To wtedy umarł Śląsk

Na Śląsku upamiętniono w sobotę ofiary komunistycznych represji, które dotknęły tysiące mieszkańców regionu po wkroczeniu Armii Czerwonej w 1945 r.

Reklama

Już po raz dziewiąty z katowickiego placu Wolności ponad 100 osób wyruszyło w organizowanym przez Ruch Autonomii Śląska Marszu Pamięci o Zgodzie. Jego uczestnicy pokonali 10-kilometrową trasę do bramy dawnego obozu Świętochłowice-Zgoda, gdzie przed laty trafiali Górnoślązacy.

Pierwszym przystankiem na trasie był pomnik poświęcony ofiarom Tragedii Górnośląskiej przy ulicy Gliwickiej w Katowicach. Następnie uczestnicy marszu zatrzymali się pod kamieniem pamięci w Świętochłowicach, by dotrzeć pod bramę byłego obozu przy ulicy Wojska Polskiego, gdzie odbyły się główne uroczystości.

Obecnie z obozu pozostała jedynie symboliczna brama. Na jego terenie powstały ogródki działkowe i plac zabaw. W czasie wojny znajdował się tam nazistowski obóz koncentracyjny Eintrachthütte, filia KL Auschwitz, a następnie w 1945 r., powstał komunistyczny obóz pracy, filia łagru w Jaworznie. 

Gdy w styczniu 1945 r. na Górny Śląsk wkroczyła Armia Czerwona, najgorszy los dotknął Ślązaków z terenów, które przed 1939 rokiem należały do Niemiec. Nowa, komunistyczna władza, uważała ich wszystkich za Niemców. Akty terroru wobec Górnoślązaków, aresztowania, egzekucje i wywózki do przymusowej pracy w głąb Związku Radzieckiego, trwały kilka miesięcy.

W uroczystych obchodach 72. rocznicy Tragedii Górnośląskiej wzięli udział również duchowni, którzy pod bramą odmówili z uczestnikami marszu modlitwę.

- Mówi się, że czas goi rany, ale czy tak naprawdę jest? Czas sprawia, że ślady materialne znikają, zamieniają się w pył. Nasza obecność tutaj jest świadectwem tego, że pozostaje to, co duchowe. Pozostaje pamięć o ludziach, wydarzeniach i miejscach - mówił ksiądz Marcin Brzóska, proboszcz parafii ewangelicko-augsburskiej w Świętochłowicach.

O pamięci mówił również ks. Arkadiusz Wuwer, kapelan Związku Górnośląskiego.

- Naszą ojczyzną jest pamięć. Dzisiaj powinno być tutaj milion Ślązaków. Pamięć ludzka jest ułomna, jak widać. Nasza nadzieja jest w tym, że tu jesteśmy i w tym, że pamięć Boga jest nieogarniona. Pan Bóg pamięta, widzi, sprawiedliwie osądza i miłosiernie przebacza pokutującym. Dzisiaj w tym miejscu chcemy te dwie pamięci, które tworzą naszą ojczyznę połączyć. Pamięć ludzką, ułomną i pamięć Boga, nieogarnioną. Jedną zawierzyć drugiej - mówił kapelan.

Uczestniczący w marszu europoseł PO Marek Plura nawiązał do wspominanej tragedii.

- Wtedy to umarł Śląsk taki, jakim był przez setki lat: dwujęzyczny, międzynarodowy, budujący dobre sąsiedztwo. Pamięć o wydarzeniach roku 1945 była wymazywana przez wiele dziesięcioleci. Na szczęście przetrwała wśród Ślązaków. Byłoby wielką stratą dla naszej śląskiej tożsamości, gdyby teraz ta pamięć miała zaginąć.

Lider Ruchu Autonomii Śląska Jerzy Gorzelik opowiadał pod bramą, jak jego zdaniem trudna, wyboista i długa bywa droga do prawdy. Przytoczył historię "Krwawej niedzieli" w Irlandii Północnej.

- Ta historia dowodzi, że miarą dojrzałości każdej wspólnoty jest umiejętność uczciwego zmierzenia się z czarnymi kartami swojej historii. O taką uczciwość upominamy się w tym miejscu od lat. Wciąż miejsce rzetelnej debaty o przyczynach tragedii mieszkańców Górnego Śląska, ale także Prus Wschodnich, Pomorza, społeczności łemkowskiej czy ukraińskiej, zbyt często zajmuje spór o sprawę w istocie drugorzędną. O to, jak takie miejsca jak to powinny być określane - mówił.

Według Gorzelika w imię obrony dobrego imienia Polski podnoszone są głosy oburzenia przeciw używaniu przez historyków i publicystów określenia "polskich komunistycznych obozów koncentracyjnych".

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Stanisław_Miłosz
    29.01.2017 09:40
    Nawet przy tej "okazji" Gorzelik nie może się powstrzymać od gry na rzecz, czyjej? nazistowskiej narracji?

    « Andrzej Pilecki zaprzeczył, „rewelacje” nazwał bzdurą. W odpowiedzi usłyszał: „O pana bohaterskim ojcu wiedzą co poniektórzy w Polsce, ale nic nie wie świat. A my mamy wielomilionowy budżet i największe gwiazdy Hollywood. Proszę nie przeszkadzać, bo przecież ojciec mógł mieć korzenie żydowskie, a pan mógł o tym nie wiedzieć”. Na kolejne dementi ważni ludzie z Hollywood poprosili o przemyślenie sprawy, później przyjechali raz jeszcze, pisali i dzwonili, przekonywali i namawiali. Andrzej Pilecki nie zgodził się jednak „uczynić” z ojca Polaka – Żyda, którym przecież Rotmistrz nie był. Gdyby się zgodził, jakże „prawdziwy” mógłby powstać hit – historia bohaterskiego Żyda, który ucieka z „polskiego obozu koncentracyjnego”, a następnie zostaje zamordowany przez Polaków (bo przecież oprawcy Rotmistrza nosili polskie mundury). Taki film nie powstał tylko dlatego, że na przeszkodzie stanął dzielny syn dzielnego człowieka. I nie ważne, że film, który dzięki postawie Andrzeja Pileckiego nie powstał, nie miałby nic wspólnego z prawdą. Ważne, że byłby po tzw. „linii”, jak „po linii” jest pisanie dziś o „polskich obozach śmierci”. »

    Całość:
    http://www.fronda.pl/a/w-sumlinski-o-zydowskich-obozach-smierci,86486.html
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama