Tajemnica człowieka. Tajemnica Boga

O tym, że sztukę można nazwać sakralną nie decyduje temat. Nie wystarczy religijny temat albo i tytuł, inspiracja.

Reklama

O sztuce sakralnej nie mówimy dziś wiele. Nie mówimy, bo narzekanie nie jest rozmową. Zwłaszcza takie narzekanie, które za jedyne kryterium uznaje własny odbiór czy (w przestrzeni liturgicznej) własne dobre samopoczucie. Narzekać jest łatwo., zwłaszcza jeśli specjalnie nie trzeba szukać do niego pretekstów. Dużo trudniej odpowiedzieć na pytanie, czym jest i jaka powinna być sztuka sakralna. Sztuka, z którą spotykamy się w czasie liturgii, w przestrzeni liturgicznej.

W XIV-wiecznym klasztorze augustianów na krakowskim Kazimierzu, w kaplicy św. Doroty, odbyła się wczoraj ciekawa rozmowa o sztuce. Pretekstem do niej była niedawno wydana książka „A piękno świeci w ciemności” - wywiad-rzeka z bp. Michałem Janochą przeprowadziła Ewa Kiedio, a wydała Więź. Książkę (bardzo ciekawą) jeszcze zaprezentuję szerzej, więc w tym momencie na tej informacji pozostanę.

W dyskusji oprócz autorów książki wzięli udział Irina Tatarowa, Witalij Michalczuk i Łukasz Hajduczenia. To ważne: wszyscy związani z wschodnią tradycją sztuki liturgicznej i z wschodnią wrażliwością. We wschodnim chrześcijaństwie nigdy nie doszło do rozdziału na sztukę sakralną. Być może dziś, gdy rozmawiamy o sztuce w przestrzeni liturgii łacińskiej ta wrażliwość może być podpowiedzią.

Czym jest zatem sztuka? Co decyduje, że sztukę można nazwać sakralną? Goście spotkania mówili wyraźnie: sztuka wyrasta z doświadczenia człowieka, jest wyrazem całej głębi tego doświadczenia. Jeśli szukamy Boga, musimy patrzeć na człowieka – mówił Witalij Michalczuk. Jeśli sztuka nie żyje tym, co wyraża człowieka, nie pokaże Boga. Nie pokaże, jak w człowieku rodzi się Bóg i jak Bóg staje się człowiekiem – dodawała Irina Tatarova.

Głębia doświadczenia człowieka. Z całym jego ciężarem, z całym jego grzechem, z całym światłem, z całą szansą, nadzieją, drogą przebóstwienia. O tym, że sztukę można nazwać sakralną nie decyduje temat. Nie wystarczy religijny temat albo i tytuł, inspiracja. Trzeba jeszcze tej głębi...

Zupełnie inna optyka, niż to, czy podoba mi się, czy nie. To nie jest kwestia tworzenia klimatu, w którym poczuję się dobrze. Być może nawet nie poczuję się dobrze. Zetknięcie z doświadczeniem człowieka w całej jego głębi, z doświadczeniem człowieka w drodze do Boga, nie jest wygodne. Jest pełne światła, dające nadzieję, ale może boleć. Tyle że to ból, który oczyszcza i podnosi.

W jednym z pytań z sali upomniano się o sztukę popularną. O sztukę, o której ludzie mówią, że pomaga im się modlić. Czemu nie? Nie, ponieważ sztuka popularna spłaszcza. Nie wyraża tajemnicy człowieka, nie wyraża jej głębi.

Kiedyś przeczytałam zdanie: kicz religijny jest kłamstwem na temat Boga. Jest też kłamstwem na temat człowieka. Nie możemy mówić nieprawdy o Tym, którego szukamy. I to jest chyba najważniejszy argument.

W dyskusji utożsamiono pojęcia sztuki sakralnej i sztuki liturgicznej. Słuchając rozmówców, ze swoją – więc zachodnią – wrażliwością zastanawiałam się, czy nie powinno się tych pojęć rozdzielić. Czy nie jest tak, że nie każda sztuka, która dotyka tajemnicy człowieka i sięga tajemnicy Boga powinna się znaleźć w przestrzeni, w której dzieje się liturgia? Zawsze przecież istnieje ryzyko, że zatrzyma na sobie, nie pozwalając przejść dalej... Nie każde piękno i nie każdego prowadzi w górę. Czasem zamyka na sobie.

Być może trzeba, by sztuka sakralna wyszła ponownie poza przestrzeń liturgii? Kiedyś były kapliczki, czemu dziś nie miałyby pojawiać się murale?

 

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Więcej nowości

    Reklama