Mauschwitz

Piętnaście lat po pierwszym wydaniu „Maus” dostrzegam wyraźniej, jak ważne jest to dzieło.

Reklama

Rok 2001, lektura „Maus” Arta Spiegelmana wywołuje gorączkowe dyskusje, bo Polacy zostali przedstawieni jako świnie. Tak, ale Żydzi jako szczury. No to w sumie jest się o co obrażać, czy też nie?

Od tamtej chwili minęło już sporo czasu. Komiks Arta Spiegelmana przestał być „komiksem”, a stał się powieścią graficzną. Po piętnastu latach otrzymujemy wydanie nowe – twarda okładka mieści w sobie obydwie części dzieła Spiegelmana, dzięki czemu lektura jest bardziej płynna. I dopiero teraz widać, jak wiele zmian zaszło w Polsce.

„Nie umiem zrozumieć nawet mojej relacji z własnym ojcem… Więc jak mam zrozumieć cokolwiek na temat Auschwitz?… Albo Zagłady? Jako dziecko często się zastanawiałem, które z rodziców pozwoliłbym hitlerowcom wziąć do pieca, gdybym mógł uratować tylko jedno z nich… Najczęściej oszczędzałem matkę. Myślisz, że to normalne?” – zastanawia się Art.

„Maus” jest dziełem dotykającym wielu zagadnień skupionych wokół jednego tematu: Auschwitz. Z jednej strony zanurzamy się w przeszłość, gdy Władek Spiegelman opowiada własną historię Holokaustu. Nie sposób nie docenić jego zaradności, poświęcenia dla żony. Drugim tematem jest to, co dzisiaj rozumiemy już lepiej i nazywamy „dziedziczeniem” Zagłady. Po wojnie Władek nie jest już taki sam jak niegdyś, staje się karykaturalny (chorobliwie oszczędza, jest rasistą). Jego syn, Art, próbuje zrozumieć swojego ojca, jego ponowne małżeństwo i samobójczą śmierć matki. Próbuje wreszcie uporządkować własne życie – syna ocalałych, który musi konkurować o uwagę rodziców z ich wspomnieniem pierworodnego, utraconego w czasie wojny syna. Poczucie winy miesza się z wielką miłością, odraza sąsiaduje ze współczuciem. Niejako na marginesie przewija się pytanie świadomego swego powołania artysty: czy można stworzyć komiks o Holokauście?

Czytając ponownie „Maus”, widzę, jak przełomowym dziełem jest ta powieść graficzna – świetny pomysł, genialne w swej oszczędności rysunki. Nie można pozostać obojętnym wobec tej Opowieści Ocalałego. To wyważony głos bez popadania w żadną ze skrajności. Całość dopełnia fenomenalne tłumaczenie Piotra Bikonta.

Marcin Cielecki

  Art Spiegelman Maus. Opowieść ocalałego Prószyński i S-ka Warszawa 2016 ss. 304

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama