Do Boga przez szkiełko i oko

W ustach Bolesława Prusa, który przez całe życie poszukiwał prawdy, zapisane na koniec słowa: „pamiętaj, że jest Bóg”, brzmią szczególnie mocno.

Reklama

Bolesław Prus jako pisarz religijny? Takie ujęcie wydaje się próbą godzenia ognia z wodą. Bo przecież według obiegowych opinii, ugruntowanych przez szkolnictwo PRL-u, autor „Lalki” jest modelowym wręcz przedstawicielem pozytywizmu – epoki pokładającej bezgraniczne zaufanie w ludzkim rozumie, a ignorującej pierwiastek duchowy w człowieku. Tymczasem kiedy czyta się publicystykę urodzonego 170 lat temu Prusa, zwłaszcza tę późną, staje przed nami człowiek zafascynowany chrześcijaństwem, apologeta wiary. Czy to znaczy, że wierzący? Na to pytanie odpowiedzieć już nieco trudniej, choć mamy sporo przesłanek wskazujących na to, że autor „Lalki” do wiary wrócił.

Od upadku do odrodzenia

Jeden z ostatnich felietonów Prusa, opublikowany w „Tygodniku Ilustrowanym” w roku jego śmierci (1912), poświęcony jest kwestii Boga. Tekst nosi znamienny tytuł „Od upadku do odrodzenia”. Choć tytułowe słowa dotyczą bezpośrednio kreślonej przez pisarza wizji naprawy społeczeństwa opartej na zasadach religijnych, możemy je śmiało odnieść także do biografii pisarza, a ściślej – do jego podejścia do wiary. Prus przebył bowiem w tej dziedzinie długą drogę: wychowany w atmosferze religijnej przez babcię i ciocię, w młodości traci wiarę, by po latach szczerych poszukiwań znowu ją afirmować.

Jeszcze w roku 1865 ten jeden z naszych najwybitniejszych prozaików pisał w liście do Mirosława Godlewskiego: „(…) okoliczności zrobiły mnie zgryźliwym i niewierzącym (…), co mnie chyba prędko dręczyć nie przestanie (…). Obecnie w nic nie wierzę i jestem bez moralnych podstaw”. Okoliczności, o których wspomina pisarz, to przede wszystkim klęska powstania styczniowego, w którym Aleksander Głowacki (tak brzmiały jego prawdziwe imię i nazwisko) brał udział i odniósł rany. W tym samym liście jednak autor deklarował, że „woli wyrzec się wszystkiego aniżeli postępować wbrew temu, co ludzkość nazwała szlachetnością, a co w nas wyrobił wielki systemat społeczny Chrystusa”. Mimo utraty wiary zachował więc respekt dla chrześcijańskiej etyki i starał się według niej postępować.

W 1868 r. zapisze w osobistym notatniku: „Co to jest Bóg? Bóg to odwieczna Działalność, Mądrość, Miłosierdzie, Miłość, Przebaczenie, Sprawiedliwość. Wszystko to najwybitniej objawia się w Ludzkości – tam też najpierw szukaj Go”. Te poszukiwania są widoczne w całym jego życiu. Czy ostatecznie doprowadziły go do wiary? We wspomnianym felietonie z 1912 r. widać, że u progu śmierci ta sprawa jest dla niego najważniejsza: „Czy (…) istnieje taki pogląd, taka teoria, która stanowiłaby cel dążeń dla jednostek i społeczeństw, której urzeczywistnienie zarówno ludziom, jak i narodom przyniosłoby największą sumę bezpieczeństwa, pomyślności, rozwoju materialnego i duchowego? (…) Takim ideałem jest religijna definicja Boga i Jego stosunku do człowieka”. I tu następuje owa definicja, z jednej strony zbliżona do tej sprzed 44 lat, z drugiej – widać w niej istotne przesunięcia: „Cóż to jest Bóg? Jest to Twórca i Stwórca wszystkich rzeczy, Wszechwiedny, Wszechpotężny, Wszechobecny, Wiekuisty i Miłosierny, a przy tym Sędzia Sprawiedliwy. A co to jest człowiek? Jest to dziecię Boże, stworzone na obraz i podobieństwo Ojca, którego powinno naśladować. Gdy Go naśladuje, wówczas pracuje nad urzeczywistnieniem Królestwa Bożego na ziemi. I tyle. W kilku wierszach streszcza się cała historia cywilizacji, najszlachetniejsze, najwznioślejsze dążenia ludzkie”.

Od fizyki do metafizyki

Niby Prus mówi to samo co wcześniej, ale zamiast abstrakcyjnie brzmiących rzeczowników pojawiają się przymiotniki, wskazujące na Boga jako osobę. Choć oczywiście ciągle nie jesteśmy pewni, czy Prus mówi o Bogu, w którego sam wierzy. Pisarz nie jest bowiem zbyt skory do dzielenia się duchowymi doświadczeniami. Jako nieodrodny syn swojej epoki woli ukrywać się za definicjami i filozoficznymi wywodami. Jednak z samej częstotliwości podejmowania tematu i rangi, którą pisarz mu nadaje, można domyślać się, że w jego życiu dokonała się jakaś przemiana.

Z pewnością jednym z doświadczeń, które miało wpływ na jego życie duchowe, było zaćmienie słońca, oglądane w Mławie w 1877 r. Jak zapisał w reportażu „Wędrówka po ziemi i niebie”, zjawisko to zrobiło na nim ogromne wrażenie. „Tak potężne, że chyba nie znajdę spokoju, dopóki nie wygadam się z niego” – wyznaje. Cały tekst jest ciekawym zapisem przejścia od zwykłej obserwacji fizycznego zjawiska do silnego duchowego przeżycia, z którego wyciąga się metafizyczne wnioski: „Nieprawda, że jest tylko jeden świat: są dwa światy: ten i tamten; ten, który mamy pod nogami, jest ziemskim; tamten, do którego trzeba podnosić głowę, jest niebem, może nawet tym, o którym mówi katechizm i Biblia”.

Prus w swoim dochodzeniu do wiary kieruje się przede wszystkim rozumem. Parafrazując Mickiewicza, moglibyśmy powiedzieć, że drogą do Boga stają się tutaj nieco lekceważone przez romantyków „szkiełko i oko”. Potwierdza to zapisek autora „Faraona” na rękopisie przekładu „Logiki” Johna Stuarta Milla: „Bóg jest na dnie wszystkich rzeczy, a nauka, cokolwiek mówią o niej, jest poszukiwaniem Boga”.

W tych poszukiwaniach Prus zapuszczał się czasem, niestety, także w niebezpieczne rejony. Ulegał m.in. modnemu w tamtych czasach zainteresowaniu spirytyzmem, parapsychologią, hipnozą czy telepatią. Uczestniczył w seansach spirytystycznych z udziałem słynnego włoskiego medium Eusapii Paladino. Po części można to tłumaczyć rozczarowaniem pozytywistyczną filozofią, z której „mało treści, a dużo śmiecia zostało w Warszawie” – jak napisał w „Kronice Tygodniowej” w 1891 r. „Najmodniejsze dziś prądy umysłowe wyglądają tak, jakby ludzkość w dziejowym pochodzie – nagle straciła drogę” – powie w innym miejscu.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama