Miłość w podróży

O skromnym ryżowym ciastku Sartorius pisze, że warte było utrwalenia na obrazie, bo jest w nim miłość malującego go artysty. Z przywołanymi w tej poezji postaciami, miastami i dziełami autor pozostaje w takiej miłosnej relacji.

Reklama

W„Bibliotece Poetyckiej Wydawnictwa a5” ukazał się „Zegar szronu i inne wiersze” – pierwszy polski wybór utworów Joachima Sartoriusa, wybitnego niemieckiego poety, pod redakcją i w tłumaczeniu Ryszarda Krynickiego. Życiorys autora tłumaczy szeroką optykę podróżnika, którą nam proponuje. Urodził się w 1946 r. w Fürth, w dawnym RFN. Był synem zachodnioniemieckiego dyplomaty, dlatego jeździł ze zmieniającym placówki ojcem i część życia spędził za granicą. Do szkoły chodził w Tunezji, Kongu i Kamerunie, maturę zdał w Bordeaux, prawo studiował w Londynie, Strasburgu i Paryżu. Od 1974 r. przez dwanaście lat pracował w służbie dyplomatycznej w Nowym Jorku, Ankarze i Nikozji. Aktualnie mieszka w Berlinie.

Czytając inspirowane jego wędrówkami wiersze, trafiamy do miejsc, w których przebywał realnie i literacko, docieramy do pierwszych uczuć, które obudziło obcowanie ze spotkanymi ludźmi czy materią artystyczną. Przebywamy w Aleksandrii, Wenecji, Konstantynopolu, Budapeszcie i Vaucluse, oglądamy ukiyo-e Hashimoto Chikanobu, martwą naturę Stoskopffa, spotykamy Rimbauda, Kawafisa, Wagnera, Majakowskiego z Lilą Brik, Ilse Blumenthal-Weiss. Tej ostatniej poświęcony jest przejmujący tekst „Odwiedziny u wygnanej poetki”, dla którego warto sięgnąć po ten tomik. Niemiecka poetka, więźniarka obozów koncentracyjnych, kiedyś „stara i piękna”, dziś „poważna, ale umarła, mądra, ale umarła”, samym swoim życiem snuje w tych strofach opowieść o przemijaniu i dojrzewaniu.

Każde przywołane w tych tekstach dzieło czy miejsce ma swoją historię, a jednocześnie bardzo sensualnie istnieje tu i teraz, wpisując się w rzeczywistość. Niewątpliwie lektura tych tekstów wymaga od czytelnika erudycji, ale też skłania do poszerzania wiedzy – intelektualnej i duchowej. Kiedy poeta zachwyca się obrazem „Kosz z kieliszkami 1644” Sebastiana Stoskopffa, orientujemy się, że cała rzeczywistość ma inną, wieczną, eschatologiczną perspektywę: „(…) Cienkie jak tchnienie są te kieliszki. Nieważkie, ulotne zjawisko/ zwiastuje jakieś inne,/ oczyszczone istnienie”. Kiedy artysta czuje głód, musi go zaspokoić, malując obraz albo pisząc – sugeruje w wierszu o ryżowym ciastku i innych tekstach. Daje w ten sposób odpowiedź, do czego potrzebne jest pisanie.

Barbara Gruszka-Zych

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama