O Maksymiliana dziwnie spokojna

Nie miała lekkiego życia. Kim była kobieta, która przeżyła męża i wszystkie swoje dzieci?

Reklama

Historia Kolbów jest tyleż fascynująca, co przygnębiająca. Natalia Budzyńska dotarła do wszelkich dokumentów, świadków i zapisków, by stworzyć interesujące studium tej rodziny, a zwłaszcza portret matki – Marianny Kolbe z domu Dąbrowskiej.

Już ze wstępu wiemy, że fabuła będzie gęsta: „Poznając historię Marianny Kolbe, można od razu zauważyć pewien schemat zachowań. To schemat porzuceń i odejść, któremu potrafili się przeciwstawić tylko jej dwaj synowie: Józef i Rajmund, przyszły ojciec Maksymilian. Nie potrafiła poradzić sobie z nim sama Marianna, która wiele lat żyła z mężem w separacji. Nie poradził sobie jej pierworodny syn Franciszek, który najpierw opuścił zakon, a potem żonę. Nie poradziła sobie jego jedyna córka, rozwodząc się z mężem, ani wnuczka Maria, popadając w alkoholizm”.

Marianna była dziesiątym dzieckiem zduńskich tkaczy. Rodzina prowadziła biedne życie, jak tysiące innych, które przybyły do „ziemi obiecanej”. Kolbowie mieli pięciu synów. Walenty umarł, gdy miał roczek, a Antoni żył 4 lata. Pozostałych – Franciszka, Rajmunda i Józefa – Marianna wychowywała twardą ręką, ojciec Juliusz w tym czasie ciężko harował w fabrykach. Po 20 latach małżeństwa Kolbowie podjęli decyzję o życiu w czystości, a w końcu o separacji. Juliusz zwolnił (na piśmie) Mariannę z małżeńskich przyrzeczeń, by mogła zamieszkać przy zakonie.

Gdy wybuchła I wojna światowa, najstarszy syn Franciszek (brat Walerian) uciekł z sześcioma innymi franciszkanami z zakonu. Marianna ciężko to przeżyła. Franciszek ożenił się ze „światową Irenką”, która w ogóle nie przypadła do gustu teściowej. Od żony też w końcu uciekł, mimo że miał z nią córkę.

Marianna zamieszkała w Krakowie u sióstr felicjanek i była – jak mówiły niektóre postulantki – „kobietą na posyłki”. Cały czas gorliwie modliła się za synów. „Marianna bolała nad losem pierworodnego, który nie wypełnił jej planów. O Maksymiliana była dziwnie spokojna, tak jakby to on nad wszystkim i wszystkimi z rodziny panował. (…) tylko jemu udało się przeciąć pępowinę” – pisze autorka.

Józef umiera nagle w wieku 34 lat, ale to śmierć Maksymiliana najboleśniej rani jej serce. Po raz pierwszy buntuje się przeciw woli Bożej. I to właśnie Franciszek musi ją wtedy pocieszać. Najstarszy syn wraca w końcu do rodziny, ale nie cieszy się ona nim długo...

Marianna przeżywa wszystkich, umiera w Wielkim Poście, rok po wojnie. Poznając historię tej rodziny, nie sposób nie zgodzić się z tezą autorki biografii, że „rodzina, która wydaje świętego męczennika, jest bardziej niż inne narażona na mające ją zniszczyć siły zła”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama