Piękna litera

Odpowiednia proporcja i harmonia. Sztuka kaligrafii dla każdego.

Reklama

Anna Kluz-Łoś: Czy istnieje definicja pięknego pisania?

Barbara Bodziony: Pytanie dość trudne, chyba nie ma jednej definicji pięknego pisania, tak jak nie ma jedynej i ostatecznej odpowiedzi na pytanie, czym jest sztuka. Myślę, że dla każdego piękne pisanie jest czymś innym. Dla mnie jest to jakaś konsekwencja harmonii, proporcji i swobody. Kiedy myślę o pięknym pisaniu myślę o starannie kaligrafowanych stronicach manuskryptów, ale też o starannym piśmie, którym posługiwano się na co dzień jeszcze w początkach XX wieku.

Ewa Landowska: Pomyślałam dokładnie o tym samym – piękna litera to odpowiednia proporcja i harmonia. Dla mnie, poza tymi wszystkimi zasadami mówiącymi o poprawnej konstrukcji litery, piękne pisanie jest przede wszystkim swobodne, rytmiczne i dynamiczne. Z tym, że – oczywiście – dynamika nie ma tutaj nic wspólnego z pisaniem szybkim.

Czy w takim razie nauka kaligrafii może pozwolić na to piękne, doskonałe pisanie?

BB: To zależy jak rozumieć naukę kaligrafii – czy nauka kaligrafii ma być nauką pisma użytkowego, czyli pisma codziennego, czy też przez naukę kaligrafii będziemy rozumieć pismo ozdobne. Bardzo często spotykam się z pytaniem, czy lekcje kaligrafii pozwolą mi wyrobić sobie piękne pismo. Umiejętność kaligrafowania, a rozumiem przez to umiejętność posługiwania się którymś z ozdobnych pism średniowiecznych, humanistycznych, czy też bardziej współczesnych, niekoniecznie jest tożsama z pisaniem pięknym, odręcznym, swoim własnym. Moje doświadczenie i innych osób, które miałam przyjemność uczyć, pokazuje, że czynność pisania odręcznego jest umiejętnością o charakterze indywidualnym i osobistym, wrośniętym w naturę człowieka. Jeśli nauczymy się tego jako dzieci w sposób rzeczywiście piękny i harmonijny, to bardzo prawdopodobne, że w dorosłym życiu też będziemy pisać pięknie. Jeśli nasze odręczne pismo nie zostało prawidłowo ukształtowane w dzieciństwie, to jako osoby dorosłe, owszem, możemy się nauczyć pięknie kaligrafować, ale nasze pismo odręczne niekoniecznie się zmieni.

EL: Te pytania o możliwość wypracowania pięknego indywidualnego charakteru pisma padają bardzo często. Ostatnio dostałam pytanie o warsztaty z „kaligrafii notatkowej”. Czegoś takiego nie ma, ale rozumiem, że jest to pytanie o pismo odręczne, do użytku codziennego. Bardzo często ludzie chcą się po prostu nauczyć ładnie pisać i w zasadzie słowo „kaligrafia” odnosi się dokładnie do tego (z greki: calli – piękny, graphos – pismo). Dlatego ja odnoszę pojęcie kaligrafii – przede wszystkim – do użytkowego pisma odręcznego, w szczególności takiego, którego uczono przed wojną, chociaż wtedy nie nazywano tego kaligrafią. Niedawno rozpoczęłam pewien projekt polegający m.in. na rozmowach z ludźmi, którzy przed wojną uczyli się w szkole kaligrafii. Na moje pytanie o te lekcje zawsze jest taka sama reakcja: „my czegoś takiego w szkole się nie uczyliśmy”. Jednak właśnie te lekcje kaligrafii w szkole przedwojennej, choć nazywane po prostu lekcjami pisania, ewentualnie ładnego pisania, to była nauka pięknego pisania, podczas gdy we współczesnych szkołach uczymy się tylko… pisania. Wracając jednak do pytania: bardzo ważne jest kształtowanie dobrych nawyków od samego początku nauki. Wtedy właśnie uczymy się, czym jest piękna litera: na czym polega harmonia czy światło, uczymy się także właściwego rytmu pisania. To te składowe wpływają na taką a nie inną formę litery.

To chyba teraz najwyższa pora na pytanie o Waszą osobistą drogę do tego pięknego pisania. Jak to było, gdzie spotkałyście się ze szkołami pisania, czy coś takiego w ogóle istnieje, w Polsce na przykład – szkoła pięknego pisania?

BB: Moja osobista droga do kaligrafii – i do tego, czym się zajmuję dzisiaj – wiodła najpierw przez zachwyt nad rękopisami średniowiecznymi. Jako studentka historii sztuki wybrałam na temat pracy magisterskiej opracowanie iluminowanego rękopisu Żagańskich rozmyślań pasyjnych. Dzięki temu mogłam w bibliotekach oglądać rękopisy, które porównywałam do opisywanego przeze mnie egzemplarza. Mogłam je bezpośrednio dotykać, oglądać i po raz pierwszy wtedy zachwyciło mnie i pismo i dekoracje. Wrażenia te pozostały w fazie zachwytu, ponieważ do głowy mi nie przyszło, że rzemiosła tego można się gdzieś uczyć. Tuż po obronie pracy magisterskiej wyjechałam do Francji. Po kilku latach pobytu jakimś szczęśliwym przypadkiem trafiłam do Wyższego Europejskiego Instytutu Iluminacji i Manuskryptów, który ma siedzibę w Angers. Jest to szkoła, która zajmuje się przede wszystkim iluminatorstwem, czyli dekoracją rękopiśmiennych ksiąg, ale jednym z przedmiotów nauczania jest oczywiście kaligrafia. Tam po raz pierwszy miałam do czynienia z profesjonalnymi nauczycielami kaligrafii i tam pierwszy raz w ogóle trzymałam w ręce obsadkę ze stalówką. To wtedy zainteresowałam się na poważnie kaligrafią. Dopiero później, wróciwszy do kraju po paru latach, zaczęłam się zastanawiać, jak nauczanie tego rzemiosła wygląda w Polsce a jak w Europie Zachodniej. Wtedy w Polsce, właściwie na jednej ręce można było policzyć osoby, które się tym zajmowały, nie było ani żadnej szkoły, ani miejsca, w którym można by się stale uczyć kaligrafii. Inaczej to wyglądało we Francji czy w Anglii, gdzie tradycja kaligrafii jest ciągle żywa.

EL: Moja droga była trochę inna. Basia trafiła na rękopisy, które ją zachwyciły. Ja nie miałam takiej okazji. Za to od zawsze miałam manię rysowania liter, pisania, szukania różnych form znaków. Tyle że wtedy było to bardzo naiwne, nie znałam nawet pojęcia „kaligrafia”. Po prostu – maniakalnie zapisywałam każdy skrawek papieru.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama