Piękno szuka człowieka

Dziś, gdy zastanawiamy się, co jest, a co już nie jest sztuką, gdy pytamy o granice wolności artystycznej, rozmowa Ewy Kiedio i bp. Michała Janochy przywraca właściwe proporcje.

Reklama

Czytając zdanie, że „artysta swoje prawdziwe powołanie odnajdzie tylko w sztuce kapłańskiej, rysując, rzeźbiąc, śpiewając w imię Boga” (Evdokimov), czuję, że już jestem niejako w progu domu. A gdy bp Janocha, interpretując to zdanie, wskazuje, że „artysta tworzy z martwej materii, w nim również dokonuje się proces umierania. Paradoksalnie, z tego właśnie powstaje życie”, to już wiem, że jestem mile widzianym gościem.

Brakuje mi w przestrzeni kościelnej i literackiej takiego namysłu nad sztuką, który z jednej strony potrafiłby dostrzec jej wymiar paschalny, a z drugiej – broniłby wiernych przed kiczem. „A piękno świeci w ciemnościach”, wypełnia tę lukę w najlepszy możliwy sposób. Książka jest jednocześnie albumem, świetnym rysem historycznym sztuki sakralnej, a wreszcie sensowną – niestroniącą zarówno od krytyki, jak i żarliwej obrony – rozmową o współczesnej sztuce.

Zapatrzeni – i słusznie – w ikonę, zaczytani w myślicielach prawosławia, zapominamy, że Kościół zachodni również rozwinął spójną teologię sztuki. Co ciekawe, nastąpiło to stosunkowo niedawno. Pierwszym soborem Zachodu poświęconym sztuce był tak naprawdę dopiero ten w Trydencie. Ostatnie czasy należały jednak do papieży, którzy zaczęli upominać się o wartość i sens twórczości. Przemówienie Pawła VI do artystów, list Jana Pawła II do tego grona, wreszcie „Duch liturgii” Benedykta XVI dają nadzieję na otwarcie nowego rozdziału. Tę żarliwość o sztukę dostrzegamy w nowych ruchach religijnych – Drodze Neokatechumenalnej czy Wspólnotach Jerozolimskich, gdzie śpiew, muzyka i ikony są istotną częścią sprawowanej liturgii.

W epoce nadmiaru obrazów oczekujemy od sztuki nie tyle, żeby była „ładna”, ile tego, żeby była „prawdziwa”. Bogate społeczeństwo, a takim jednak jesteśmy na Zachodzie, szuka w Kościele raczej odpoczynku dla wzroku. Cisza, asceza, samotność – to cechy modlitwy, których poszukujemy, żyjąc w wielkim mieście. I przeciwnie: ubogie społeczeństwo pragnie w świątyni baroku.

Na koniec warto dostrzec w tej książce jeszcze jedną myśl: żadna cywilizacja nie wytworzyła takiej teologii obrazu jak chrześcijaństwo. Ikona ma zawsze pozytywny stosunek do ludzkiego ciała. Brakuje tu deformacji, zniekształceń. Człowiek jest zawsze widziany jako dzieło sztuki największego Twórcy.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KULTURA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama