Prorok Eliot

„Jeżeli nie chcecie mieć Boga, to będziecie oddawać cześć Hitlerowi albo Stalinowi” – przestrzegał w esejach Thomas Stearns Eliot. Jeden z najwybitniejszych poetów XX wieku ukazywał potrzebę odbudowania chrześcijańskiej cywilizacji.

Reklama

Otym, że większość poezji Thomasa Stearnsa Eliota wyrasta wprost z chrześcijaństwa, przypominać nie trzeba. Choć i dziś spora część krytyki zatrzymuje się na „Ziemi jałowej” i zdaje się nie dostrzegać późniejszych, równie wybitnych dzieł artysty, napisanych już po jego nawróceniu. Jednak prawdziwym zaskoczeniem może stać się dla wielu lektura esejów Eliota. Okazuje się, że amerykańsko-angielski pisarz nie tylko dogłębnie przemyślał swoją wiarę, ale był też niezwykle konsekwentny w ukazywaniu, jak chrześcijańska wizja świata powinna przemieniać wszystkie sfery naszego życia. Jego spostrzeżenia na temat współczesnej kultury i polityki zawierają diagnozy porażające trafnością, często wręcz prorocze.

Zgięty łokieć i kolano

Można się o tym przekonać, czytając najnowszy numer „Toposu” (1/2017). Dwumiesięcznik literacki z Sopotu od dłuższego czasu uważam za najciekawsze tego typu pismo w Polsce, ale to wydanie warto przeczytać niemal od deski do deski, nie tylko ze względu na teksty poświęcone Eliotowi. Skupmy się jednak na nim, bo lektura tego bloku to naprawdę fascynująca przygoda.

Po pierwsze, „Topos”, przynosi dwa nowe tłumaczenia ważnych utworów poety: wiersza „Animula” i poematu „Środa popielcowa”. Pierwszy z nich przełożył Antoni Libera, drugi – Izabela Anna Rutkowska. Tłumaczenie Rutkowskiej zwraca uwagę rozbudowanymi przypisami, wydobywającymi z wiersza jego chrześcijańskie konteksty. Przekład „Animuli” stał się natomiast inspiracją do napisania eseju Małgorzaty Judy-Mieloch, która, porównując cztery tłumaczenia tego samego utworu, w brawurowy sposób wykazuje, jak wielki wpływ na interpretację wiersza mogą mieć niektóre decyzje podejmowane przez tłumaczy. Autorka przywołuje jako przykład przypis Adama Pomorskiego do jego tłumaczenia „Animuli”. Translator stwierdził tam, że przedstawiony w wierszu obraz drogi „duszyczki” wywiedziony jest „z neoheglizmu Bradleya, a nie z symboliki chrześcijańskiej”. Takie założenie tłumacza pociągnęło za sobą kolejne decyzje widoczne w polskim tekście. Tyle że – jak słusznie zwraca uwagę Juda-Mieloch – filozofią Bradleya Eliot zajmował się przeszło dziesięć lat wcześniej, natomiast pisząc „Animulę”, był świeżo po swojej anglokatolickiej konwersji. Ten fakt ma znaczenie, bo od niego m.in. zależy, czy w wierszu duszyczka „u styku łokcia z kolanem się skrywa” (Pomorski) czy też „chroni się w zgiętym łokciu i zgiętym kolanie” (Libera). To drugie tłumaczenie przywołuje przecież obraz modlącego się człowieka – złożone ręce i postawę klęczącą. Jak się okazuje, bardzo istotną dla Eliota.

Kościół w porze lunchu

Nim Thomas Stearns Eliot nawrócił się, przeszedł okres oczyszczenia, na które niemały wpływ miała zapewne choroba psychiczna żony Vivien (później, po osiemnastu latach dramatycznego małżeństwa, doszło ostatecznie do separacji). Po wydaniu „Ziemi jałowej” w 1922 r. porzucił na dwa lata pisanie poezji. Przy okazji pracy nad sztuką „Sweeney Agonistes” urodził się jednak cykl wierszy, któremu autor nadał tytuł „Wydrążeni ludzie”. Poczuciu duchowej pustki i marności ludzkiego losu towarzyszy tutaj tęsknota za Bogiem, wyrażana tym razem liturgicznymi wezwaniami, przerywającymi tok końcowej części poematu. Widać było, że w życiu pisarza zachodzi jakaś istotna przemiana.

Jak pisze Andrzej Słomianowski w drugim arcyciekawym eseju z ostatniego „Toposu”, poeta już w latach 1917–1921 zaczął regularnie odwiedzać kościoły anglikańskie, by w trakcie przerwy na lunch – a pracował wówczas w banku – znaleźć miejsce na spokojną refleksję. „Uwagę jego przyciągał podczas tych wizyt fakt, iż sporo obecnych wiernych modliło się na klęczkach – niczego takiego Eliot wcześniej nie widział. Unitariańska rodzina Eliota w Ameryce nie miała zwyczaju klękania w kościele” – opowiada autor eseju.

Ostatecznie, po trzynastu latach zamieszkiwania w Anglii, 39-letni poeta przyjął obywatelstwo brytyjskie, a 29 czerwca 1927 r. – chrzest w Kościele anglikańskim. Jego orientację religijną określa się odtąd mianem anglokatolicyzmu. To nurt anglikanizmu, który zbliża się do Kościoła katolickiego przez przyjęcie pewnych dogmatów, elementów nauczania teologicznego i liturgii. „Kościół rzymskokatolicki pozostanie mu do końca życia bliski, a papież będzie dlań zawsze ważnym autorytetem” – podkreśla Słomianowski.

Nic poza objawieniem

Dla współczesnych Eliota jego konwersja stała się ogromnym zaskoczeniem. Niektórzy recenzenci pisali mu już artystyczne „nekrologi”, jednak dla niego samego stanowiła przewartościowanie całego dotychczasowego życia. „(…) wiara stała się dla Eliota czynnikiem egzystencjalnie fundamentalnym. Przenikała całość jego myślenia i jego wszystkich działań, jego moralność i styl życia, a ponadto dawała mu to, co zwykł nazywać dyscypliną emocji/uczuć” – pisze autor eseju, na dowód przytaczając słowa samego poety z jego „Rozważań po Lambeth”: „Dla każdego, kto jasno myśli, będzie oczywiste, że jaką wyznaje się wiarę, taką ma się moralność. (…) Jestem pewien, że nie przyjąłem mej wiary po to, by bronić moich poglądów, ale że zmodyfikowałem moje poglądy tak, aby zgadzały się z tym, co implikuje moja wiara. Rzeczywisty bowiem konflikt istnieje nie pomiędzy dwoma różnorakimi zbiorami moralnych reguł (czy uprzedzeń), lecz pomiędzy wiarą w Boga a ateizmem”.

Cały tekst Andrzeja Słomianowskiego pełen jest takich smakowitych cytatów. Dają one wyobrażenie o eseistyce Eliota, dla której chrześcijaństwo stanowi centralny punkt odniesienia. Autor „Wydrążonych ludzi” stawia bardzo radykalną, na pierwszy rzut oka, tezę, że wszelkie systemy filozoficzne niewywodzące się z objawienia są powtarzalne, skazane na przemijalność, często też zamieniają się we własne przeciwieństwa. „(…) jakkolwiek wiele przy pomocy dostępnych nam ludzkich środków uda nam się jako filozofom osiągnąć, to osiąg­niemy co najwyżej taką trwałość i jednomyślność przekonań, jakie można przypisać rojowi pszczół w ulu. W ostatecznym rozrachunku, jak wolno sądzić, poza objawieniem nie istnieje żadne inne kryterium filozoficznej wiarogodności” – czytamy w eseju „Objawienie”.

Złudne lekarstwa

Eliot zauważa, że charakterystyczną cechą świeckich doktryn filozoficznych jest „obietnica natychmiastowych rezultatów”. Dlatego osobom niewykształconym mogą one wydawać się czymś atrakcyjniejszym od chrześcijaństwa. Są to jednak tylko pozory.

W „Idei chrześcijańskiego społeczeństwa” poeta bardzo przenikliwie krytykuje dominującą cechę naszej kultury, jaką pozostaje liberalizm: „Jest to bowiem coś, co raczej uwalnia energię, niż ją akumuluje, coś, co bardziej rozluźnia, aniżeli wzmacnia. Jest to ruch zdefiniowany nie tyle przez cel, ile przez punkt wyjścia, ruch polegający na oddalaniu się od, a nie na zbliżaniu się do czegoś definitywnego. (…) Niszcząc tradycyjne obyczaje i więzi społeczne scalające społeczeństwo, rozkładając naturalną zbiorową świadomość społeczeństwa na indywidualne komponenty, umożliwiając publiczny obieg najgłupszym sądom i opiniom, zastępując wychowanie (edukację) instruktażem, popierając cwaniactwo, a nie mądrość, preferując dyletanctwo od kwalifikacji, lansując postawę oby tylko jakoś ciągnąć dalej, której alternatywą jest beznadziejna apatia, liberalizm toruje drogę temu, co stanowi jego negację: sztucznej, zmechanizowanej bądź zbrutalizowanej kontroli, jako jedynemu lekarstwu na chaos”. Jakże prorocze wydają się dziś, na początku XXI wieku, te słowa, opublikowane w roku 1939!

Wrócić do źródła prawdy

Pisarz rozprawia się z naiwnym przekonaniem, że „wszystkie nasze nieszczęścia zasadniczo mają podłoże ekonomiczne”, bo zmiany dokonywane w tej dziedzinie dotyczą „wyłącznie tego, co doczesne, materialne i zewnętrzne”. Prawdziwe źródło problemów tkwi natomiast znacznie głębiej: „Tak jak polityczna filozofia usankcjonowana jest etyką, a etyka prawdą zawartą w religii, tak samo my, jeżeli chcemy mieć społeczeństwo zorganizowane podług reguł (…) uwzględniających wszystkie podstawowe aspekty rzeczywistości, musimy powrócić do wiekuistego źródła prawdy. Pojęcie »demokracja« (…) nie zawiera dostatecznie dużo pozytywnych impulsów koniecznych do sprostania siłom, którym pragniemy stawiać opór. Pojęcie »demokracja« może być przez owe siły stosunkowo łatwo przekształcone w coś zupełnie innego… Jeżeli nie chcecie mieć Boga (a jest to Bóg zazdrosny), to będziecie oddawać cześć Hitlerowi albo Stalinowi”.

Jedynym ratunkiem dla świata jest więc odbudowanie cywilizacji chrześcijańskiej. Zdaniem poety – przyjmowany dziś jako norma – rozdział Kościoła od państwa pozostaje czynnikiem destruktywnym. „(…) w jego koncepcji państwo, w jakimś sensie, musi być chrześcijańskie” – relacjonuje Andrzej Słomianowski. Wizję tego, jak ma się to dokonać, Eliot również zawiera w swoich esejach, do których lektury odsyłam szczególnie zainteresowanych (dwa najważniejsze teksty „Idea społeczeństwa chrześcijańskiego” i „Ku definicji kultury” ukazały się dziesięć lat temu w całości pod wspólnym tytułem „Chrześcijaństwo – kultura – polityka” nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego). Wszystkim zaś polecam lekturę najnowszego „Toposu” przybliżającą chrześcijańską myśl jednego z najwybitniejszych poetów XX wieku.

  Topos nr 1 (152) Towarzystwo Przyjaciół Sopotu Sopot 2017 ss. 200

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama