Niestety hagiografia

„Jackie” Pablo Larraina to opowieść o najsłynniejszej Pierwszej Damie. Osadzona jednak w momencie jej wielkiego życiowego dramatu.

Reklama

Film ma trzy ramy. Pierwsza to wywiad jakiego Jacquline Kennedy udziela tuż po pogrzebie męża. Druga – rozmowa z księdzem tuż przed ponownym pogrzebem dwójki Jej dzieci. Trzecią jest jedna z najsłynniejszych audycji w dziejach amerykańskiej telewizji. Wtedy pierwszy raz w historii First Lady oprowadzała Amerykanów po Białym Domu.

Jednak najważniejszy, spajający tę opowieść, jest obraz kobiety w wielkiej traumie. W momencie straty – w dramatycznych okolicznościach - ukochanej osoby.

Jacquline Kennedy była ówczesną celebrytką. Pierwszą Damą, ale i ikoną stylu (widzimy w jednej ze scen, że nawet manekiny w sklepach z ubraniami są wystylizowane na jej wygląd). Ale dramat, który przeżywa jest głęboko ludzki. I gdy widzimy ją w kolejnych scenach – zapłakaną, nieobecną, nie rozumiejącą tego, co się wokół niej dzieje, zmieniającą zdanie, impertynencką, na granicy szaleństwa, pijaną – to widzimy zwyczajną kobietę, przeżywająca tragedię i zmuszoną stawić jej czoło.

Jednocześnie w scenach wywiadu odnosi się wrażenie obcowania z kobieta silną, zdecydowaną, zdeterminowaną, żądną obrony dobrego imienia i pamięci nieżyjącego męża. To jednak maska, pod której wyziera smutek.

W wielu ujęciach widzimy wdowę po prezydencie Kennedym samą. Po starcie męża jest osamotniona. Samotność w przeżywaniu jej stanu jest ważnym tematem tego obrazu.

Film można postrzegać wielopoziomowo. Widzimy ikonę przeżywającą ludzką tragedię.

Główną bohaterkę gra Natalie Portman. Świetna aktorka, wielka gwiazda, piękna kobieta, upodobniona do Jacquline Kennedy. To ona ma uczynić tragedię głównej bohaterki ludzką.

Oglądamy jednak również wielką hollywoodzką produkcję. Wielkie środki, pozwalające na niemal mimetycznie odtworzyć świat rodziny Kennedych (widzimy to np. w perfekcyjnie odtworzonych kostiumach Natalie Portman). Świat, w którym dochodzi do dramatu, który ma być potraktowany poważnie.

Nad całością czuwał chilijski reżyser, specjalista od kina społecznego. Zatrudniony przez wielką hollywoodzką wytwórnię miał zapewne pomóc opowiedzieć tę ważną historię, uwiarygodnić ją. Ale ta wielopiętrowa konstrukcje nie zawsze działa.

Są w tym filmie sceny i obrazy poruszające – wspomnienie chwili zamachu, finał rozmowy z księdzem. Wspaniała jest Natalie Portman. Odtworzenie realiów również robi wrażenie.

Tylko całość, im dłużej trwa, ujawnia amerykańskie oblicze. Chęć opowiedzenia z jak wspaniałą postacią mamy do czynienia. Udowodnienia tego za pomocą wielkich słów. Próbę stworzenia legendy, napisania współczesnej hagiografii. Szkoda.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| FILM, KINO, KULTURA

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Więcej nowości

    Reklama