Dama zostanie w domu

Słynny obraz Leonarda da Vinci, bezcenne zbiory, bezprecedensowa transakcja. Państwo polskie zakupiło za 100 mln euro kolekcję Fundacji Książąt Czartoryskich.

Reklama

Jedni mówią – okazja, bo kolekcja warta jest szacunkowo kilkanaście miliardów. Inni psioczą na rozrzutność, bo w czasach, gdy na wszystko brakuje, pieniądze podatników poszły na zakup dla Muzeum Narodowego około 86 tys. obiektów muzealnych oraz około 250 tys. bibliotecznych, które i tak są ogólnie dostępne.

Andrzej Starmach, jeden z najbardziej znanych polskich marszandów, mówi wprost: – To dobra wiadomość, ale przede wszystkim dla księcia Adama Czartoryskiego: dostał 100 mln euro za coś, czym i tak nie mógł dysponować. Nabyliśmy coś, co mamy.

Całkowicie odmiennego zdania jest Zofia Gołubiew, historyk sztuki, przez 15 lat kierująca Muzeum Narodowym w Krakowie: – To najlepsza wiadomość dla polskiej kultury, jaką dostaliśmy na koniec roku. Nie jest prawdą, że mogliśmy dysponować tymi zbiorami. Owszem, nie można było ich na stałe wywieźć z kraju, ale poza tym, na skutek kolejnych zmian w statucie Fundacji Czartoryskich, państwo polskie miało coraz bardziej ograniczone możliwości decydowania o losach kolekcji.

„Dama” nad łóżkiem

Rzeczywiście, zapewne mało kto miał dotąd świadomość, że książę Adam Czartoryski mógł sobie… powiesić obraz Leonarda da Vinci nad łóżkiem w krakowskim mieszkaniu i nie udostępniać go zwiedzającym. Teoretycznie rzecz jasna. Ale i w praktyce wielokrotnie nie zawahał się korzystać ze swego prawa własności. Na przykład gdy sprzedał prywatnym kolekcjonerom niektóre eksponaty albo zadecydował, że na czas remontu gmachu Muzeum Czartoryskich „Dama z gronostajem” będzie eksponowana na Wawelu, a nie w Muzeum Narodowym, choć wcześniej książę zobowiązał się do takiego rozwiązania na piśmie.

Wykupienie zbiorów pozwala także dokończyć ciągnący się od 6 lat remont stałej siedziby „Damy”. Państwo polskie nie mogło bowiem sfinansować wartej 30 mln inwestycji, bo ministrowi kultury nie wolno wydawać pieniędzy na remont prywatnej własności. Dzięki podpisanej 29 grudnia transakcji zakupu kolekcji Fundacji Książąt Czartoryskich kończy się więc pat. Bezcenne zbiory są wreszcie bezpieczne i mają gwarancję godnego utrzymania.

Dokonanie transakcji było możliwe dzięki wykorzystaniu dobrego stanu finansów państwa i nowelizacji budżetu tuż przed końcem roku. Zakup umożliwiła determinacja obu stron, także Adama Czartoryskiego. Książę będący (ponoć) w tarapatach finansowych, parł do podpisania umowy wbrew zarządowi fundacji, który na znak protestu podał się do dymisji.

Z myślą o narodzie

Najstarsze polskie muzeum założyła w 1801 r. (jeszcze w Puławach) Izabela z Flemmingów Czartoryska. Nigdy nie miała to być prywatna kolekcja. Decydując się na jej utworzenie, księżna miała powiedzieć: „Ojczyzno, nie mogłam ciebie bronić, niechaj cię przynajmniej uwiecznię”. Muzeum powstało więc z myślą o narodzie. Z tą też intencją przekazywano na jego rzecz kolejne dary: chorągwie z wojen krzyżackich czy trofea bitewne Stefana Batorego i Jana III Sobieskiego. Księżna „wykradała” pamiątki z wawelskiego skarbca, by ratować je przed Austriakami.

Aby zrozumieć, dlaczego nie sposób tej kolekcji traktować jedynie w kryteriach poszanowania prawa własności, warto prześledzić losy jednego z najcenniejszych jej obiektów – „Krajobrazu z miłosiernym Samarytaninem” Rembrandta. Obraz został zakupiony na aukcji w Paryżu przez Jana Piotra Norblina w 1774 r. i od razu podarowany do Domu Gotyckiego w Puławach. Nie tylko i nie przede wszystkim z sympatii do Izabeli Czartoryskiej, ale „ku chwale ojczyzny”. Potem Rembrandt trafił wraz z całą kolekcją do Krakowa, skąd w 1939 r. został zagrabiony przez Niemców. Jeśli po wojnie, dzięki staraniom prof. Karola Estreichera, obraz wrócił do Krakowa, to przecież także nie po to, by cieszyć jedynie oczy właścicieli.

Po powstaniu listopadowym zbiory trafiły na krótko do Paryża, od 1874 r. można je oglądać w Krakowie. Wtedy to rodzina Czartoryskich w zawartej z władzami miasta umowie zadeklarowała, że będzie nieprzerwanie udostępniać swoje zbiory w darowanych im na ten cel budynkach, czyli dawnym miejskim Arsenale. Dwa lata później w powiększonym o trzy kamienice kompleksie pałacowym powstało Muzeum xx. Czartoryskich, które miało „służyć narodowi” jako „nierozerwalna całość”.

Odszkodowanie w węglu

Po wojnie komuniści nie zdecydowali się na przejęcie zbiorów. Państwo ludowe było jedynie ich „kuratorem”. Jak wyliczyło Muzeum Narodowe, w czasach PRL na utrzymanie kolekcji, konserwację i remonty wydano około 185 mln (dzisiejszych) złotych. Dopiero w 1986 r. ówczesny minister kultury prof. Kazimierz Żygulski podjął starania, by państwo polskie oficjalnie przejęło kolekcję za odszkodowaniem. Adam Karol Czartoryski zgodził się nawet na konkretną kwotę (ok. 5 mln dolarów). Umowę sporządził prof. Stanisław Nahlik, znawca ochrony dóbr kultury. Nie jest do końca jasne, dlaczego do jej sfinalizowania ostatecznie nie doszło. Podobno dlatego, że jeden z ministerialnych urzędników zaproponował księciu wypłatę w naturze, a konkretnie w... węglu.

Pięć lat później kolekcja została Adamowi Karolowi Czartoryskiemu formalnie zwrócona. Książę utworzył prywatną fundację, której przekazał zarówno zbiory, jak i budynki muzealne. Prezesem fundacji miał być po wiek wieków dyrektor Muzeum Narodowego, które wzięło na siebie obowiązek utrzymania zbiorów jako nierozerwalnej całości. Wydawało się, że jest to rozwiązanie idealne. W preambule statutu fundacji zapisano wręcz, że Muzeum i Biblioteka Czartoryskich są „instytucją kultury narodowej”, której działanie „gwarantowane jest przez państwo polskie”.

Niestety, w 1997 r. Adam Karol Czartoryski naruszył zasadę, że zbiory tworzą „nierozerwalną całość”. Wycofał część depozytów z kolekcji i sprzedał je. Uznał także, że „Dama” powinna zacząć na siebie zarabiać i najsłynniejszy obraz kolekcji zaczął podróżować po świecie. W tej sytuacji, niejako prewencyjnie, dyrektor Muzeum Narodowego rozpoczął akcję kupowania najcenniejszych depozytów z kolekcji. W 2001 r. książę odsprzedał fundacji ponad 2 tys. przedmiotów za kilka milionów złotych, a dwa lata później zmienił jej statut. Usunięto zapis, że prezesem ma być „każdoczesny dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie”. Zofię Gołubiew zastąpił Adam Zamoyski, kuzyn księcia.

Na wojennej ścieżce

Wiek XXI był już właściwie ciągłym pasmem konfliktów w relacjach między fundatorem kolekcji a państwem polskim. W 2008 r. formalnie usunięto ze statutu określenie zbiorów Muzeum i Biblioteki Książąt Czartoryskich „jako historycznej, nierozerwalnej całości”. Zaczęto otwarcie mówić o możliwości podzielenia kolekcji. Powstał nawet projekt utworzenia w tym celu nowych muzeów w Warszawie i Puławach. Przy kolejnej zmianie statutu (w 2011) otwarto szeroko możliwość wyprzedawania zbiorów, które trafiły do muzeum po 1939 roku. Fundacja w coraz większym stopniu stawała się „firmą rodzinną” nastawioną na zarabianie.

Kryzys próbowano zażegnać w kwietniu 2011 r., wprowadzając do władz fundacji przedstawicieli Muzeum Narodowego i podpisując memorandum mające zakończyć podróże „Damy z gronostajem”. W zamian za zgodę na ostatnie wyjazdy obrazu do Madrytu, Berlina i Londynu fundator zgodził się na badania konserwatorskie dzieła. Drewno zaczęło bowiem ulegać odkształceniom, pojawiły się mikrorysy w prawym górnym rogu. Sprawa stała się głośna. Brytyjski oddział organizacji ArtWatch, monitorującej światowe dzieła sztuki, podróże obrazu Leonarda nazwał „szaleństwem”.

Memorandum niewiele jednak zmieniło. Książę szybko usztywnił swoje stanowisko wobec badań obrazu i wycofał się z obietnicy udostępnienia go w Muzeum Narodowym w Sukiennicach. Wybrał Wawel i kurs na powołanie zupełnie nowej instytucji kultury, która miałaby zająć się kolekcją. Na początku września 2012 r. podpisał nawet w tej sprawie list intencyjny z ówczesnym ministrem kultury Bogdanem Zdrojewskim. Na intencjach jednak skończyło się.

Całkowity zwrot akcji nastąpił cztery lata później. Przejęcie zbiorów przez państwo polskie całkowicie eliminuje wszystkie – niestety, bardzo realne – zagrożenia, jakie pojawiły się na horyzoncie w ostatnich latach. – Oskarżenia, że ruch wykonany przez ministra Glińskiego był niepotrzebną rozrzutnością, są całkowicie bezpodstawne. Można jedynie zauważyć, że w sposób nie do końca jasny przekazano opinii publicznej powody, dla których transakcji dokonano – kończy swą opowieść Zofia Gołubiew. 

W zbiorach Muzeum Książąt Czartoryskich znajdują się m.in.:

• trzewiki koronacyjne Zygmunta Augusta, buława hetmana Mikołaja Sieniawskiego, pamiątki po Janie Henryku Dąbrowskim, księciu Józefie Poniatowskim i Napoleonie, • 593 obrazy, m.in. portrety Jagiellonów pędzla Łukasza Cranacha Młodszego oraz dzieła Andrei Mantegni, Michele Tosiniego czy Michele da Verona, • grafiki Rembrandta, Martina Schongauera, rysunki Augusta Renoira.

W Bibliotece Książąt Czartoryskich przechowywane są m.in.:

• oryginał aktu unii horodelskiej z 1413 r., akt hołdu pruskiego z 1525 r., rękopisy „Roczników” Jana Długosza, archiwum Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz archiwum Wielkiej Emigracji 1830 r., • listy i teksty autorstwa najważniejszych polskich poetów: Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Zygmunta Krasińskiego, Juliana Ursyna Niemcewicza.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama