„Mury” niezrozumiane

To paradoks, że hymnem walki o wolność stał się gorzki tekst o tym, jak ideę wolności tłum przemienia w niewolę.

Reklama

Kiedy pod Sejmem, podczas manifestacji przeciwko reformie sądownictwa, Dorota Stalińska zaśpiewała „Mury” ze słowami Jacka Kaczmarskiego, wiele osób oskarżyło ją o profanację solidarnościowego hymnu. Gdyby jednak uważnie wsłuchać się w całą piosenkę, można by zauważyć, że jej wykonanie w takich okolicznościach jest raczej strzałem w stopę. Problem w tym, że tekst Kaczmarskiego niemal od początku był rozumiany opacznie.

Na początku był pal

Mało kto wie, że melodia „Murów”, wykonywana przez trio Kaczmarski – Gintrowski – Łapiński, jest dziełem katalońskiego pieśniarza Lluísa Llacha. Pomysł stworzenia polskiej wersji zrodził się w grudniu 1978 r., podczas spotkania artystów i studentów w jednym z warszawskich mieszkań. Piosenka Llacha słuchana z płyty zrobiła wówczas na Kaczmarskim ogromne wrażenie.

W oryginale ów utwór nosi tytuł „L’Estaca”, co oznacza pal albo słup. „Tekst tam jest inny, o wyrywaniu pala, do którego są przywiązani ludzie, ale motyw jakby ten sam” – wyjaśniał autor polskich słów w rozmowie z Waldemarem Maszendą. Oryginał został zresztą później przetłumaczony na język polski. Dokonała tego Agnieszka Rurarz, a wersję z jej przekładem wykonywał, wraz z Zespołem Reprezentacyjnym, Filip Łobodziński, inny uczestnik tamtego warszawskiego spotkania.

Utwór Llacha był swego czasu w Katalonii niezwykle popularny, śpiewano go m.in. na manifestacjach przeciwko dyktaturze generała Franco. Kiedy władza zakazała wykonywania utworu, uczestnicy demonstracji nucili samą melodię. Kaczmarski w swoim tekście nawiązywał do tej historii: „sama melodia bez słów/ niosła ze sobą starą treść”. Polskie słowa są więc po części inspirowane historią samego Llacha, jednak ich przesłanie jest znacznie bardziej uniwersalne. Mówią o roli poety, który zaszczepia w ludziach ducha wolności:

On natchniony i młody był, ich nie policzyłby nikt. On im dodawał pieśnią sił, śpiewał, że blisko już świt. Świec tysiące palili mu, znad głów unosił się dym. Śpiewał, że czas, by runął mur, oni śpiewali wraz z nim. Wyrwij murom zęby krat, zerwij kajdany, połam bat, a mury runą, runą, runą i pogrzebią stary świat!

Samotność poety

Wkrótce „Mury” Kaczmarskiego zaczęły żyć własnym życiem. Stały się nieformalnym hymnem pierwszej Solidarności. Pieśń tę śpiewano podczas strajków w stoczni, wykonywali ją internowani w okresie stanu wojennego. Fragment piosenki rozpoczynał też audycje nielegalnego Radia Solidarność. Niestety, aby nadać utworowi optymistyczniejszą wymowę, bardzo często zmieniano albo wręcz pomijano jego zakończenie – kluczowe dla rozumienia całości:

Aż zobaczyli, ilu ich, poczuli siłę i czas. I z pieśnią, że już blisko świt, szli ulicami miast. Zwalali pomniki i rwali bruk. – Ten z nami! Ten przeciw nam! Kto sam, ten nasz najgorszy wróg! A śpiewak także był sam. Patrzył na równy tłumów marsz, milczał, wsłuchany w kroków huk. A mury rosły, rosły, rosły, łańcuch kołysał się u nóg…

Ostatnia zwrotka tekstu Jacka Kaczmarskiego ukazuje przecież rewolucję, która wymknęła się spod kontroli. Zamiast wolności przynosi kolejną niewolę, a jej ofiarą staje się poeta – ten sam, który niedawno zagrzewał do walki. Nie tylko odczuwa on samotność wśród tłumu „rwącego bruk”, czyli zamieniającego szlachetną ideę w uliczną jatkę, ale staje się „najgorszym wrogiem” tej rewolucji, pożerającej własne dzieci.

Ballada wywróżyła siebie

„»Mury« napisałem w 1978 r. jako utwór o nieufności do wszelkich ruchów masowych. Usłyszałem nagranie Lluísa Llacha i śpiewający, wielotysięczny tłum i wyobraziłem sobie sytuację – jako egoista i człowiek, który ceni sobie indywidualizm w życiu – że ktoś tworzy coś bardzo pięknego, bo jest to przepiękna muzyka, przepiękna piosenka, a potem zostaje pozbawiony tego swojego dzieła, bo ludzie to przechwytują. Dzieło po prostu przestaje być własnością artysty i o tym są »Mury«. I ballada ta sama siebie wywróżyła, bo z nią się to samo stało. Stała się hymnem, pieśnią ludzi i przestała być moja” – mówił Jacek Kaczmarski po latach w rozmowie z pismem „Indeks”.

Proroczy charakter tej pieśni objawia się jednak nie tylko w tym, że ludzie ją przechwycili, ale przede wszystkim w tym, że przeinaczyli jej przesłanie. Znamienne, że ostatnia zwrotka piosenki bywała podczas koncertów zagłuszana, zaklaskiwana, a nawet – o zgrozo! – zmieniana. Zdarzało się, że publiczność w finałowym refrenie dopowiadała: „A murów nie ma, nie ma, nie ma…”. Wszystko to bardzo irytowało Kaczmarskiego. Prawie dekadę po napisaniu „Murów” stworzył on piosenkę „Mury ’87 (Podwórko)”, której wymowa była jeszcze bardziej gorzka niż tej pierwszej:

Jak tu wyrywać murom zęby krat, gdy rdzą zacieka cegła i zaprawa? Jakże gnijącym gruzem grzebać stary świat, kiedy nowego nie ma czym – i na czym – stawiać? O czym dziś na podwórku śpiewać liszajom obsuniętych ścian, gdzie nawet skrawek nieba ziewa na widok tych śmiertelnych ran?

Nie chcieli zrozumieć

– Ludzie tak naprawdę nie chcieli zrozumieć przesłania tego utworu, wyciągnęli z tego to, co im było w danym momencie potrzebne – stwierdził po latach w radiowym wywiadzie Przemysław Gintrowski. W sumie trudno się dziwić, bo cytowane w tekście słowa pieśniarza, w połączeniu ze wzniosłą melodią, mają w sobie moc, która udziela się słuchaczowi. Poza tym błędna interpretacja tych słów przez opisany w piosence tłum bynajmniej nie unieważnia przesłania śpiewaka o potrzebie burzenia murów. Wolność pozostaje wartością, o którą warto walczyć – tyle że na zupełnie innym poziomie, niż chciał to widzieć ów tłum.

– Pisałem o tych, co śpiewają: „mury runą”, ale też o tym, że na miejscu tych murów wyrastają nowe – tłumaczył w innej rozmowie sam Kaczmarski. – To piosenka, która mnie prześladuje, odkąd powstała, i nieporozumienia wokół niej są zasadnicze. Ona czym innym była dla ludzi internowanych, którzy ją śpiewali „ku pokrzepieniu serc”, czym innym dla mnie, czym innym dla ludzi teraz młodych, którzy widzą w niej moją głęboką niewiarę czy sceptycyzm co do wszelkich ruchów masowych.

Dziś jednak znów zapomina się o tym potężnym ładunku sceptycyzmu zawartym w balladzie. Większość śpiewających ją pod Sejmem z pewnością nie zdaje sobie sprawy, że tekst ów jest przestrogą przed siłą tłumu, która – źle ukierunkowana – łatwo może stać się siłą niszczącą. Nie negując prawdy o tym, że wolność jest wartością, której trzeba bronić, warto i tę przestrogę zawsze przypominać. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama