednak tego, że uwielbianie w tak trudnym czasie bardzo pomaga. Trudny czas szybciej przemienia się w czas dobry, błogosławiony.

A wiesz, że to samo powiedział mi niedawno Donald Turbitt: „Gdy zaczynasz szemrać, narzekać, wydłuża się proces twego uzdrowienia, dłużej czekasz na odpowiedź Boga”.

Ja naprawdę mam takie doświadczenie. Poza tym, gdy brakuje ci słów, możesz to uwielbienie wyśpiewać. Dla mnie takim zawirowaniem, czasem pustyni, był przedwczesny poród mojego synka Filipa. Urodził się 2,5 miesiąca za wcześnie. W czasie gdy nagrywaliśmy płytę. Mogłam go zobaczyć dopiero po pięciu dniach. Leżałam w szpitalnym łóżku i ogarniał mnie strach. Czasami był tak potworny, że bałam się wstać z łóżka i wyjść do toalety. Nocą moją głowę rozsadzały wątpliwości. Jedynym wyjściem z tej sytuacji było czytanie słowa Bożego. Modliłam się do Ducha Świętego, otwierałam Biblię i natrafiałam na fragmenty, które idealnie pasowały do mojej sytuacji. Bardzo mnie pokrzepiały. Czułam, że mam uwielbiać Boga w tej ciemnej sytuacji. Pomimo lęku… W lęku. W sytuacji, gdy żaden z lekarzy nie może mi powiedzieć, jak to się wszystko skończy. Widziałam niektóre pacjentki, jak starały się załatwiać podobne sprawy po ludzku. Jakimiś pieniędzmi. Ja czułam, że absolutnie wszystko jest w ręku Boga, a ja mam skupić się jedynie na uwielbieniu.

Pomogło?

Tak. Przetrwałam ten czas. W normalnych codziennych sytuacjach często się psychicznie sypię, a wtedy w czasie tej szpitalnej historii mój mąż powiedział: „Widzę, jak przechodzisz tę próbę, i jestem w szoku”. Szczerze mówiąc, nigdy wcześniej nie odczułam tak mocno Bożej obecności jak wtedy, podczas tych trudnych chwil. Napisałam wraz z mężem o tym piosenkę „Chcę dziękować Ci”. To muzyczna opowieść o tych wydarzeniach.

Byłaś kiedyś tak poruszona słowem czy pieśnią, że płakałaś na scenie?

Tak. Ale wtedy, gdy śpiewał ktoś inny. (śmiech) Wynika to chyba z tego, że ja bardzo nie lubię płakać publicznie, odsłaniać się, odkrywać. Pamiętam kiedyś koncert, na którym Sarah Davis, ciemnoskóra tancerka z Manchesteru, wykonywała praise dance, czyli taniec uwielbienia. Robiła to z taką pasją, że siedziałam i płakałam. Byłam tak mocno poruszona jej modlitwą, że nie mogłam powstrzymać łez. Ona tańcem wyrażała swą tęsknotę za Bogiem. Coś pięknego!

Na festiwalu w Osieku usłyszałem kiedyś, jak Wanda Reese z Atlanty mówiła: „Śpiewając gospel, staję twarzą w twarz z Bogiem”. Osoba niewierząca może śpiewać gospel?

Wiele razy się nad tym zastanawiałam. I szczerze mówiąc, wydaje mi się, że na dłuższą metę chyba nie będzie potrafiła. Złapie się w końcu na tym, że udaje. Wszystkie osoby, które spotkałam w chwili, gdy „weszły w gospel”, prędzej czy później musiały podjąć decyzję związaną z wiarą. I zazwyczaj przechodziły na stronę Pana Boga. Myślę, że niewierzący śpiewający gospel jest złym interpretatorem. Nie wchodzi w serce tej muzyki: w Ewangelię, emocje, uwielbienie…

Oglądałem koncert uwielbienia na ŚDM w Brzegach. Widać było, że dla każdego z was było to świadectwo wiary.

Myślę, że wszyscy wykonawcy wciąż nie mogą się po tym wyjątkowym koncercie pozbierać. (śmiech)

Ponaddwumilionowej publiczności może wam pozazdrościć U2.

Widziałam morze ludzi, morze światła. Nie dostrzegałam pojedynczych twarzy (to pomagało, bo nie zżerała mnie trema). To był błogosławiony czas. Jasne, były trudności: przejście wielu kilometrów, przepustki BOR-u... Sto osób nie zostało przepuszczonych na próbę, bo nie miały przepustek. Siedziały cały dzień za szlabanem. Przyszedł do nich jeden z księży należący do chóru i odprawił dla nich Mszę Świętą. Chyba za tym szlabanem bawili się lepiej niż my na próbie... A sam koncert był naprawdę błogosławionym czasem...

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama